Pokazywanie postów oznaczonych etykietą werewolf. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą werewolf. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 listopada 2025

The 5-time Rejected Gamma & the Lycan King - Rozdział 7

Rozdział 7

Tłumacz: Seft-chan


Kontynuowali ich posiłek. Następnie Cummings podszedł do stołu z dwoma osobami, które mu towarzyszyły. Xandar rozmawiał z Alfą Juanem, ale kiedy zauważył, że oczy Lucianne wędrują w bok, odwrócił się i zobaczył stojącego przed nimi cicho ministra.

– Wybacz nasze wtrącenie, Wasza Wysokość. Możemy usiąść razem z Waszą Wysokością? Być może skorzystamy z okazji, by zadośćuczynić za moje wcześniejsze złe zachowanie.

Król uśmiechnął się.

– Obawiam się, że nie mnie o tym decydować. – spojrzał na Alfę Juana i powiedział. – Alfo Juanie, decyzja należy do ciebie i twojej Luny.

Spojrzenie Alfy Juana stało się łagodne, gdy zapytał swoją Lunę.

– Co o tym myślisz, dziecinko?

Xandar zazdrościł, jak słodka była para przed nim. Mógł mieć tylko nadzieję, że wkrótce będzie mógł nazywać Lucianne swoją „dziecinką”. Jeszcze nawet nie zaczął nazywać jej „Lucy”. Nie miał nic przeciwko temu, by robić to powoli, dopóki było to dla niej komfortowe.

Wyraźnie używali połączenia myśli, aż Luna Hale uśmiechnęła się potulnie.

– Być może powinniśmy skorzystać z okazji, by to naprawić. – powiedziała.

– Dziękuję, Luno Hale. – powiedział Cummings i usiadł na miejscu obok Alfy Juana.

– Lucianne? – usłyszała głęboki głos za sobą.

Lucianne obróciła się, kiedy zobaczyła, kto to był, wstała bez uśmiechu i przywitała Lykana.

– Sebastianie Cummings, miło jest widzieć cię ponownie.

Sebastian wyglądał na zaniepokojonego, gdy odpowiedział, jąkając się.

– Uch… Również dobrze cię widzieć. J-jak się miewasz? Wyglądasz pięknie, tak swoją drogą.

Xandar praktycznie rzucał sztyletami wzrokiem w mężczyznę, który rozmawiał z jego partnerką z taką tęsknotą. Udało mu się opanować tylko dlatego, że zobaczył, jak niezainteresowana była Lucianne.

– Mam się dobrze, dziękuję. Jeśli pozwolisz, chciałabym teraz dokończyć posiłek. – odpowiedziała bezbarwnym tonem.

Zanim zdążyła się odwrócić, by usiąść i wznowić jedzenie, Sebastian wykrzyknął.

– Nie! Lucianne, czekaj! – już miał sięgnąć po jej rękę, ale jej zwinność pozwoliła jej się cofnąć, zanim ją złapał.

Xandar poderwał się z siedzenia i warknął, stając przed Lucianne, odsuwając ją od Sebastiana. Słowo „moja” było na końcu języka Xandara, ale nie chciał odbierać Lucianne tego wyboru. Przypomniał sobie poprzednią noc, kiedy niechętnie rozważała bycie z nim do końca życia. Nie chciał, by czuła się zmuszona do poddania się partnerskiej więzi.

– Wasza Wysokość, ja— – Sebastian wyglądał na zaskoczonego. Zerknął na obojętną Lucianne, po czym ukłonił się królowi i powiedział. – Przepraszam.

Następnie usiadł pomiędzy swoją siostrą, Sashą, a ojcem. Miała na sobie jaskrawoczerwoną sukienkę bez pleców, odsłaniającą dekolt. W głowie Lucianne przewracała oczami. *‘Co niektóre kobiety zrobiłyby, aby zwrócić na siebie uwagę płci przeciwnej.’* Pomyślała.

– Lucianne, co porabiałaś od zeszłego roku? – zapytał Sebastian, wgryzając się w jedzenie na swoim talerzu, przerywając niezręczną ciszę przy stole.

Xandar spiął się, ale obok niego Lucianne wzruszyła ramionami, unikając łagodnego spojrzenia Sebastiana i odpowiedziała.

– To, co zwykle. Ćwiczenia. Walka. Nauczania.

– Och, to musi być okropne uczyć się tego wszystkiego! To zabiera tak wiele energii i czasu! – Sasha zaczęła mówić z zaangażowaniem.

Lucianne zamrugała na komentarz Sashy i przechyliła głowę na bok.

– Nie wyobrażam sobie lepszego sposobu na spędzanie czasu i energii, ale przyznaję, że każdy ma inny zestaw priorytetów. – Xandar uśmiechnął się na dyplomatyczną odpowiedź jego partnerki.

– O tak. Wiem o tym. Będąc córką ministra obrony, nie mogę uciec od znaczenia walki. Ale mając wybór, wolałabym raczej ustatkować się z partnerem i mieć jego dzieci, nie martwiąc się o bezpieczeństwo i wszystkie te rzeczy.

Lucianne uśmiechnęła się płasko na swój sposób.

– Przypuszczam, że brak konieczności martwienia się o bezpieczeństwo jest opłacalnym priorytetem.

Alfa Juan zasłonił usta, by ukryć uśmiech. On i jego partnerka znali Lucianne od tak dawna, że potrafili rozpoznać jej sarkazm z odległości mili.

W rzeczywistości Sasha była jedyną osobą przy stole, która wydawała się nie zwracać na to uwagi.

– Wiem, prawda? I muszę powiedzieć, że jesteś taka odważna, siedząc obok naszego Króla! Większość wilków, które znam, unikałaby Lykanów i po co? Nie mam pojęcia. Ale oto jesteś, obok najsilniejszego Lykana. Czy nie czujesz się mała?

Zanim Lucianne zdążyła się odezwać, Xandar zapytał chłodno.

– Dlaczego miałaby czuć się w ten sposób?

Jej oczy rozjaśniły się, gdy spotkała się z zimnymi oczami Xandara i lekko się uśmiechnęła, zanim wyjaśniła.

– Cóż, Wasza Wysokość. Nie chcę się chwalić, ale jesteśmy lepszym gatunkiem, więc…

– Przewaga w rozmiarze i sile nie może się równać z przewagą w charakterze. – powiedział Xandar.

– Och, takie mądre słowa od naszego Króla. – roześmiała się zalotnie. Lucianne popijała wodę, zastanawiając się, czy uda jej się uniknąć tej niechcianej rozmowy. W końcu miała tylko nadzieję, że jej Alfa i Luna nie zostawią jej samej z Lykanami.

Luna Hale zdawała się czytać w jej myślach, gdy przesłała jej poprzez połączenie myśli. *‘Nie martw się, Lucy. Będziemy tu tak długo, jak będziesz nas potrzebować.’*

*‘Dziękuję, Luno.’*

Sasha pochyliła się, aby pokazać swój dekolt i zapytała.

– Więc, co porabiałeś, Wasza Wysokość?

– Praca. – odpowiedział beznamiętnie, patrząc na ścianę przed sobą i popijając drinka.

– Och, tak ciężko dla nas pracujesz. Aż czuję się trochę winna, jako jedna z twoich poddanych. Co robisz, aby się zrelaksować?

– Sen. – odpowiedział równie obojętnie, a Lucianne niemal parsknęła śmiechem na jego pozbawioną emocji reakcję.

– Hm… – Sasha szepnęła po chwili. – Chcesz towarzystwa na dzisiejszy wieczór?

Lucianne zagryzła wargę i splotła palce, chowając dłonie pod stołem, aby poradzić sobie ze znanym uczuciem odrzucenia, zanim Xandar się odezwał.

– Nie, nie chcę. A nawet jeśli będę chciał, to nie z tobą. – pomimo stanowczego tonu, Lucianne nadal czuła się nieswojo. Xandar to zauważył i widok smutku jego partnerki sprawił, że jego zwierzę zaczęło skomleć.

Z bólem w oczach pochylił się w jej stronę i miał coś powiedzieć, gdy Sebastian zapytał Lucianne.

– Czy chciałabyś później pospacerować po parku, Lucianne? O tej porze roku irysy są w pełnym rozkwicie. To piękna scena.

– Nie, dziękuję, panie Cummings. Widziałam je.

Wydawał się pokonany, ale uparcie próbował rozmawiać z Lucianne.

– Czy chciałabyś usiąść z nami podczas ceremonii, która odbędzie się później tego ranka?

– Nie, dziękuję. Będę siedzieć z Alfą Juanem i Luną Hale.

– Możemy zrobić miejsce dla kilku osób więcej. Nasze miejsca są bliżej przodu, więc wszyscy będziecie mieli lepszy widok na scenę. – Sebastian zaproponował z lekkim uśmiechem.

– Nie musisz się martwić o ich widoki. Zaprosiłem Lucianne i przywódców jej stada, aby zasiedli ze mną w pierwszym rzędzie. Byli już gotowi odpowiedzieć na moje zaproszenie, zanim twój ojciec pojawił się przy naszym stole. – Xandar powiedział na to szybko. Oczywiście było to kłamstwo.

Nie zwracając uwagi na oszołomione spojrzenia trójki Cummingsów, Xandar spojrzał na Lucianne z czułością w oczach i zapytał z uroczym uśmiechem.

– Co ty na to, Lucianne? Czy dołączysz do mnie podczas ceremonii?

– Pewnie, Xandarze. – uśmiechnęła się lekko i skinęła głową, wypowiadając te słowa.

– Jak właśnie nazwałaś Jego Wysokość?! – Sasha syknęła ze złością.


← Poprzedni

Następny →


niedziela, 15 czerwca 2025

The 5-time Rejected Gamma & the Lycan King - Rozdział 6

Rozdział 6

Tłumacz: Seft-chan

 

Luciane zawahała się i spojrzała na Lunę Lyssę, zanim zapytała.

– Czy mogę mieć jeszcze kilka minut z Luną Lyssą? Właśnie kończyłyśmy naszą dyskusję.

– Oczywiście. – uśmiechnął się, jeszcze raz będąc dumny z jej bezinteresownej natury.

– Przepraszam, Wasza Wysokość. – powiedziała Luna Lyssa.

Machnął swoją dłonią w powietrzu z uśmiechem.

– Nie trzeba. To przynosi mi wielką radość widzieć owocną wymianę. – jego łaskawość i zrozumienie wywołały uśmiech na twarzach Luny Lyssy i Lucianne. Zatracił się w uśmiechu swojej partnerki i przysunął się do niej bliżej, po czym objął ją w talii.

Lucianne sapnęła cicho i próbowała zignorować iskry i ciepłe uczucie z jego ramienia i dłoni. Oczyściła swoje gardło i przemówiła do Luny Lyssy o jej planie szkolenia.

– Luno Lysso, nie musisz się martwić o watahę Krwawego Zaćmienia. Mogę cię zapewnić, że nie są jak to, co mówi się o nich w plotkach. Są zaciekli, tak. Ale tylko dlatego, że muszą, gdy atakują łotry. Wszyscy jesteśmy tacy, gdy walczymy. Ich Alfa jest wyrozumiały i szczodry. Pomoże ci.

– Czy to możliwe, byś przedstawiła nas sobie przy herbacie później? Miałam nadzieję, że skoro cię zna, będzie bardziej chętny, by zaoferować jego wojowników, by szkolić nasze stado. – zasugerowała Luna Lyssa.

– To nie będzie żaden problem, Luno Lysso. Powinnam przedstawić cię również Lunie Lovelace z watahy Północy. Ich wojownicy są także bardzo dobrze wyszkoleni, a ich stado nie jest bardzo daleko od twojego, więc może chciałabyś rozważyć współpracę z nimi w przyszłości. – Lucianne odpowiedziała z uśmiechem.

– To byłoby cudowne! Dziękuję, Lucianne. Wspaniale jest w końcu cię poznać po tym, jak tyle o tobie słyszałam. Nie będę cię teraz zatrzymywać.

– Wzajemnie, Luno Lysso.

Luna Lyssa jeszcze raz ukłoniła się Xandarowi, po czym odeszła. Gdy była już wystarczająco daleko, Xandar szepnął Lucianne do ucha.

– To bardzo trudne nie zakochać się w tobie po tym, jak zobaczyłem, że to robisz.

– Ja tylko pomagałam. – wymamrotała i wzruszyła ramionami.

– Pomocna i skromna. – powiedział i uśmiechnął się, podając jej dłoń. – Chodź, zjedzmy coś.

Przytaknęła i trzymając się za dłonie, udali się do stołu bufetowego. Wilki i Lykanie odsunęli się na bok, gdy zobaczyli zbliżającego się Króla, ale Jego Królewska Wysokość nalegał, aby jego poddani najpierw wzięli jedzenie, podczas gdy on z radością czekał w kolejce. Lucianne westchnęła z ulgą, kiedy tak zrobił. Wiedział o tym. Nie chciał, by czuła się niekomfortowo przez bycie z rodziny królewskiej.

Miejsca siedzące były wolne, ale istniała niewypowiedziana zasada, że wilki nie mogły usiąść przy stoliku, jeśli siedział tam już Lykan. Tak więc, oba gatunki siedziały tylko wśród swoich. Kiedy Lucy położyła swój talerz na pustym stole, Xandar wysunął dla niej krzesło.

– Jeśli chcesz, przywódcy twojego stada mogą usiąść z nami.

– Naprawdę? – jej oczy rozbłysły, wysyłając iskry przez jego byt.

– Oczywiście. – jego usta zawinęły się w uśmiech, gdy zaśmiał się lekko.

Jej oczy zaszkliły się, gdy połączyła się w myślach z Alfą Juanem i Luną Hale. W ciągu kilku chwil dotarli do stołu i ukłonili się królowi, zanim zajęli swoje miejsca. Rozmowa z królem zaczęła się ostrożnie i uprzejmie, ale kiedy Xandar zainteresował się wysiłkami Alfy Juana, by rzucić wyzwanie bezwzględnym Alfom, by zabrać ich stada i zapewnić lepszą opiekę członkom stada, atmosfera przy stole znacznie się poprawiła.

Mimo że wyglądał na zimnego, Król poczuł się wzruszony, gdy Luna Hale opowiedziała o tym, jak stado, pod jej nadzorem, opiekowało się nowymi szczeniętami z przejętych stad, zwłaszcza jeśli straciły rodziców. Osobiście adoptowała pięć z nich i powiedziała, że nadal przyjmowałaby więcej, gdyby nie stanowczy sprzeciw Alfy Juana.

– Nie mogę jej na to pozwolić, Wasza Wysokość. Naprawdę nie mogę. Mamy już trzy własne i uwielbiam pięć, które przyjęliśmy, ale jeśli będzie ich więcej, być może będziemy musieli zmienić dom stada w hotel. – powiedział Alfa Juan, otrzymując żartobliwe klepnięcie w ramię od jego partnerki.

Lucianne zachichotała, przyciągając uwagę Xandara. Uważał, że jej głos był najpiękniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek słyszał, ale jej śmiech brzmiał jeszcze lepiej! Chciał usłyszeć tego więcej.

Xandar spojrzał na Alfę Juana z uśmiechem.

– Jeśli Luna Hale zdecyduje się przyjąć więcej szczeniąt w przyszłości, Alfo Juanie, daj mi znać.

Zarówno Luna Hale, jak i Lucianne roześmiały się na widok przerażonego spojrzenia Alfy Juana. W niczym nie przypominał surowego, przerażającego Alfy, jakim opisywało go wiele stad. Alfa Juan oczyścił gardło, zanim zasugerował.

– Wasza Wysokość, być może powinniśmy zawrzeć układ. Za każdego szczeniaka, którego przyjmujemy, ty też powinieneś.

To była kolej króla, by wyglądać na przerażonego i spojrzał na Lunę Hale.

– Proszę, wybacz mi, Luno Hale. Obawiam się, że muszę stanąć po stronie Alfy. Powinnaś zatrzymać się na liczbie szczeniąt, które już masz. – powiedział żartobliwie.

Alfa Juan uśmiechnął się zwycięsko w kierunku swojej partnerki, a Luna Hale powiedziała z udawaną złością.

– Ty zdrajco bez kręgosłupa, Wasza Wysokość!

Lucianne i Xandar już mieli się roześmiać, gdy zza ich pleców dobiegł niski warkot.

– Jak śmiesz mówić tak do naszego Króla, wilku!

Alfa Juan i Luna Hale wyraźnie wzdrygnęli się na ich siedzeniach. Lucianne zamarła. Ale Xandar był wściekły. Kto ośmielił się tak do nich mówić?! Obrócił głowę. Jego mordercze oczy zobaczyły, że był to Cummings, jego Minister Obrony. Jego córka, Sasha, była tuż za nim z mężczyzną stojącym tuż przy niej.

– Czy jest jakiś problem, Cummings? – warknął Xandar.

– Wasza Wysokość. – Cummings się pokłonił. – Mam wysłać ochronę, żeby zajęła się tą wilczycą? – jakby celowo, powiedział to tak głośno, że połowa sali odwróciła się w ich kierunku. Alfa Juan wstał, swoim ciałem osłaniając partnerkę, a jego ciemne oczy wpatrywały się w Cummingsa.

Xandar warknął wściekle, zobowiązując Cummingsa i dwójkę stojących za nim do ukłonu.

– Te osoby są moimi gośćmi. Rozprawię się z tobą, zanim będziesz miał szansę rozprawić się z kimkolwiek bez podstaw. – powiedział wyraźnym tonem.

– Ale Wasza Wysokość, oskarżyła cię o bycie zdrajcą! – kłócił się, a Sasha sapnęła z tyłu w udawanym zaskoczeniu.

– Czy brałeś udział w naszej rozmowie? CZY SŁYSZAŁEŚ, O CZYM ROZMAWIALIŚMY? – wszyscy zgrzytali zębami, słysząc wybuch gniewu Króla.

– N-nie, Wasza Wysokość.

– Skąd więc wiedziałbyś, w jakim kontekście rozmawiamy? – Cummings wyraźnie się zatrząsł, gdy Xandar ogłosił. – Dla wyjaśnienia, nasza rozmowa dotyczyła humoru. To, co właśnie usłyszał Minister Obrony, było po prostu żartem. Jeśli nie udało mu się tego rozszyfrować, muszę powiedzieć, że martwię się, czy pozwolę mu nadal chronić mój lud.

Pomruki wypełniły salę, gdy wszyscy zaczęli rzucać ministrowi pełne dezaprobaty spojrzenia. Cummings ukłonił się niżej i przemówił.

– Tysiąc przeprosin, Wasza Wysokość. To nie zdarzy się ponownie. Źle zrozumiałem. Przepraszam za moją pomyłkę.

Xandar zerknął na Lucianne, której niezadowolone oczy były utkwione w Cummingsie, po czym spojrzał z powrotem na swojego ministra.

– Nie przepraszaj mnie. Przeproś Lunę Hale, wilka, którego niesłusznie oskarżyłeś. – powiedział głośno.

Słychać było westchnienia, nawet Sashy, które tym razem było prawdziwe, ale ich król był niewzruszony. Jako że Lykanie byli gatunkiem bardziej nadrzędnym, zupełnie niespotykane było, by Lykanin szanował wilka, nie mówiąc już o przepraszaniu go. Cummings tylko nieznacznie uniósł głowę. Już miał coś powiedzieć, ale gdy zobaczył mordercze oczy Króla, stanął twarzą w twarz z Luną Hale i zacisnął zęby.

– Proszę, wybacz mi, Luno Gale.

– To „Hale”, ministrze. – rozdrażniony głos Lucienne odbił się echem w przestrzeni między nimi, gdy pozostała na swoim miejscu.

– Przepraszam? – zapytał Cummings, zaskoczony uwagą małego wilczka, którego nie przypominał sobie, by kiedykolwiek spotkał. Przybył późno poprzedniej nocy, więc nie wiedział, kim ona jest.

– To Hale, przez „H”. – Alfa Juan powiedział mrocznie.

Cummings zaczynał się denerwować, aż do jego uszu dobiegł zimny głos Xandara.

– Jak możesz nazywać siebie Lykanem, jeśli nie potrafisz nawet usłyszeć poprawnie imienia, Cummings?

Cummings porzucił swój plan riposty wobec wilków i ukłonił się w ich kierunku, mówiąc.

– Moje przeprosiny, Luno Hale. Źle zrozumiałem i źle się wyraziłem. Mam nadzieję, że mi to wybaczysz.

Luna Hale spojrzała na Cummingsa z pogardą, zanim spojrzała na Xandara i wstała z opanowaniem i gracją, mówiąc głosem Luny.

– Dziękuję za wyjaśnienie sytuacji, Wasza Wysokość. W przeciwnym razie mogłoby dojść do poważnego nieporozumienia między naszymi gatunkami, którego naprawienie mogłoby zająć zbyt wiele czasu.

– Zapewniam cię, że nie stanie się to na mojej warcie, Luno Hale. – uśmiechnął się i mówiąc to, rozejrzał się po sali. – Was wszystkich również.

Cummings i dwójka stojąca za nim odwrócili się i odeszli w kierunku stołu bufetowego. Alfa Juan, który wciąż stał, wyciągnął rękę i podziękował Xandarowi za rozwiązanie konfrontacji. Xandar uścisnął mu dłoń.

– Nie musisz mi dziękować. W tej chwili wstydzę się nawet przyznać, że jest jednym z moich ministrów.

Kiedy oboje wrócili na swoje miejsca, Lucianne odwróciła się do niego z jasnymi oczami i szepnęła.

– Dziękuję, Xandarze. Naprawdę.

Błysk w jej oczach i uroczy uśmiech rozpaliły ogień w sercu Xandara. Nachylił się, by szepnąć jej do ucha.

– Nie dziękuj mi, Lucianne. To była właściwa rzecz do zrobienia. – skorzystał z ich bliskości i złożył pocałunek na jej policzku, wywołując na nim widoczny rumieniec. Zaśmiał się z tego, jak jej ciało zareagowało na jego gest.

 

← Poprzedni

Następny →

poniedziałek, 31 marca 2025

The 5-time Rejected Gamma & the Lycan King - Rozdział 4

Rozdział 4

Tłumacz: Seft-chan


– Nie stałem zbyt blisko ciebie, kiedy spotkałeś Gammę Lucianne, więc nie jestem pewien, czy to, co słyszałem, było… Tym, co słyszałem. – Gamma Raden powiedział ostrożnie i się zawahał. – Wspomniałeś, że Lucy jest twoją partnerką?

– Tak, jest nią. – Król odpowiedział z uśmiechem, pomimo odrobiny zazdrości, którą poczuł, gdy wojownik zwrócił się do jego partnerki „Lucy” z taką czułością.

Gamma Raden skinął głową.

– Nie jestem pewien, czy zabijesz mnie za to, co zamierzam powiedzieć, Wasza Wysokość. Ale jak powiedziałem, zawdzięczam jej życie, więc myślę, że to będzie uczciwa wymiana. – zachichotał raz, zanim powiedział poważnie. – Wasza Wysokość, błagam cię, nie zrań jej. Jest dobrą osobą, która z jakiegoś nieznanego powodu została zmuszona do przejścia więcej, niż większość.

Brwi Króla się zmarszczyły. Poczuł się urażony. Dlaczego Gamma miałby myśleć, że on, jako partner Lucianne, nie potrafi się nią zaopiekować? Za kogo, do cholery, uważał się ten wilk?! Król starał się zachować spokój i oświadczył poważnym tonem.

– Nigdy bym nie pomyślał, żeby ją zranić. Ona jest moją partnerką. Rozpocząłbym wojnę, zanim pozwolę ją skrzywdzić.

– Dobrze wiedzieć. To był zaszczyt spotkać Waszą Wysokość. – Gamma Raden się skłonił.

Król uśmiechnął się słabo.

– Również, członku Krwawego Zaćmienia. Życzę miłego spędzenia reszty wieczoru. – odszedł szybkim krokiem, czując, jak zazdrość ogarnia jego ciało, gdy Raden wyraził tak wiele troski o Lucianne. Gdyby został tam dłużej, mógłby zabić Radena.

Kiedy rozmawiał z Luną, która prowadziła swoją watahę po śmierci męża w poprzednim miesiącu, Xandar poczuł, jak czyjaś dłoń uwodzicielsko przesuwa się po jego ramieniu. Sprawiło to, że odwrócił wzrok i spojrzał na stworzenie.

– Co ty, do cholery, robisz? – zapytał niebezpiecznie niskim tonem.

Córka ministra obrony, Sasha Cummings, uśmiechnęła się nieśmiało do Króla, co jeszcze bardziej rozgniewało Xandara.

– Sasha. – zawołał jej ojciec, podchodząc do nich.

Król znów warknął.

– Jeśli twoja córka znów będzie przeszkadzać w którejś z moich rozmów, będziemy musieli omówić twoją i jej przyszłość, Cummings.

Sasha była oszołomiona, ale nic nie powiedziała, tylko trzymała głowę nisko, gdy jej ojciec skłonił się i przeprosił.

– Bardzo mi przykro, Wasza Wysokość. Powinienem być bardziej czujny. Przepraszamy teraz.

Spojrzenie Króla nie schodziło z nich, dopóki nie znaleźli się wystarczająco daleko, by czuł się komfortowo. Pomyślał o Lucianne, żeby się uspokoić, po czym odwrócił się do Luny, z którą rozmawiał.

– Przepraszam za przerwę, Luno Lysso. Jeśli się nie mylę, rozmawialiśmy o pracach budowlanych na poligonie w twoim stadzie? – powiedział.

Luna Lyssa nie spodziewała się przeprosin od Króla i była bardzo zaskoczona szczerością jego słów. Kiedy Król przypomniał sobie, gdzie skończyli rozmowę, poczuła się bardziej zachęcona do okazania entuzjazmu, kiedy zaczęła mówić o swoich planach nakazania każdemu zdolnemu członkowi stada nauki walki. Król wspierał ją i zachęcał do złożenia wniosku, gdyby potrzebowała pomocy finansowej lub trenerów. Podziękowała mu i obiecała, że ​​będzie pamiętać o jego ofercie.

Gdy opuszczał Lunę Lyssę, Alfa Juan i Luna Hale podeszli do niego szybko i nerwowo. Stanęli przed nim i się skłonili.

– Unieście głowy, przywódcy Błękitnego Półksiężyca. Czemu zawdzięczam tę przyjemność?

Ich podniesione głowy spotkały się z uśmiechniętymi oczami Króla. Żaden Król w historii nie uznałby spotkania z wilkami za „przyjemność”, a żaden Lykan nie zadałby sobie trudu, by uśmiechnąć się do przedstawicieli ich gatunku, nie wspominając już o samym Królu.

Alfa Juan spojrzał na swoją towarzyszkę, która skinęła głową na znak zachęty. Alfa spojrzał na Króla i przemówił z powątpiewaniem.

– Moja Gamma jest twoją towarzyszką, Wasza Wysokość?

Teraz zaczynał się wkurzać.

– Jest. Czy jest jakiś problem? – zmarszczył brwi, gdy mówił.

Alfa Juan mruknął pod nosem „wow”, zanim przemówił.

– Wasza Wysokość, proszę zrozumieć, że nie mam zamiaru okazywać braku szacunku tym, co za chwilę powiem. – odchrząknął i kontynuował. – Jeśli nie myślisz poważnie o... Posiadaniu jej… – przełknął gulę w gardle, zanim kontynuował. – …proszę, pozwól jej odejść. Nie chcę, żeby znów została zraniona przez więź partnerską. Znam ją, odkąd byliśmy dziećmi. Ona jest dla mnie, jak siostra. Mnie i mojej Lunie sprawia ból widok jej cierpienia.

Gdyby Alfa Juan nie miał partnerki, Xandar był pewien, że rozerwałby mu gardło na miejscu, z czystej zazdrości. Gamma Raden zdążył już nadwyrężyć jego cierpliwość, a Xandar kurczowo trzymał się nici cierpliwości, jaką zostawił sobie na noc.

– Dlaczego myślisz, że nie traktuję Lucianne poważnie, Alfo Juanie? – zapytał, znajdując pewną pociechę w wymówieniu jej imienia.

– Mój Królu, przyznaję, że nie wiem, jakie masz zamiary wobec Lucy. Poznałem cię dopiero dziś i muszę powiedzieć, że w ogóle cię nie znam, więc nie mogę powiedzieć, jak będzie się rozwijać ta… Więź partnerska. Chciałem tylko powiedzieć, że… – westchnął, jakby miał zamiar popełnić jeden z największych błędów w swoim życiu. – …przeżyła zbyt wiele w jednym życiu. Proszę, nie zrań jej.

Po skończeniu przemówienia Alfa Juan wyglądał, jakby miał otrzymać karę. Xandar był pod wrażeniem tego, co Lucianne potrafiła zrobić samą swoją egzystencją. Jednej nocy dwa wilki były gotowe przyjąć karę tylko po to, by powiedzieć mu, żeby jej nie krzywdził, a jeden z nich był Alfą.

Zachichotał na swoją myśl, zanim napotkał zdezorientowane spojrzenie Alfy Juana i oświadczył.

– Alfo Juanie, moim zamiarem w przypadku Lucianne jest zalecanie się do niej, połączenie się z nią w parę, oznaczanie jej i tylko jej; sprawienie, aby ona mnie oznaczyła i uczynić ją moją Królową. Nie wiem, co zrobiłem, że ty i Gamma Raden myślicie, że skrzywdzę swoją partnerkę, ale zapewniam was, że nie zniósłbym widoku cierpienia Lucianne, a co dopiero zranienia jej osobiście. – zachichotał ponuro, zanim coś wymamrotał. – Jeśli już, to zraniła mnie tym, co powiedziała dziś wieczorem.

Luna Hale ostrożnie wystąpiła naprzód i zaczęła wyjaśniać.

– Wasza Wysokość, p-proszę, wybacz jej. Nie jesteśmy w pozycji, by wypowiadać się na temat jej przeszłości. Ale jeśli pewnego dnia zdecyduje się ci to powiedzieć, zrozumiesz, dlaczego powiedziała to, co powiedziała.

Xandar skinął głową na znak zrozumienia, słuchając jej nerwowej wypowiedzi, po czym dodał z uśmiechem.

– Nie musicie się mnie tak bardzo obawiać. Nie karałbym i nie zabijał bez odpowiednich podstaw. Pomijając logikę i prawo, nie przyszłoby mi do głowy zabijanie przywódców stada mojej partnerki, którzy po prostu próbują się nią opiekować.

Zanim skłonili się, by okazać swoją wdzięczność, minęła chwila, w której pokazali zaskoczenie. Xandar zajął się kolejną grupą, a potem jeszcze dwiema, po czym odszedł.

Kiedy Xandar dotarł do domu, przed pójściem spać musiał przejrzeć jeden plik ze stosu dokumentów. Spojrzał na bok łóżka i wyobraził sobie Lucianne leżącą obok niego. Jego ręka podświadomie sięgnęła po pustą poduszkę i poczuła chłód na jej powierzchni. Jego zwierzę zaskomlało, tęskniąc za swoją partnerką. Pomyślał o tym, że będzie mógł ją zobaczyć następnego dnia i zasnął z uśmiechem.

 

← Poprzedni

Następny →

niedziela, 30 marca 2025

The 5-time Rejected Gamma & the Lycan King - Rozdział 3

Rozdział 3

Tłumacz: Seft-chan

 

– Dlaczego nie spałaś wczoraj w nocy? – zapytał Xandar, gdy tylko wyszli z budynku.

– Służba graniczna. – odpowiedziała po prostu.

– Jak to się stało, że pełniłaś służbę graniczną w noc poprzedzającą twoją podróż?

– Dostępni członkowie byli albo chorzy, albo mieli rodziny, którymi musieli się opiekować. Nie chciałam nikomu wywracać do góry nogami harmonogramu, więc zajęłam wolne miejsce. – wzruszyła ramionami. Jej bezinteresowna odpowiedź emanowała szlachetnością Królowej, jego Królowej.

Ale coś nadal go niepokoiło.

– Lucianne, dlaczego czułaś się nieswojo, kiedy twój Alfa przyznał ci zasługi za zeszłoroczny sukces? Dlaczego po prostu mu nie podziękowałaś i nie przyjęłaś pochwały?

Prychnęła i spojrzała mu prosto w oczy.

– Nie zrobiłam tego dla pochwał, Wasza Wyso— Xanderze. Kiedy Alfa Juan otrzymał prośbę, dałam do zrozumienia moim wojownikom, że ostatecznym celem bitew jest zapewnienie bezpieczeństwa niewinnym wilkom. Wbijałam im tę myśl do głowy dzień po dniu. Mieli walczyć w obronie, walczyć z honorem i szlachetnością, a nie po to, by przypodobać się komuś zajmującemu wyższą pozycję.

Słuchał siły jej głosu i kąciki jego ust uniosły się w górę, gdy mówiła dalej.

– Nie przyjęłam pochwały, bo nie zrobiłam tego z tego powodu. Ja nie zrobiłam tego też dla ciebie, Xandarze. Szanuję cię jako mojego Króla, ale nie walczyłam z łotrami dla ciebie. Walczyłam za tych, którzy nie mogli walczyć. Dlatego nie przyjęłam pochwały. Nigdy tego nie zrobię, więc nie próbuj mnie do tego namawiać.

Jego zwierzę wyło w głębi duszy z ogromnej radości i dumy. On i Lycan w nim nie mogli wystarczająco podziękować swojej Bogini. Byli przeszczęśliwi, że Bogini Księżyca połączyła ich z… boginią. Szlachetna. Bezinteresowna. Odważna. Piękna. Tym, co najbardziej go zainteresowało było jej pewne siebie przyznanie, że życie niewinnych wilków, których nigdy nie spotkała, jest dla niej ważniejsze od życia jej władcy, któremu wszyscy powinni dogodzić.

Ale jakoś nadal wydawała się nieosiągalna. Uważał, że nie pozwalała sobie na tak bliską więź z nim, jak on tego chciał. Potem pojawiło się to zamieszanie co do tego, czy ona była gotowa go odrzucić, czy on był gotowy odrzucić ją. O co chodziło? Dlaczego ona prosi o coś takiego?

Następnie przypomniał sobie, że wspomniała o swoich „poprzednich partnerach”. Partnerach. Tak więc odrzucono ją już nie jeden raz. Ale dlaczego miałaby myśleć, że był, jak reszta? Nie był wilkiem. Z pewnością Lykanie byli bardziej znani ze swojej niechęci do zaprzeczania więzi partnerskiej, prawda?

Podziwiał jej profil w milczeniu, przyglądając się najpiękniejszemu stworzeniu, jakie kiedykolwiek widział. Miał nadzieję, że pewnego dnia dowie się o niej wszystkiego, ale na dobre i na złe był pewien, że nigdy nie pozwoli swojej partnerce odejść.

Gdy dotarli do hotelu, w którym mieszkała grupa wilków, Lucianne była zaskoczona, że ​​Xandar wciąż upierał się, żeby iść za nią, aż dotarli do jej pokoju. Spojrzał na jej bliznę ze zmarszczonymi brwiami, gdy otwierała drzwi.

– Dziękuję za odprowadzenie mnie. Dobrej nocy, Xandarze. – jej słodki głos sprawił, że spojrzał jej w oczy.

Zrobiła zaledwie jeden krok w stronę swojego pokoju, gdy Xandar złapał ją za nadgarstek i uniósł jej dłoń do swoich ust. Zesztywniała z szoku, gdy złożył głęboki pocałunek na grzbiecie jej dłoni, wysyłając silną falę iskier przez jej ramię, a potem przez całe ciało. Nadal trzymał ją za rękę, gdy spojrzał jej w oczy.

– Dobranoc, Lucianne.

Cofnęła rękę i weszła do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi. Xandar stanął na swoim miejscu, skąd usłyszał, jak westchnęła, zamykając drzwi. Następnie usłyszał, jak drzwi szafy otwierają się i zamykają, po czym jej kroki przenoszą się przez pokój, gdzie usłyszał, jak zamykają się drugie drzwi.

Po kilku odgłosach szurania usłyszał wodę z prysznica, a jego Lykan został pobudzony na myśl o swojej partnerce nago w łazience. Szybkim krokiem odszedł od jej drzwi, zanim jego samokontrola wyparowała. Gdyby chciał, mógłby z łatwością wyłamać zawiasy i wyważyć drzwi. Ignorując skomlące zwierzę, które wolało pominąć spotkanie i spędzić noc ze swoją partnerką, wrócił na korytarz i zaczął obchodzić teren.

Uważał za zabawne, gdy przywódcy stada i wojownicy okazali zaskoczenie po tym, jak wyraził im swoją wdzięczność. Było wielu zarozumiałych Alf i zarozumiałych Lun, którzy próbowali i niestety nie potrafili zachować się szlachetnie, bo się przechwalali. Xandar zaczął interesować się bliznami na ciałach swoich podwładnych.

Wojownik z watahy Krwawego Zaćmienia, Gamma Raden, miał bliznę na twarzy sięgającą aż do szyi. Gdyby blizna była trochę wyżej, straciłby wzrok po jednej stronie.

– Jak to się stało? – Król zapytał z troską, wskazując na bliznę.

Wojownik uśmiechnął się uprzejmie i wyjaśnił.

– Pięć lat temu doszło do niespodziewanego ataku łotrów, Wasza Wysokość. Nasza wataha została zaatakowana i zawarliśmy sojusze z Niebieskim Półksiężycem i Białą Krwią, aby wykorzenić łotrów.

– Czy wiele osób zostało rannych? – Król zapytał.

– Niestety, w ostatecznym ataku straciliśmy dwa wilki, ale liczba ofiar była wyższa przed naszym sojuszem. Choć nie wygląda to przyjemnie dla oka, muszę przyznać, że ta blizna przynosi mi tylko radość. – powiedział z uśmiechem.

Ciekawość Króla była ogromna.

– Co masz na myśli, Gamma Radenie?

Raden spojrzał na przywódców swojego stada, zanim wyjaśnił.

– Kiedy łotrzy zaatakowali, niektórzy z nas, którzy dysponowali ponadprzeciętną siłą, stawili czoła więcej, niż jednemu łotrowi na raz. Kiedy zacząłem walczyć z dwoma naraz, łotrzy to zauważyli. Nagle znalazłem się w otoczeniu pięciu z nich. Jeden z nich złapał mnie za ogon i inny przeciął mnie z boku, pozostawiając mi bliznę. – zanim kontynuował, wskazał na swoją twarz. – Kiedy z mojego pyska zaczęła sączyć się krew, Gammy z naszych sojuszniczych watah rzuciły się na mnie i rozszarpały łotrów, pozostawiając mi tego, który mnie pociął, abym mógł go gonić, zanim rozerwę mu gardło. – Raden się uśmiechnął. – Blizna sprawia mi radość, ponieważ od dawna nie wiedziałem, że mogę liczyć na kogoś z innej watahy, kto będzie chronił moje tyły. Nie jestem Alfą i nie należę do ich stada. Nie mieli obowiązku mnie ratować, ale to zrobili.

Król słuchał uważnie, zanim potwierdził.

– Błękitny Półksiężyc i Biała Krew, mówisz?

– Tak, Wasza Wysokość. – Raden skłonił się lekko i dodał. – Wojownikiem z Białej Krwi jest Gamma Tobias Tristan. A wojowniczkę z Błękitnego Półksiężyca, Gammę Lucianne Paw, już poznałeś.

– Mhm. – Król skinął głową.

Gamma Raden ponownie spojrzał na swoich przywódców, którzy mieli na twarzach wyraz powątpiewania. Odchrząknął i z widocznym strachem w oczach zaczął.

– Wasza Wysokość?

– Tak, Gamma Radenie? – Król spełnił jego prośbę i uśmiechnął się zachęcająco.

 

← Poprzedni

Następny →

 

wtorek, 18 marca 2025

The 5-time Rejected Gamma & the Lycan King - Rozdział 2

Rozdział 2

Tłumacz: Seft-chan 


Zastanowiła się chwilę. Nikt nigdy nie zadał jej tego pytania.

– To bardzo trudne pytanie, Wasza Wysokość. Nawet cię nie znam. Przyznaję, że na razie istnieje więź partnerska i zdaję sobie sprawę, że czuję te iskry, ale czy chcę odrzucenia... Hm, szczerze mówiąc, nie wiem. Ale z drugiej strony, to czego ja chciałam, nigdy tak naprawdę nie miało znaczenia. Moi poprzedni partnerzy w zasadzie za mnie o tym zadecydowali. Albo ułatwili mi podjęcie decyzji. Wolę wcześniejsze odrzucenie, kiedy nie mam jeszcze żadnych wspomnień, ponieważ bolałoby to o wiele mniej. Czy to ma sens, Wasza Wysokość?

– Nie. I przestań nazywać mnie „Wasza Wysokość”. Jesteś moim partnerem, a ja jestem twoim. Więź partnerska jest tu teraz i na zawsze. Iskry będą coraz silniejsze. I żadne z nas nie odrzuca drugiego. – Xandar odpowiedział stanowczo. W jego głosie słychać było wściekłość, ale także desperację. Rozpacz, by nie stracić swojej partnerki, kiedy ją właśnie znalazł. Rozpaczliwe pragnienie, by go zaakceptowała i została z nim na zawsze.

Skinęła niechętnie głową i przygryzła dolną wargę, pogrążając się we własnych myślach.

Westchnął. Jego oczy odzyskały liliowy odcień, gdy jego palce sięgnęły do ​​jej brody i delikatnie uniosły ją, tak aby ich oczy się spotkały.

– O czym myślisz, Lucianne? – w jego głosie nie było już gniewu, tylko łagodność i poczucie winy.

Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale po namyśle zamknęła je. Uśmiechnęła się łagodnie i lekko pokręciła głową, zanim powiedziała.

– Myślałam tylko o jutrzejszej ceremonii. To wszystko.

– Lucianne. – tym razem, mówiąc to, sięgnął ręką do jej policzka. – Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałem. Ale proszę, nie kłam. Powiedz mi. O czym myślałaś?

Jej oczy pociemniały, gdy spojrzała na ziemię, a Xandar poczuł, jak jego serce ściska się na widok jej smutnego spojrzenia. Opanowała się.

– Nie rozumiem, dlaczego mnie nie odrzucisz. – mruknęła.

– Bo jesteś moją partnerką! – warknął cicho, ale to i tak nic nie pomogło. W pomieszczeniu wypełnionym wilkami i Lykanami znanymi ze swojego wyostrzonego słuchu każdy bez wątpienia słyszał swojego Króla.

– Dobrze. – powiedziała to łagodnie i zmusiła się do uśmiechu. Nikt nie musiał mu mówić, że nie była przekonana co do jego uczuć do niej. Ale dlaczego miałaby w niego wątpić? Więź partnerska miała automatycznie oznaczać miłość i zaangażowanie. Dlaczego mu nie uwierzyła? Jego ręka nagle zaczęła działać i zaczęła przesuwać się po jej prawym ramieniu, mając nadzieję, że ją uspokoi i rozwieje jej wątpliwości. Gdy wyczuł nierówność jej skóry, nie tracił czasu i podszedł do niej, aby zbadać przyczynę.

To była blizna mierząca 12,7 cm. Obrażenia i rany mogły się zagoić, ale po niektórych brutalnych atakach i wypadkach pozostawała blizna. Oczy Króla znów pociemniały, a on sam warknął tak głośno, że Lykanie wokół nich cofnęli się o krok, trzymając głowy nisko.

– Co? Co to jest? – Lucianne pytała gorączkowo, równie zaniepokojona. Dotknęła blizny na ramieniu lewą ręką, ale nie była pewna, o co całe zamieszanie, więc spojrzała na Króla ze zdziwieniem, którego onyksowe oczy wciąż były tam wpatrzone.

Delikatnie odsunął jej lewą rękę i zaczął obrysowywać bliznę palcami. Lucianne walczyła z przyjemnymi iskrami buchającymi w tym miejscu. Ze wzrokiem nadal utkwionym w tym miejscu zapytał niskim, morderczym tonem.

– Kto to zrobił?

– To tylko łotry. Pięć, może sześć lat temu. To tylko wysuszona część skóry, prawda? – Lucianne wzruszyła ramionami.

Jego ciemne oczy nie odrywały wzroku od tej części jej ciała, która kiedyś była tak mocno rozdarta, że ​​jej wygląd nigdy się nie zagoił. Następnie spojrzał Lucianne w oczy i zapytał z przerażeniem.

– Jak to może być dla ciebie w porządku?

– Wasza Wysokość, ja…

– Xandar.

– Co?

– Nie zwracaj się do mnie po tytule ani pełnym imieniu i nazwisku. Dla ciebie po prostu Xandar, Lucianne. – nalegał.

Zawahała się.

– Xandar. – zaczęła, najwyraźniej nieprzyzwyczajona do takiego sposobu zwracania się do Króla. – Blizny są czymś normalnym wśród wojowników, ale jeszcze bardziej wśród Gamm. Jeśli przyjrzysz się dziś ciałom innych Gamm, zauważysz, że wiele z nich również ma blizny. Niektóre mogą być gorsze od moich. Znam kilkoro Alf i garstkę Lun, które mają takie blizny od walki u boku swojej watahy. To naprawdę nie jest wielka sprawa.

Słuchał jej słów, a jego oczy zmiękły, gdy zobaczył, jak odsuwa na bok własne przeżycia, by skupić uwagę na innych wojownikach i przywódcach stad, doceniając ich odwagę. Nikt nie wiedział, że wszystko, co powiedziała Lucianne, tylko utwierdzało Króla w przekonaniu, że nie ma nikogo bardziej wykwalifikowanego, kto mógłby przewodzić u jego boku jako Królowa.

Jego serce zabolało, gdy spojrzał ponownie na bliznę na ciele swojej pięknej partnerki. Kiedy pochylił się i chciał ją pocałować, Lucianne gwałtownie cofnęła rękę, wypowiadając te słowa.

– Być może nie jest to najwłaściwsze rozwiązanie, biorąc pod uwagę tę sytuację.

Całkowicie zapomniał o ludziach wokół nich. Widział tylko ją. Te słowa przywróciły go do rzeczywistości. Uśmiechnął się, oszołamiając Lykanów w sali. Król nigdy się nie uśmiechał. Nigdy.

– Masz rację. Chciałbym poznać przywódców twojego stada, Lucianne. Przedstawisz nas? – powiedział wtedy.

– Oczywiście. – uśmiechnęła się i gestem przywołała do siebie Alfę i Lunę. Podeszli do Króla i skłonili się, wciąż z głowami zwróconymi ku ziemi, gdy przemawiała Lucianne. – To są Alfa Juan i Luna Hale ze Stada Błękitnego Półksiężyca, Wasza Wysoko— Xandar. – nagle postanowiła nie zwracać się do Xandara jego tytułem, gdy kątem oka dostrzegła, że ​​zamierza zrobić zamieszanie.

– Podnieście głowy, przywódcy stada Błękitnego Półksiężyca. – Xandar powiedział z uśmiechem. Kiedy podnieśli głowy, Xandar wyciągnął rękę w kierunku Alfy Juana. – Chciałbym osobiście podziękować ci za przeciwstawienie się atakowi łotrów na Północy w zeszłym roku. Nadal sialiby spustoszenie, gdyby nie przywództwo i wkład twojej watahy.

Król przypomniał sobie, że czytał raport o udanym unicestwieniu jednej z najsilniejszych watah łotrów w ubiegłym roku i od dawna wiedział, że wataha Błękitnego Półksiężyca była na czele tego zwycięstwa. Mówiono, że stado to cieszyło się zaufaniem pozostałych stad i szacunkiem ze względu na wykazywane przywództwo. Wielu innych wojowników składało świadectwa, dziękując stadu Błękitnego Półksiężyca, mówiąc, że „wiele się nauczyli” pod względem strategii i walki.

Alfa Juan i Luna Hale byli oszołomieni uprzejmością króla. Nie było tajemnicą, że należy być wdzięcznym za to, że nie zostanie się zabitym. Król nie miał w zwyczaju wygłaszania pochwał.

Juan uścisnął dłoń Króla i potrząsnął nią raz, zanim nieśmiało przyznał.

– Jako twoi poddani jesteśmy niezmiernie wdzięczni, że możemy pomagać w twoich przedsięwzięciach, Wasza Wysokość. Ale moja Luna i ja nie możemy przypisać sobie zasług za ubiegłoroczny sukces. Być może jesteśmy najwięksi w naszym stadzie, ale nasza Gamma, Lucy… – Juan gestem wskazał na Lucianne, zanim kontynuował. – …była strategiem, najlepszym trenerem i wojownikiem, czy to na polu bitwy w zeszłym roku, czy w naszym własnym stadzie. Jestem jej podwładnym, jeśli chodzi o szkolenia. To ona poprowadziła nas do zwycięstwa.

Lucianne przygryzała dolną wargę. Gdy dowiedziała się, co Juan zamierza powiedzieć, próbowała go powstrzymać przez połączenie umysłowe, ale on nie pofatygował się, żeby jej posłuchać. Jej wzrok był utkwiony w ziemi i modliła się, żeby ta chwila się już skończyła. Nie mogła tego zobaczyć, ale oczy Xandara błyszczały podziwem. Gdy zauważył, że jej wzrok jest wpatrzony w ziemię, zmarszczył brwi i zapytał zaniepokojony.

– Lucianne, co się dzieje?

Lekko pokręciła głową i odpowiedziała łagodnie.

– Nic. Po prostu jestem zmęczona.

Skinął głową na znak zrozumienia. Większość wilków musiała przebyć długą drogę, aby dotrzeć na terytorium Lykanów, więc było oczywiste, że będą wyczerpane, gdy tam dotrą. Odwrócił się twarzą do wszystkich i oznajmił.

– Moi drodzy poddani, dziękuję wam, że przybyliście tutaj. Niech ta noc będzie początkiem wartościowej współpracy między stadami i gatunkami. Proszę, zjedzcie coś, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Chciałbym spotkać się z każdym z was. Dajcie mi kilka minut. Wrócę wkrótce, aby podziękować wszystkim osobom, które pomagały mi przez ostatnie kilka lat. Miłego wieczoru.

To przemówienie zaskoczyło wszystkich. Król nigdy nie był tak gościnny. Nie było tajemnicą, że co roku nienawidził tej nocy. Ale teraz nie tylko przywitał ich z otwartymi ramionami, ale również obiecał osobiście podziękować pomocnym stadom!

Nie zwracając uwagi na spojrzenia, zwrócił się do Lucianne.

– Lucianne, powinnaś trochę odpocząć. Pozwól mi się odprowadzić. – powiedział.

Spojrzała ze strachem na przywódców jej stada.

– Będzie dobrze, Lucy. Idź. Prawie nie spałaś ostatniej nocy. – powiedział Juan.

Serce Xandara znów się ścisnęło na słowa Juana, ale postanowił nic nie mówić. Kiedy jego dłoń opadła na drobną talię Lucianne, ta jęknęła i zesztywniała, ale nie zrobiła żadnego ruchu, żeby ją odepchnąć. Więc zostawił tam rękę i wyprowadził ją z sali.

 

← Poprzedni

Następny →

 

poniedziałek, 17 marca 2025

The 5-time Rejected Gamma & the Lycan King - Rozdział 1

Rozdział 1

Tłumacz: Seft-chan

 

– Czy chciałbyś to zrobić, Wasza Wysokość, czy ja mam to zrobić? – spojrzała obojętnie na Króla Lykanów, którego liliowe oczy pełne miłości nagle wypełniło zmieszanie.

– C-co masz na myśli? – zapytał, próbując skupić się na pięknym głosie kobiety przed nim, jego partnerki. Przybył tu na spotkanie zapoznawcze, którego się obawiał. Najgorsze było to, że ta sesja pomiędzy Alfami, Lunami i ich Gammami ze wszystkich istniejących stad miała trwać całą noc! Dlaczego nie mogli po prostu pominąć tego wieczoru i oficjalnie rozpocząć miesięcznej współpracy jutro? Król myślał sobie co roku.

Uniosła brwi i przyjrzała się jego wyrazowi twarzy.

– Huh. Wyglądasz naprawdę na zdezorientowanego.

Jego brwi zmarszczyły się, teraz wyrażając dezorientację i irytację.

– Ponownie, co masz na myśli? I jak masz na imię?

Alfy, Luny i najlepsi wojownicy z każdego stada, zwani Gammami, właśnie przybyli, a on, jako ich życzliwy król, był tu, aby ich powitać. Jednakże gdyby król miał wybór, wolałby przejrzeć raporty o atakach łotrów, które stopniowo gromadziły się na jego biurku. Nie mógł się doczekać, aż noc się skończy. Gdyby obszedł wszystko wystarczająco szybko, dotarłby do domu na czas, żeby przejrzeć jeszcze trzy lub cztery pliki przed pójściem spać. Jednak gdy przekroczył drzwi sali spotkań, jego niecierpliwość, niechęć i czysta nienawiść do spotkania z gośćmi w jednej chwili wyparowały.

– Nazywam się Lucianne Freesia Paw, Wasza Wysokość. Rozumiem zatem, że ty zamierzasz to zrobić? – powiedziała po prostu. Dla króla jej imię było niczym pierwszy wiosenny powiew wiatru po wielu miesiącach surowej zimy, niczym delikatne światło przebijające się przez szare chmury, niczym oddech życia w zimnym, ciemnym świecie.

– Co zrobić? – nawet gdyby próbował, nie potrafił ukryć swojego zdezorientowania. Miał wrażenie, że jego partnerka jest już dziesięć kroków dalej, gdy on zrobił zaledwie pierwszy.

Gdy wszedł do sali, wszystkie obecne wilki i Lykanie spojrzeli w jego kierunku; albo kiwnęli głowami, albo się ukłonili, ale on jedynie na nich spojrzał. Zwierzę w nim podążało za zapachem, który nigdy wcześniej nie zaszczycił jego nozdrzy. Klitoria ternateńska i jaśmin. Cóż za niepowtarzalne połączenie. Pomyślał sobie. Jego kroki nabierały tempa, a zapach stawał się coraz silniejszy.

Następnie zatrzymał się tuż za brunetką o wzroście 155 cm. Jej plecy były drobne, a ich połowę zasłaniały ciemne, bujne loki, które swobodnie opadały z głowy. W jego umyśle było tylko jedno słowo — partner. Postać zaczęła się odwracać w jego stronę i jego serce przestało bić. Zdziwiła się jego nagłą obecnością i cofnęła się o krok. Zwierzę w jego głowie warczało. Moja.

Lucianne odwróciła się, bo zauważyła oszołomione twarze swojego Alfy i Luny, którzy oboje skłonili się w jej kierunku. Odwróciwszy się, stanęła twarzą w twarz z białym garniturem nakrytym czarnym smokingiem, a jej nozdrza wypełnił silny zapach drewna akacjowego i leśnych drzew. Zaskoczona bliskością, cofnęła się o krok, żeby zobaczyć, kto to był. Zdając sobie sprawę, że ciemnowłosy mężczyzna o lekko opalonej skórze i liliowych oczach to sam Król, zrozumiała działanie przywódców swojego stada. Ona również ugięła kolana i pochyliła głowę na znak szacunku dla najwyższego władcy wszystkich wilków i Lykanów.

Ciepło rozeszło się po jej ramionach, zanim poczuła iskry w miejscu, gdzie jego dłonie zetknęły się z jej skórą. Ku swemu przerażeniu zdała sobie sprawę, że mężczyzna przed nią to jej partner, który mówił czystym, głębokim głosem.

– Nie musisz tego robić. Proszę, wstań. Nie kłaniaj się mi. – powiedział to z widocznym bólem i dezaprobatą w oczach.

Choć zaskoczyła ją odpowiedź Króla, Lucianne nie mogła uciec od rzeczywistości i od tego, jak zakończy się więź. Znowu się zaczyna. Pomyślała, zanim zapytała, czy chce, żeby ona to zrobiła, czy że chce to zrobić sam – odrzucić ją.

– Co zrobić, Lucianne? Powiedz mi. – jego głos był łagodny, ale stanowczy. Jego oczy były zdesperowane i zagubione.

– Odrzuć mnie, Wasza Wysokość. Wolałbyś, żebym to ja to zrobiła, czy wolałbyś zrobić to sam? – wyjaśniła spokojnie. Nadzieja i życie, które mu wcześniej dała, zdawały się zostać mu odebrane niemal natychmiast po tym, jak je odnalazł.

Liliowe oczy króla stały się onyksowe, gdy warknął donośnie, przerażając każdego, kto tam był. W pokoju zapadła martwa cisza. Gdy wybuchnął gniewem na to, co właśnie usłyszał, Król zapytał niskim, przerażającym tonem.

– Czemu, do cholery, któreś z nas miałoby odrzucać drugie?

Lucianne była znów zaskoczona, ale zachowała spokój. Wzruszyła ramionami i powiedziała.

– Nie wiem. Może dlatego, że nie jestem w twoim typie, nie jestem wystarczająco dobra dla ciebie, nie jestem wystarczająco ładna, może masz już wybraną partnerkę, z którą się zaręczysz… – zanim zdążyła skończyć, jej Luna syknęła.

– Przestań, Lucy!

Wzrok Króla spotkał się ze wzrokiem Luny.

– Nie prosiłem cię, żebyś mówiła. – warknął.

Luna i jej partner Alfa jednocześnie pochylili głowy na znak przeprosin. Żaden rozsądnie myślący wilk nie rzuciłby wyzwania Lykanowi, a co dopiero Królowi Lykanów.

Król ponownie stanął twarzą w twarz ze swoją partnerką. Jego oczy nieco zmiękły, gdy zobaczył, jak delikatnie i pięknie wyglądała. Dlaczego chciała się od niego oddalić?

– Kto ci to powiedział? – zapytał morderczym tonem.

Oczy Lucianne nagle zrobiły się szerokie.

– O nie, Wasza Wysokość. Nie o to mi chodziło. Po prostu… To właśnie mówili mi moi poprzedni partnerzy, zanim mnie odrzucili lub po tym, jak mnie odrzucili, więc po prostu dałam ci pojęcie, o czym mówię.

Jego rozgniewane oczy wpatrywały się w jej spokojne oczy, gdy zapytał niebezpiecznie niskim tonem.

– Chcesz mnie odrzucić?

 

Następny →