Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drugie życie rushder'a vergim. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drugie życie rushder'a vergim. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 stycznia 2021

Drugie Życie Rushder'a Vergim - Rozdział 4

Rozdział 4 – W lesie również jest...

Kiedy się ocknąłem było późne popołudnie. Wszystko mnie bolało, nie miałem siły wstać. Leżałem tak nie wiem ile czasu, aż mogłem się podnieść. Mimo bolących mięśni wstałem i rozejrzałem się. Jeszcze nic nie znalazło tego miejsca, ale zapach krwi z pewnością zdążył rozprzestrzenić się już daleko​.

Lekko się chwiejąc opuściłem to miejsce i udałem się w dalszą drogę. Na pewno nie będę używał [Cienia] w najbliższym czasie. Za bardzo nadwyręża to ciało. Muszę nadrobić stracony czas.

Postanowiłem, że będę iść całą noc. Wychodziło wiele stworów, a ja starałem się większość omijać. Nie wiem jak, ale udało mi się uniknąć wszystkich do świtu. Później nie dałem rady iść ze zmęczenia. Trochę zjadłem i oparty o miecz zasnąłem.

Obudziłem się kiedy słońce było już wysoko na niebie. Wyciągnąłem się ziewając i ruszyłem dalej.

Kolejne trzy tygodnie spędziłem podróżując i walcząc czasami ze stworami podobnymi do tych wilków. To znaczy zwierzętami, na które wpłynęła magia np. z niedźwiedziami. Udało mi się pozbyć przeciążenia ciała po użyciu [Cienia], ale i tak po nim muszę odpoczywać. Eh, co za utrapienie… Ale raczej nic z tym szybko nie zrobię.

Nadal podróżowałem traktem na piechotę. Eh, nie ma tu żadnych charakterystycznych punktów, więc nie wiem gdzie dokładnie jestem… Nagle wyczułem całkiem niedaleko słabą, magiczną energię. Postanowiłem zejść z drogi i udałem się w kierunku, z którego wyczuwałem ją. Szedłem kilka dobrych minut i trafiłem na polanę. Unosiła się tutaj magiczna moc, ale nie mogłem wyczuć jej źródła. Postanowiłem tu trochę trenować; nawet jeśli nie mogę jej zebrać i wchłonąć trening w takim miejscu będzie efektywny i wzmocnię wytrzymałość. Kilka godzin ćwiczyłem z jednym mieczem. Zmęczony przekąsiłem coś i zasnąłem na środku polany.

Obudziły mnie dziwne odgłosy. Rozglądnąłem się wokół. Czy ta polana nie powinna być większa? Nagle gałęzie drzew nienaturalnie zafalowały. Drzewa zaczęły zmieniać kształty i po chwili byłem otoczony przez entów.

Teraz wiem czemu przy polanie było tyle drzew! Cholera, jak mam się wydostać przez te pniaki?! Nienawidzę być otoczony, czuję się wtedy jakbym się dusił! Jeśli będzie trzeba nadwyrężę to ciało! Byle tylko się stąd wydostać!

Chwyciłem w obie ręce po jednym mieczu w każdej. Używając mrocznej energii na rękach sptawiłem, że mogłem swobodnie trzymać ostrza. Rozłożyłem ręce po bokach by wyprowadzić szerokie cięcia jeśli zaatakują. Jeśli zrobią to z dołu będzie ciężko mi to zablokować, ale nie pokonają mnie tak łatwo!

Krąg zacieśniał się coraz bardziej. W pewnym momencie zobaczyłem wyłaniającego się z tłumu starego enta dębu. Zbliżył się do mnie i pochylił nade mną swoje gałęzie. Patrzyłem na niego wrogo gotowy do ataku.

Gdybym miał moje poprzednie ciało mógłbym pokonać ich w kilka chwil! Pociął bym ich na kawałki moim pięknym Dhu Gláeddyv¹! Tak mi go brakuje! Nawet jeśli bym go nie miał mógłbym je spalić! Ale muszę się zadowolić tymi dwoma mieczami, które już są trochę tępe… Grrr… Zresztą już na początku nie były dobrej jakości.

Nagle stało się coś nieoczekiwanego, ent przemówił. Jeszcze dziwniejsze, że mówił w ludzkim języku.

-Czemu tu jesteeeś? I kim jesteeeś? Ty… Nieee jesteeeś człowieeekieeem… Maszzz w sobieee... Cośśś czeeego od daaawna nieee byłooo w tyyym mieeejscu… I świeeecie... Mroczneee źródłooo… Czeeego chceeeszzz…? - powiedział stary ent przeciągając słowa.

Stałem kompletnie otępiały. Jak taki prymityw mógł wyczuć moją głęboko schowaną energię? Enty nie są zbyt inteligentne, ale mają jakąś wiedzę i umiejętności uczenia się. Musiał być naprawdę stary; bardziej spodziewałbym się po nich znajomości mowy elfów niż ludzi. Musi pamiętać czasy gdy było mnóstwo demonów na świecie. Patrzyłem na niego chwilę i kierując ostrze w lewej ręce w jego stronę odpowiedziałem.

-Jestem tu przypadkiem, nie mam zamiaru niczego robić z ‘tym miejscem’. Możecie tu zostać, a ja pójdę daleko stąd.

Powiedziałem powoli, żeby zrozumiał. Spojrzał na mnie przenikliwie, a ja czułem jakby przeglądał moją historię. Cholera! Myśląc o nich użyłem słowa ‘Gleanna’, która w elfickim oznacza dolinę. Teraz na pewno mnie nie wypuści! Jestem taki nierozważny! To wszystko przez to ludzkie ciało!

-Więęęc jesteeeś jeeednym z niiich… Dlaczeeego maszzz to ciaaało…?

-Nie muszę ci odpowiadać - powiedziałem z jadowitym sykiem w głosie. Przyjąłem pozycję do ataku. Nie będę się dłużej powstrzymywać jeśli będzie podejrzany.

-Więęęc odeeejdź, D’yaebl²! - powiedział gniewnie odsuwając się. Reszta entów zrobiła mi wyjście z polany.

Nie wiem co go skłoniło do puszczenia mnie. Zazwyczaj jeśli złapią jakiegoś demona niższej rangi zostaje on zaduszony korzeniami. Może moja pierwsza kwestia albo to, że chciałem go zaatakować? A może wyczuł moją mroczną energię szykującą się do opuszczenia ciała? Kiedy jestem rozgniewany, zdenerwowany albo wkurzony mroczna energia sama się zbiera i opuszcza ciało.

Zazwyczaj kiedy demony walczą ze sobą przed walką z przeszywającym rykiem uwalniają mroczną energię, która wydostaje się z ich ciał. W zasadzie jest ona jak bestia na uwięzi.

Szybko ruszyłem utorowaną drogą. Nie mam zamiaru zostać tu dłużej. Może sobie myśleć, że mnie przegonił, że uciekłem. Nie obchodzi mnie to! Jak tylko wystarczająco się wzmocnie mogę wrócić i pozbyć się ich, hehehe.

Kilka minut później byłem z powrotem na trakcie. Postanowiłem więcej z niego nie schodzić. Nie mam zamiaru natknąć się na kolejne enty. A w lesie takim jak ten mogą być ich trzy grupy. Nie chce mieć powtórki z rozrywki, jedna taka starczy na razie. Zwłaszcza jeśli te inne nie będą mieć Starszego i od razu mnie zaatakują.

------

¹ - Czarny Miecz

² - diabeł

Zapożyczone ze Starszej mowy z sagi Wiedźmin.
 
Następny → 

Drugie Życie Rushder'a Vergim - Rozdział 3

Rozdział 3 – W lesie czai się...

Szedłem przez las wzdłuż traktu. Nikt jeszcze mnie nie minął, a to były już dwa tygodnie odkąd wyruszyłem. Na mapie było pokazane, że jest to raczej boczna droga, ale nie myślałem, że tak mało uczęszczania. Gdzieniegdzie rosły jakieś rośliny na piasku. Ogólnie była w dość dobrym stanie jak na taką okolicę.

Może gdzieś jest kryjówka tych bandytów, których zabiłem i to oni głównie korzystali z tej drogi. Z mapy wynika, że jeśli będę cały czas podążał tym traktem, to za lasem trafię na główny. Tam powinno być więcej osób.

Do tej pory trenowałem trochę z mroczną energią, ale głównie ćwiczyłem fizycznie. Nie mogę jeszcze użyć [Cienia]. Demony pokrywając całe ciało mroczną energią, mogą zniknąć w swoim cieniu i podróżować ze swoją normalną, niebywałą prędkością nie wpływając na świat zewnętrzny. Jeśli jednak zechcą, mogą na niego wpłynąć. Mogą też zniknąć w ciemnościach.

O ile dobrze pamiętam, początkujące demony nieumiejętnie korzystając z [Cienia] nie kontrolowały swoich podróży i lądowały w różnych miejscach. Czasem nawet rozbijały się mocno o skały. Muszę się porządnie zastanowić, w jaki sposób nauczyć się [Cienia]. Jedna podróż tego typu może oznaczać dla obecnego mnie śmierć, jeśli wlecę w skałę.

Kiedy rozmyślałem, znienacka wyskoczyła cała wataha wilków. Nie były jednak zwykłe, miały dwa metry wysokości, ich futra były ciemne, a ich oczy pożerały mnie. Gdybym nie był zamyślony, nie zaskoczyłyby mnie, ledwo tego uniknąłem. Na dodatek miały Alfę, który miał trzy metry, całkowicie czarne jak smoła futro i czerwone oczy. Świetnie, chyba ktoś stwierdził, że po pięciu spokojnych latach pora utrudnić mi życie. Najpierw bandyci, a teraz wataha wilków z Alfą.

Szczęśliwie, a może i nie, były wychudzone, więc powinny być słabsze. Z drugiej strony mogły być też mocno zdesperowane. Z mapy wynikało, że las był duży i teoretycznie mógł wyżywić taką watahę. Ale nie powinny się kręcić koło traktu. To znaczy, że albo zabrakło im pożywienia, albo ktoś wygnał je z ich terytorium.

Ostrożnie wyjąłem miecz z torby, obserwując wilki, które w tym czasie otoczyły mnie. Jeden zaatakował, odskoczyłem prosto w stronę otwartej paszczy drugiego. Zatrzasnęła się, a ja zostałem prawie połknięty. Cholerne wilki! Wybije was co do nogi! Wbiłem miecz za językiem i przeciąłem w poprzek, wilk zawył boleśnie.

Zlatując w jego gardło, wbiłem miecz. Ciężar mojego ciała ciągnął miecz, który ciął wzdłuż, rozcinając gardło i przełyk. Kiedy zjechałem prawie do żołądka, przekręciłem miecz, tnąc w poprzek i chwyciłem się powstałej krawędzi. Byłem kilka metrów nad kwasami żołądkowymi. Fuj, jak to śmierdzi! Żeby sam lekko unoszący się kwas mnie nie zabił, przecisnąłem się przez powstałą szczelinę. Tnąc, ciągle rozciąłem mu brzuch i wydostałem się na zewnątrz. Byłem cały w krwi i nie wiadomo czym jeszcze.

Wilki patrzyły zaskoczone na martwego już towarzysza, a ja ruszyłem na nie. Szybko biegając wokół jednego, poraniłem go i w końcu kiedy obniżył łeb, podciąłem gardło. Dopiero teraz wilki otrząsnęły się, Alfa zawarczał gniewnie i rozkazał atak. To był koszmar! Co chwilę musiałem odskakiwać, ledwo unikając ataków.

Po jakimś czasie udało mi się zabić dwa kolejne wilki. Na początku było ich siedem. Teraz zostały trzy z Alfą, który rzucił się na mnie z pazurami. Nie miałem szansy na żaden unik! Chwilę przed tym jak miałem zostać rozdarty przez pazury zauważyłem dogodne miejsce, z którego mógłbym skutecznie zaatakować Alfę. W następnym momencie leciałem prosto na grzbiet czarnego wilka. Lądując na nim, wbiłem miecz między jego łopatki. Alfa warknął i zaczął się rzucać. Nie miałem siły, ale trzymałem miecz wbity w jego grzbiet. Nie mam zamiaru dać za wygraną! Próbował mnie z siebie zrzucić, wierzgając coraz bardziej.

W pewnym momencie miecz lekko się poluzował. Wilk nadal wierzgał, a moje ciało latało na wszystkie strony. Miecz pod wpływem ciężaru mojego ciała poruszył się i zjechał na prawo, tnąc skórę i zmieniając futro w posklejane i błyszczące przez krew, która leciała z rany. Zawył i dalej wierzgał. Zjechałem na jego bok i zygzakami rozciąłem jego ciało do brzucha. Wtedy padł, a ja poturlałem się na bok.

Byłem wyczerpany, chyba nieświadomie użyłem [Cienia]. To jednak duże obciążenie dla tego ciała. Kątem oka zauważyłem, że dwa pozostałe wilki przyglądają mi się. Na początku trzymały się z tyłu i dopiero teraz zauważyłem, że są mniejsze. Pewnie to młode. Patrząc na nie, warknąłem cicho pod nosem. Musiały to usłyszeć, bo uciekły. Przynajmniej jestem na chwilę bezpieczny...
 

Drugie Życie Rushder'a Vergim - Rozdział 2

Rozdział 2 – Dusze To...

Korekta: Adirox
 
Następnego dnia obudziłem się wraz z promieniami słońca. Przeciągnąłem się, ziewając i spojrzałem w dół. Zdaje się, że nocą jakieś stwory wyszły z ukrycia. Zatrzymały się przy drzewie, czując mój zapach, ale odeszły. Widać było ślady na ziemi.

Zjadłem śniadanie i ostrożnie zszedłem w dół. Usiadłem na ziemi i wyciągnąłem wszystkie kawałki metalu z zaklętymi duszami. Wyszukałem te mężczyzny i kobiety i odłożyłem je na bok.

Jako najwyższy rangą pośród demonów miałem takie samo prawo z wyborem miejsca zesłania duszy do Podziemia jak wszystkie rangi pode mną, włączając demony średniej rangi. Chociaż nie wiem, czy nadal mnie to dotyczy po tym jak zginąłem. Najwyżej trafią na inną karę lub do innej części Podziemia. Jestem pewien, że nadal mogę je tam zesłać.

Dusze wszystkich bandytów mam zamiar wysłać na Pole Kary, gdzie będą cierpieć całą wieczność. Nie, żebym był jakoś przywiązany do tej dwójki ludzi, którzy się mną zajmowali. Taki mam kaprys, bo zepsuli mi plany.

Zacząłem skupiać mroczną energię przed sobą. Ta stworzyła okrąg, stale obracając się. W środku okręgu pojawiła się ciemna otchłań. Wziąłem metal i wrzuciłem go w Przejście, które stworzyłem. Następnie wziąłem do rąk pozostałe dwa kawałki z duszami i wpłynąłem energią na dusze, które wyleciały z metalu. Okrążyły się parę razy i również wleciały w Przejście do Podziemia.

W ten sposób odrodzą się razem jako demony i może wtedy będą mieli lepsze życie. Stwierdziłem, że tylko tyle mogę zrobić dla dusz, które nie mogły normalnie przejść przez zaświaty. Jeśli dusza z żalem stanie się potworem, kiedy ginie zostaje unicestwiona. Jeśli opęta kogoś i zostanie oczyszczona, ma długą drogę do reinkarnacji, wpierw musi odpokutować za swoje winy.

Jako, że od razu po śmierci zakląłem duszę w przedmiocie, nie miała winy, ale nie mogła też przejść drogi reinkarnacji. Uważam, że było to najlepsze rozwiązanie. Żyć razem jako demony wcale nie jest takie złe. Znałem kilka takich przypadków i widziałem, że byli zadowoleni z takiego biegu rzeczy. Zamknąłem Przejście, rozpraszając energię. Dopóki mroczna energia nie wpływa na moje ciało, mogę używać jej w dużych ilościach, chociaż na dłuższą metę jest to męczące. Zabrałem kawałki metalu i wstałem, przeciągając się. Ruszyłem w stronę traktu przebiegającego przez las. Miałem szczęście, że mapa była bardziej szczegółowa i był on na niej zaznaczony. Widziałem też, że najbliższe miasto było dosyć daleko, ale to nie problem. Będę miał dużo czasu, by trenować. Skoro nie mam dużo pieniędzy, a w mieście prędzej czy później będę musiał kraść, by przeżyć. Przydałaby się umiejętność [Cienia], ale wpływa ona na ciało. Będzie to wymagało czasu i będzie trudne, ale nauczę się jej. Będzie mi niezbędna do przetrwania. 
 

środa, 3 czerwca 2020

Drugie Życie Rushder'a Vergim - Prolog

Prolog - Ostatnie chwile Władcy Demonów... A może jednak nie...?

Korekta: Adirox

Wszystko byłoby dobrze gdyby nie ten Bohater! Zaprzepaścił cały mój plan władzy absolutnej nad światem! Ale nie pójdzie po jego myśli! Skoro ja, najokrutniejszy Władca Demonów Rushder Vergim, mam umrzeć to zabiorę go ze sobą! A skoro mam odejść to z hukiem, hahahahaha!

Ostatkiem moich sił zebrałem całą pozostałą mi energię w moim pięknym mieczu i posłałem go w dół prosto na Bohatera, użyłem mojego końcowego ataku [Zstąpienie]. To małe chuchro podniosło swój badyl, by go zablokować.

Gdybym był w pełni sił, nie musiałbym się przejmować takim karłem, jak on. A gdyby on był w pełni sił, mógłby to zablokować. Pokazał wcześniej, na co go stać, pozbawiając mnie jednego z moich dwóch cennych rogów! Używając elementu Tajnych Stylów, wykonał niespodziewany ruch i odciął mój lewy róg, który poszybował w powietrze. Nie daruję mu tego! Na szczęście albo nieszczęście obaj jesteśmy w kiepskim stanie.

Widząc rezygnację w jego oczach, uśmiechnąłem się triumfalnie zadowolony z siebie. Wiedział, że są to jego ostatnie chwile. Żyłem długo i żałuję, że nie przejąłem władzy nad światem, chociaż na chwilę. I chciałbym nauczyć się Stylu, którym ten karzeł mnie pokonał. Tajne Style walki są naprawdę interesujące, ale dlaczego umieją je tylko ludzie? Ach tak, ponieważ demony prawie cały czas siedzą w Podziemiu. Chciałbym znać wszystkie Tajne Style. Byłbym wtedy niepokonany, hm…

Mój miecz opadł i z dźwiękiem uderzenia metalu cała mroczna energia została uwolniona. Potężny, niekontrolowany wybuch rozszedł się we wszystkie strony. Haha, dobrze wam tak nędzni ludzie! Wszystko w obrębie Pustyni Czaszek, a nawet poza będzie zrównane z ziemią! Nie pozbierają się po tym, hahaha! Nie czuje już energii tego karła, padł w końcu! Ach, ale ja też już nie czuje mojego ciała… Nic nie widzę, nie wiem, gdzie jestem... Moja świadomość zanurza się w nieprzeniknionej ciemności. Co za spokój…

-----------------------------

Hm, co to za dziwny szmer? Hm, co to był za dźwięk? Słyszę ich coraz więcej, zbliżają się. Chwila, co to za światło?

Zostałem oślepiony przez niekończącą się falę światła. Kiedy przyzwyczaiłem się do niego, zobaczyłem olbrzyma pochylającego się nade mną. Widzę i słyszę dźwięki, ale nie rozumiem ich. Czuję się dziwnie ociężały i nie mogę poruszać ciałem.

Mężczyzna był ubrany w kiepskiej jakości odzienie. W ogóle całe pomieszczenie nie było w lepszym stanie. Pełno dziur w drewnianych deskach ścian i sufitu. Niektóre pozatykane jakimiś szmatami. Mężczyzna wziął mnie na ręce i mówiąc coś, podał kobiecie leżącej na łóżku. To łóżko jest tak słabe, że chyba się zaraz rozleci.

Kobieta była wychudzona i słaba, ogólnie wyglądała nędznie. Chwila, to nie jest najważniejsze. Pomijając to, że ich nie rozumiem, nie wyczuwam od nich żadnej energii demonicznej czy magicznej. Nie wyglądają jak demony. Wyglądają jak coś, co znam aż za dobrze i czego najbardziej nie lubię. Nawet tak pachną, fuj! Ludzie, to są mali, słabi ludzie…! A skoro dla mnie wyglądają na wielkich… Nie, nie, nie, to niemożliwe! Ktoś chyba sobie ze mnie zażartował! Ktoś śmiał wymyślić taki chory żart mnie, Rushder’owi Vergim! Odrodziłem się jako słaby człowiek?!
 

Drugie Życie Rushder'a Vergim - Rozdział 1

Rozdział 1 - Moje imię... Ten świat...

Korekta: Adirox
 
Po pięciu latach nadal tutaj tkwię. Ludzie nadal odczuwają skutki mojej mocy po walce z Bohaterem, choć nie wiem ile czasu minęło od wtedy. Ziemia jest jałowa przez co nie można zbyt wiele uprawiać. Są problemy z jedzeniem i wodą.
O dziwo nigdzie nie ma demonów. Chyba, że to ja odrodziłem się nie wiadomo na jakim pustkowiu. Osobiście wysyłałem demony raczej do miast, jest tam więcej ludzi; można zebrać więcej dusz. Dusze wzmacniają moc demonów, a potężniejsze można zamienić w kolejne demony. Z drugiej strony to lepiej, że nie ma tutaj żadnych demonów, bo mogłoby być nieciekawie. Zabiłyby mnie i wzięły na ich sługę. To byłby koszmar, uh. A tak mogę spokojnie wracać do dawnej potęgi.

Kiedy się odrodziłem byłem wzburzony i niecierpliwy, jednak jako niemowlę nie mogłem nic zrobić. Zabicie moich żywicieli byłoby czymś idiotycznym, więc musiałem to przeboleć. Teraz jestem spokojniejszy, nie śpieszy mi się. To ciało nadal jest za słabe by wyruszać gdzieś dalej.

Na dodatek ci ludzie są jacyś dziwni. Dopóki im pomagam nie zwracają uwagi, na to co robię. Więc bez przeszkód mogę wzmacniać to ciało używając mrocznej energii mojego jestestwa.

Znajduję się w niewielkiej wiosce liczącej około stu mieszkańców. Jest tu też kilka dzieciaków, ale nie zadaje się z nimi. Bo po co? Zazwyczaj gdzieś biegają i krzyczą. Czasami przyjdą zaczepiać się we mnie, ale co im po tym? Nawet nie reaguje, a jeśli chcą mnie uderzyć same prędzej dostaną ode mnie. Jako ludzkie dziecko jestem bardzo silny.

Tym co robię w wolnym czasie jest wzmacnianie mojego ciała poprzez trening fizyczny i używanie mrocznej energii, chociaż w znikomych ilościach. Ćwiczę też szermierkę, żeby nie wyjść z wprawy. Kochałem mój piękny miecz z czarnego metalu wykuty specjalnie dla mnie przez najlepszych demonicznych kowali. Kiedy wzmocnię wystarczająco moje ciało mam zamiar go odnaleźć. Nieważne jakimi środkami i czy stanę się czyimś wrogiem, nawet jeśli będę musiał wymordować jakiś kraj.

Rad! – zawołał mężczyzna pracujący na jałowej ziemi.

Takie imię nadali mi ci ludzie. Cóż, jest podobne do mojego więc reaguje na nie. Inaczej nawet nie zaszczycił bym go spojrzeniem. Podszedłem do niego wolnym krokiem, nie spiesząc się. Powiedział, że mam przynieść drewno z pobliskiego lasu. Wziąłem siekierkę i ruszyłem w kierunku zagajnika znajdującego się dość niedaleko miejsca, i którym byłem. Musiałem przez pewien czas poszukać odpowiednich drzew, ponieważ moje ulubione miejsce do nabywania drewna zostało przez kogoś kompletnie wyczyszczone.

Po znalezieniu odpowiednich sztuk ściąłem je, porąbałem na części, związałem wziętym wcześniej sznurem i zarzuciłem na ramię. Z takim ładunkiem wróciłem do wioski, ale zastałem ją w innym stanie niż zostawiłem. Z oddali było słychać krzyki, niektóre domki płonęły, ludzie biegali w chaotyczny sposób. No tak, bandyci. Z domku, w którym mieszkałem zostali wyrzuceni ludzie, których jako człowiek powinienem nazywać rodzicami. Mężczyzna leżał martwy z głęboką, ciętą raną na plecach. Kobieta spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem i wyciągnęła rękę w moim kierunku.
 
Rad, uciekaj…

Powiedziała słabym głosem zanim mężczyzna, który ich wyrzucił ciął ją w głowę. Czaszka została przecięta pod ostrym kątem, część oddzieliła się od reszty i ukazała wnętrze, z którego wyleciał rozpływający się mózg w krwi. Dość kiepskie zakończenia dla kobiety, zwłaszcza, że najgorsza nie była. W tak kiepskich warunkach zajmowała się mną najlepiej jak umiała.

Bandyta spojrzał na mnie; skierował we mnie swoje ostrze by mnie przebić. Błyskawicznie zrzuciłem z ramienia balast. Zrobiłem szybki unik przechodząc do jego boku, przekręciłem mu rękę, którą trzymał krótki miecz skręcając ją. Wrzasnął puszczając broń. Szybko ją podniosłem i ciąłem w gardło unikając strumienia lejącej się krwi. Padł z oczami wypełnionymi niedowierzaniem. Szybko go przeszukałem, znalazłem wyszczerbiony nóż, kilka monet, rzemyk i kilka innych pomniejszych przedmiotów.

Były tam też kawałki metalu o nieokreślonym kształcie. Wziąłem je w ręce i nasyciłem mroczną energią. Podszedłem do ciał, nad którymi unosiły się dusze. Ludzie, którzy nie pogodzili się ze swoją śmiercią zostają przywiązani najczęściej do swoich ciał, bądź ważnych przedmiotów. Wszystkie trzy duchy wpatrywały się we mnie z szokiem wypisanym na twarzy. Unosząc kawałki metalu w ręce ku duszą zakląłem każdą w jeden z nich. Kobietę w płaski, w miarę owalny kawałek o gładkich krawędziach, mężczyznę w kawałek o ostrych krawędziach, a bandytę w taki o tępych krawędziach. Wszystkie zostały wciągnięte do pojedynczych kawałków przez moją mroczną energię tkwiącą w metalu i zniknęły.

Kiedy skończyłem przybiegło dwóch innych bandytów zwabionych krzykiem towarzysza sprawdzić co się dzieje. Widząc miecz w mojej ręce i martwego towarzysza rzucili się na mnie. Byli chaotyczni i zdenerwowani co poskutkowało rozpłataniem jednego oraz pozbawieniem głowy drugiego. Tych również przeszukałem i zakląłem ich dusze. Nie wiedzieli kiedy zginęli, więc było wiadome, że ich dusze się pojawią.

Powtarzałem zabijanie bandytów, przeszukiwanie ich i zaklinanie dusz tych ludzi oraz mieszkańców, aż nie obszedłem całej wioski. W sumie było około dwudziestu bandytów i wszyscy mieszkańcy martwi. Nie miałem wystarczająco przedmiotów by zakląć wszystkich. Tych, których nie zakląłem wchłonąłem. To były moje pierwsze ofiary w tym życiu. Uważałem, że nie powinny mieć tego za złe, bo prędzej czy później zamieniliby się w upiory albo ghoule i ktoś i tak by ich zabił. Albo trafili by do Podziemia, gdzie też nie mieliby za dobrze, a tak zniknęli bez bólu i jeszcze przysłużyli się mi.

Pozbierałem całą zdobycz razem, wybrałem dwa lepsze miecze, jeden sztylet, kilka noży i torby. Do jednej włożyłem zaklęte kawałki metalu i bardziej przydatne przedmioty oraz mapę, a do drugiej żywność pozbieraną z domów. Nie mam zamiaru głodować, a tu nie zostanę, bo nie wiadomo co przyciągnie zapach krwi i padliny, kiedy wszystko zacznie rozkładać się w słońcu. Dni są gorące, więc nie wiadomo jak szybko to się zacznie.

Z obfitym ładunkiem ruszyłem w stronę lasu. Poszukałem większego drzewa o grubym pniu i zacząłem się na nie wspinać. Trochę mi zajęło zanim wspiąłem się na upatrzoną gałąź, parę razy zsunąłem się z pnia. Przywiązałem się liną do drzewa siedząc na gałęzi. Zacząłem dokładnie oglądać to co wziąłem ze sobą. Przeglądałem i segregowałem przedmioty. Później wyciągnąłem mapę zdobytą od herszta bandytów.

Czas szybko zleciał do wieczora. Było jeszcze jasno, ale promienie słońca przybierały już pomarańczowe i czerwone kolory świecące na drzewach. Zjadłem kolację ze zgromadzonego prowiantu, usadowiłem się w miarę wygodnie. Noce są w miarę ciepłe, a śpiąc na drzewie jest małe prawdopodobieństwo, że coś co wychodzi w nocy będzie mogło mnie dorwać. Zasnąłem w promieniach zachodzącego słońca.