niedziela, 3 stycznia 2021

Soul Land - Rozdział 3.3

Rozdział 3.3 - Dwie Wojenne Dusze (3)

Tłumacz: Seft-chan

Korekta: Seft-chan



Tang San nigdy nie widział, by jego ojciec ukazywał tak wiele emocji. Wszelkiego rodzaju skomplikowane emocje pojawiły się na twarzy Tang Hao i po długim czasie dopiero mógł powoli mówić.“Pamiętaj w przyszłości musisz używać młota w swojej lewej dłoni, by dobrze chronić trawę w twojej prawej dłoni. Zawsze.”

Tang San pokiwał głową bez zrozumienia powodu. Tang Hao podniósł się, idąc od razu do wewnętrznego pokoju.

Podczas przygotowywania obiadu w południe, Tang San zastanawiał się jednocześnie, jak zetknął się ze światem dusz. Podwójne Dusze, widocznie niewielu jemu podobnych istniało w tym świecie. Inaczej jego ojciec nie byłby tak zszokowany. Wygląda na to, że dusza młota bardzo go poruszyła.

Co do tego, co powiedział, niemniej jednak ważne było również to, że w jego przypadku dusze były połączone z techniką Tajemniczych Niebios, ponieważ ten pierścień duszy był kluczem do jego niezdolności do przebicia się przez barierę Tajemniczych Niebios. Nieważne jak, będzie musiał wymyślić sposób, by zdobyć duchowy pierścień i przetestować go.

W trakcie obiadu Tang Hao wydawał się bardzo milczący, jego apetyt również wydawał się znacznie mniejszy, niż wcześniej. Jego wzrok często padał na Tang Sana, wyglądał jakby się wahał.

Skończywszy obiad, Tang San jak zwykle przygotował się do posprzątania naczyń, ale Tang Hao poprosił go, by przestał.

“Poczekaj chwilę zanim zaczniesz sprzątać, dobrze? Mały Sanie, pytam cię, chcesz zostać Duchowym Mistrzem?”

Tang San był przez chwilę oszołomiony, patrząc w kierunku Tang Hao i nie chcąc oszukać ojca. Zawahał się przez chwilę i w końcu skinął głową.

Tang Hao westchnął, jego twarz wydawała się jeszcze starsza.

“Więc wybrałeś już swoją ścieżkę.”

Wypowiedział tylko to jedno zdanie, po czym wrócił do swojego pokoju.

Tang San zauważył, że kiedy Tang Hao westchnął, czuł się rozczarowany, ale mimo to jego wyraz twarzy był bardziej zadowolony. Zrozumiał, że w sercu jego ojca było ukrytych wiele rzeczy.

Po umyciu wszystkich naczyń Tang San wrócił do swojego pokoju i kontynuował swoją pracę. Wraz ze zderzeniem kutego młota i kawałka żelaza rozległo się brzęczenie. Chociaż nie wiedział w jakim czasie ten kawałek surówki żelaza może osiągnąć rozmiar pięści, którego żądał Tang Hao, ale ten rodzaj kucia miał niemałą korzyść w polepszaniu jego techniki Tajemniczych Niebios, a jeśli chodzi o jego trening fizyczny, wynik był całkiem niezły. Tang San już zaczął próbować w miarę możliwości wyczerpywać mniej wewnętrznej siły Tajemniczych Niebios, dzierżąc żelazny młot. W ten sposób mógł jeszcze wydłużyć czas, w którym machał młotem.

Do południa uderzył kolejne trzysta razy, dostrzegając, że od czasu do czasu z kawałka żelaza odskakiwało kilka drobin nieczystości. Podnosząc kurtynę w wejściu, Tang Hao wszedł do pomieszczenia. Najwyraźniej tego popołudnia nie wykuł żadnych narzędzi rolniczych, przynajmniej Tang San nie słyszał znajomych dźwięków kucia.

“Tato.”

Tang San spojrzał w kierunku swojego ojca, zatrzymując ruch dłoni z młotem i opuszczając go.

Tang Hao skinął na niego, by kontynuował, podchodząc blisko, by spokojnie stanąć z boku. Nic nie powiedział, tylko przyglądał mu się.

Tang San więc kontynuował. Do tej pory jego ubrania zdąrzyły przesiąknąć potem. Z jego obecnym poziomem wewnętrzej siły, nadal nie mógł przystosować się do temperatury, nie mówiąc już o ciężkiej pracy fizycznej.

Dang. Dang. Dang. Dang. Dang… Nieustannie rozbrzmiewało brzęczenie metalu uderzającego o metal. Małe ciało Tang Sana nie mogło być proporcjonalne, gdy trzymał w dłoniach żelazny młot, lecz za każdym razem gdy uderzał, działał z wielką mocą.

‘Wrodzona nadludzka siła i dodatkowo wrodzona pełna moc duchowa. Nic dziwnego, że jest w stanie tak wymachiwać żelaznym młotem, mimo swojego małego ciała.’ Tang Hao pomyślał w swoim sercu. Słowa Staruszka Jack’a mogą być prawdą, nie powinien pozwolić aby jego przygnębienie wpłynęło na rozwój tego dziecka i jego drogę od teraz, nawet jeśli odejdzie.

Patrząc na ociekającego potem Tang Sana, Tang Hao w końcu uznał determinację syna.

“Przerwij na chwilę.” Tang Hao zaczął mówić.

Tang San opuścił żelazny młot w swojej ręce, lekko dysząc, cicho pobudzając swoją technikę Tajemniczych Niebios w swoim ciele do wyrównania oddechu, celem zregenerowania jego fizycznej siły.

Tang Hao przeszedł przed Tang Sana, wziął żelazny młot w dłoń i spojrzał na palenisko, w którym kawałek żelaza jarzył się na czerwono.

“Uderzając jak teraz, nawet za rok ten kawałek żelaza nie stanie się wielkości pięści.”

Tang San uniósł głowę, patrząc na swojego wysokiego i wielkiego ojca.

“Więc jak powinienem to zrobić?”

Tang Hao powiedział obojętnie.

“Powiedz mi, kiedy unosisz młot, by nim uderzyć, z której części ciała pochodzi siła?”

Tang San zastanowił się, po czym powiedział.

“To powinna być talia, racja? Od talii do pleców, a następnie wzdłuż ramienia, by unieść młot?”

Tang Hao ani nie potwierdził ani nie zaprzeczył słowom Tang Sana, lecz zapytał ponownie.

“Która część ludzkiego ciała poza mózgiem jest najważniejsza?”

“Serce.” Tang San odpowiedział bez najmniejszego wahania. Serce i mózg, oba mogą spowodować natychmiastową śmierć. Podczas gdy mózg ma ochronę w postaci czaszki, serce ma tylko skórę i mięśnie, nic więcej. Jako uczeń sekty Tang miał bardzo szczegółową wiedzę o ludzkim ciele, a użycie ukrytej broni do przebicia serca wroga było najszybszą i najskuteczniejszą metodą spowodowania śmierci.

Tang Hao zatrzymał się na chwilę, po czym znów zapytał.

“Więc powiedz mi ile serc ma jeden człowiek?”

“Co?” Zaskoczony Tang San spojrzał na ojca, będąc zagubionym. Ile serc ma jeden człowiek?

“Odpowiedz mi.” Tang Hao spojrzał na niego chłodno. Jego sylwetka wydzielała presję, przez którą Tang San nie mógł złapać oddechu.

“Jedno.”

Tang Hao pokręcił głową, mówiąc.

“Nie, mylisz się. Zapamiętaj, człowiek ma trzy serca, nie jedno.”

“Trzy?” Tang San patrzył na Tang Hao oniemiały, nie rozumiejąc o czym on mówi.

Tang Hao zmienił uchwyt na młocie i używając rączki, szturchnął obie łydki Tang Sana.

“Tutaj. Innymi słowy łydki ludzi są drugim i trzecim sercem. Jeśli ktoś chce wydobyć całą swoją fizyczną siłę, musi użyć swoich wszystkich trzech serc jednocześnie, by uzyskać odpowiedni wynik. Dlatego siła zdecydowanie nie wypływa z dolnej części pleców. Trzy serca to właściwy punkt wyjścia. Kiedy serce w twojej klatce piersiowej bije szybko, siła pochodzi z obu łydek. Kieruje się w górę, docierając do ud, przechodząc przez talię, plecy, ramię i wreszcie zostaje uwolniona. Oto jak wydobyć całą siłę do uderzenia. Serca dają siłę, talia to oś. Obserwuj.”

Drugie Życie Rushder'a Vergim - Rozdział 4

Rozdział 4 – W lesie również jest...

Kiedy się ocknąłem było późne popołudnie. Wszystko mnie bolało, nie miałem siły wstać. Leżałem tak nie wiem ile czasu, aż mogłem się podnieść. Mimo bolących mięśni wstałem i rozejrzałem się. Jeszcze nic nie znalazło tego miejsca, ale zapach krwi z pewnością zdążył rozprzestrzenić się już daleko​.

Lekko się chwiejąc opuściłem to miejsce i udałem się w dalszą drogę. Na pewno nie będę używał [Cienia] w najbliższym czasie. Za bardzo nadwyręża to ciało. Muszę nadrobić stracony czas.

Postanowiłem, że będę iść całą noc. Wychodziło wiele stworów, a ja starałem się większość omijać. Nie wiem jak, ale udało mi się uniknąć wszystkich do świtu. Później nie dałem rady iść ze zmęczenia. Trochę zjadłem i oparty o miecz zasnąłem.

Obudziłem się kiedy słońce było już wysoko na niebie. Wyciągnąłem się ziewając i ruszyłem dalej.

Kolejne trzy tygodnie spędziłem podróżując i walcząc czasami ze stworami podobnymi do tych wilków. To znaczy zwierzętami, na które wpłynęła magia np. z niedźwiedziami. Udało mi się pozbyć przeciążenia ciała po użyciu [Cienia], ale i tak po nim muszę odpoczywać. Eh, co za utrapienie… Ale raczej nic z tym szybko nie zrobię.

Nadal podróżowałem traktem na piechotę. Eh, nie ma tu żadnych charakterystycznych punktów, więc nie wiem gdzie dokładnie jestem… Nagle wyczułem całkiem niedaleko słabą, magiczną energię. Postanowiłem zejść z drogi i udałem się w kierunku, z którego wyczuwałem ją. Szedłem kilka dobrych minut i trafiłem na polanę. Unosiła się tutaj magiczna moc, ale nie mogłem wyczuć jej źródła. Postanowiłem tu trochę trenować; nawet jeśli nie mogę jej zebrać i wchłonąć trening w takim miejscu będzie efektywny i wzmocnię wytrzymałość. Kilka godzin ćwiczyłem z jednym mieczem. Zmęczony przekąsiłem coś i zasnąłem na środku polany.

Obudziły mnie dziwne odgłosy. Rozglądnąłem się wokół. Czy ta polana nie powinna być większa? Nagle gałęzie drzew nienaturalnie zafalowały. Drzewa zaczęły zmieniać kształty i po chwili byłem otoczony przez entów.

Teraz wiem czemu przy polanie było tyle drzew! Cholera, jak mam się wydostać przez te pniaki?! Nienawidzę być otoczony, czuję się wtedy jakbym się dusił! Jeśli będzie trzeba nadwyrężę to ciało! Byle tylko się stąd wydostać!

Chwyciłem w obie ręce po jednym mieczu w każdej. Używając mrocznej energii na rękach sptawiłem, że mogłem swobodnie trzymać ostrza. Rozłożyłem ręce po bokach by wyprowadzić szerokie cięcia jeśli zaatakują. Jeśli zrobią to z dołu będzie ciężko mi to zablokować, ale nie pokonają mnie tak łatwo!

Krąg zacieśniał się coraz bardziej. W pewnym momencie zobaczyłem wyłaniającego się z tłumu starego enta dębu. Zbliżył się do mnie i pochylił nade mną swoje gałęzie. Patrzyłem na niego wrogo gotowy do ataku.

Gdybym miał moje poprzednie ciało mógłbym pokonać ich w kilka chwil! Pociął bym ich na kawałki moim pięknym Dhu Gláeddyv¹! Tak mi go brakuje! Nawet jeśli bym go nie miał mógłbym je spalić! Ale muszę się zadowolić tymi dwoma mieczami, które już są trochę tępe… Grrr… Zresztą już na początku nie były dobrej jakości.

Nagle stało się coś nieoczekiwanego, ent przemówił. Jeszcze dziwniejsze, że mówił w ludzkim języku.

-Czemu tu jesteeeś? I kim jesteeeś? Ty… Nieee jesteeeś człowieeekieeem… Maszzz w sobieee... Cośśś czeeego od daaawna nieee byłooo w tyyym mieeejscu… I świeeecie... Mroczneee źródłooo… Czeeego chceeeszzz…? - powiedział stary ent przeciągając słowa.

Stałem kompletnie otępiały. Jak taki prymityw mógł wyczuć moją głęboko schowaną energię? Enty nie są zbyt inteligentne, ale mają jakąś wiedzę i umiejętności uczenia się. Musiał być naprawdę stary; bardziej spodziewałbym się po nich znajomości mowy elfów niż ludzi. Musi pamiętać czasy gdy było mnóstwo demonów na świecie. Patrzyłem na niego chwilę i kierując ostrze w lewej ręce w jego stronę odpowiedziałem.

-Jestem tu przypadkiem, nie mam zamiaru niczego robić z ‘tym miejscem’. Możecie tu zostać, a ja pójdę daleko stąd.

Powiedziałem powoli, żeby zrozumiał. Spojrzał na mnie przenikliwie, a ja czułem jakby przeglądał moją historię. Cholera! Myśląc o nich użyłem słowa ‘Gleanna’, która w elfickim oznacza dolinę. Teraz na pewno mnie nie wypuści! Jestem taki nierozważny! To wszystko przez to ludzkie ciało!

-Więęęc jesteeeś jeeednym z niiich… Dlaczeeego maszzz to ciaaało…?

-Nie muszę ci odpowiadać - powiedziałem z jadowitym sykiem w głosie. Przyjąłem pozycję do ataku. Nie będę się dłużej powstrzymywać jeśli będzie podejrzany.

-Więęęc odeeejdź, D’yaebl²! - powiedział gniewnie odsuwając się. Reszta entów zrobiła mi wyjście z polany.

Nie wiem co go skłoniło do puszczenia mnie. Zazwyczaj jeśli złapią jakiegoś demona niższej rangi zostaje on zaduszony korzeniami. Może moja pierwsza kwestia albo to, że chciałem go zaatakować? A może wyczuł moją mroczną energię szykującą się do opuszczenia ciała? Kiedy jestem rozgniewany, zdenerwowany albo wkurzony mroczna energia sama się zbiera i opuszcza ciało.

Zazwyczaj kiedy demony walczą ze sobą przed walką z przeszywającym rykiem uwalniają mroczną energię, która wydostaje się z ich ciał. W zasadzie jest ona jak bestia na uwięzi.

Szybko ruszyłem utorowaną drogą. Nie mam zamiaru zostać tu dłużej. Może sobie myśleć, że mnie przegonił, że uciekłem. Nie obchodzi mnie to! Jak tylko wystarczająco się wzmocnie mogę wrócić i pozbyć się ich, hehehe.

Kilka minut później byłem z powrotem na trakcie. Postanowiłem więcej z niego nie schodzić. Nie mam zamiaru natknąć się na kolejne enty. A w lesie takim jak ten mogą być ich trzy grupy. Nie chce mieć powtórki z rozrywki, jedna taka starczy na razie. Zwłaszcza jeśli te inne nie będą mieć Starszego i od razu mnie zaatakują.

------

¹ - Czarny Miecz

² - diabeł

Zapożyczone ze Starszej mowy z sagi Wiedźmin.
 
Następny → 

Drugie Życie Rushder'a Vergim - Rozdział 3

Rozdział 3 – W lesie czai się...

Szedłem przez las wzdłuż traktu. Nikt jeszcze mnie nie minął, a to były już dwa tygodnie odkąd wyruszyłem. Na mapie było pokazane, że jest to raczej boczna droga, ale nie myślałem, że tak mało uczęszczania. Gdzieniegdzie rosły jakieś rośliny na piasku. Ogólnie była w dość dobrym stanie jak na taką okolicę.

Może gdzieś jest kryjówka tych bandytów, których zabiłem i to oni głównie korzystali z tej drogi. Z mapy wynika, że jeśli będę cały czas podążał tym traktem, to za lasem trafię na główny. Tam powinno być więcej osób.

Do tej pory trenowałem trochę z mroczną energią, ale głównie ćwiczyłem fizycznie. Nie mogę jeszcze użyć [Cienia]. Demony pokrywając całe ciało mroczną energią, mogą zniknąć w swoim cieniu i podróżować ze swoją normalną, niebywałą prędkością nie wpływając na świat zewnętrzny. Jeśli jednak zechcą, mogą na niego wpłynąć. Mogą też zniknąć w ciemnościach.

O ile dobrze pamiętam, początkujące demony nieumiejętnie korzystając z [Cienia] nie kontrolowały swoich podróży i lądowały w różnych miejscach. Czasem nawet rozbijały się mocno o skały. Muszę się porządnie zastanowić, w jaki sposób nauczyć się [Cienia]. Jedna podróż tego typu może oznaczać dla obecnego mnie śmierć, jeśli wlecę w skałę.

Kiedy rozmyślałem, znienacka wyskoczyła cała wataha wilków. Nie były jednak zwykłe, miały dwa metry wysokości, ich futra były ciemne, a ich oczy pożerały mnie. Gdybym nie był zamyślony, nie zaskoczyłyby mnie, ledwo tego uniknąłem. Na dodatek miały Alfę, który miał trzy metry, całkowicie czarne jak smoła futro i czerwone oczy. Świetnie, chyba ktoś stwierdził, że po pięciu spokojnych latach pora utrudnić mi życie. Najpierw bandyci, a teraz wataha wilków z Alfą.

Szczęśliwie, a może i nie, były wychudzone, więc powinny być słabsze. Z drugiej strony mogły być też mocno zdesperowane. Z mapy wynikało, że las był duży i teoretycznie mógł wyżywić taką watahę. Ale nie powinny się kręcić koło traktu. To znaczy, że albo zabrakło im pożywienia, albo ktoś wygnał je z ich terytorium.

Ostrożnie wyjąłem miecz z torby, obserwując wilki, które w tym czasie otoczyły mnie. Jeden zaatakował, odskoczyłem prosto w stronę otwartej paszczy drugiego. Zatrzasnęła się, a ja zostałem prawie połknięty. Cholerne wilki! Wybije was co do nogi! Wbiłem miecz za językiem i przeciąłem w poprzek, wilk zawył boleśnie.

Zlatując w jego gardło, wbiłem miecz. Ciężar mojego ciała ciągnął miecz, który ciął wzdłuż, rozcinając gardło i przełyk. Kiedy zjechałem prawie do żołądka, przekręciłem miecz, tnąc w poprzek i chwyciłem się powstałej krawędzi. Byłem kilka metrów nad kwasami żołądkowymi. Fuj, jak to śmierdzi! Żeby sam lekko unoszący się kwas mnie nie zabił, przecisnąłem się przez powstałą szczelinę. Tnąc, ciągle rozciąłem mu brzuch i wydostałem się na zewnątrz. Byłem cały w krwi i nie wiadomo czym jeszcze.

Wilki patrzyły zaskoczone na martwego już towarzysza, a ja ruszyłem na nie. Szybko biegając wokół jednego, poraniłem go i w końcu kiedy obniżył łeb, podciąłem gardło. Dopiero teraz wilki otrząsnęły się, Alfa zawarczał gniewnie i rozkazał atak. To był koszmar! Co chwilę musiałem odskakiwać, ledwo unikając ataków.

Po jakimś czasie udało mi się zabić dwa kolejne wilki. Na początku było ich siedem. Teraz zostały trzy z Alfą, który rzucił się na mnie z pazurami. Nie miałem szansy na żaden unik! Chwilę przed tym jak miałem zostać rozdarty przez pazury zauważyłem dogodne miejsce, z którego mógłbym skutecznie zaatakować Alfę. W następnym momencie leciałem prosto na grzbiet czarnego wilka. Lądując na nim, wbiłem miecz między jego łopatki. Alfa warknął i zaczął się rzucać. Nie miałem siły, ale trzymałem miecz wbity w jego grzbiet. Nie mam zamiaru dać za wygraną! Próbował mnie z siebie zrzucić, wierzgając coraz bardziej.

W pewnym momencie miecz lekko się poluzował. Wilk nadal wierzgał, a moje ciało latało na wszystkie strony. Miecz pod wpływem ciężaru mojego ciała poruszył się i zjechał na prawo, tnąc skórę i zmieniając futro w posklejane i błyszczące przez krew, która leciała z rany. Zawył i dalej wierzgał. Zjechałem na jego bok i zygzakami rozciąłem jego ciało do brzucha. Wtedy padł, a ja poturlałem się na bok.

Byłem wyczerpany, chyba nieświadomie użyłem [Cienia]. To jednak duże obciążenie dla tego ciała. Kątem oka zauważyłem, że dwa pozostałe wilki przyglądają mi się. Na początku trzymały się z tyłu i dopiero teraz zauważyłem, że są mniejsze. Pewnie to młode. Patrząc na nie, warknąłem cicho pod nosem. Musiały to usłyszeć, bo uciekły. Przynajmniej jestem na chwilę bezpieczny...
 

Drugie Życie Rushder'a Vergim - Rozdział 2

Rozdział 2 – Dusze To...

Korekta: Adirox
 
Następnego dnia obudziłem się wraz z promieniami słońca. Przeciągnąłem się, ziewając i spojrzałem w dół. Zdaje się, że nocą jakieś stwory wyszły z ukrycia. Zatrzymały się przy drzewie, czując mój zapach, ale odeszły. Widać było ślady na ziemi.

Zjadłem śniadanie i ostrożnie zszedłem w dół. Usiadłem na ziemi i wyciągnąłem wszystkie kawałki metalu z zaklętymi duszami. Wyszukałem te mężczyzny i kobiety i odłożyłem je na bok.

Jako najwyższy rangą pośród demonów miałem takie samo prawo z wyborem miejsca zesłania duszy do Podziemia jak wszystkie rangi pode mną, włączając demony średniej rangi. Chociaż nie wiem, czy nadal mnie to dotyczy po tym jak zginąłem. Najwyżej trafią na inną karę lub do innej części Podziemia. Jestem pewien, że nadal mogę je tam zesłać.

Dusze wszystkich bandytów mam zamiar wysłać na Pole Kary, gdzie będą cierpieć całą wieczność. Nie, żebym był jakoś przywiązany do tej dwójki ludzi, którzy się mną zajmowali. Taki mam kaprys, bo zepsuli mi plany.

Zacząłem skupiać mroczną energię przed sobą. Ta stworzyła okrąg, stale obracając się. W środku okręgu pojawiła się ciemna otchłań. Wziąłem metal i wrzuciłem go w Przejście, które stworzyłem. Następnie wziąłem do rąk pozostałe dwa kawałki z duszami i wpłynąłem energią na dusze, które wyleciały z metalu. Okrążyły się parę razy i również wleciały w Przejście do Podziemia.

W ten sposób odrodzą się razem jako demony i może wtedy będą mieli lepsze życie. Stwierdziłem, że tylko tyle mogę zrobić dla dusz, które nie mogły normalnie przejść przez zaświaty. Jeśli dusza z żalem stanie się potworem, kiedy ginie zostaje unicestwiona. Jeśli opęta kogoś i zostanie oczyszczona, ma długą drogę do reinkarnacji, wpierw musi odpokutować za swoje winy.

Jako, że od razu po śmierci zakląłem duszę w przedmiocie, nie miała winy, ale nie mogła też przejść drogi reinkarnacji. Uważam, że było to najlepsze rozwiązanie. Żyć razem jako demony wcale nie jest takie złe. Znałem kilka takich przypadków i widziałem, że byli zadowoleni z takiego biegu rzeczy. Zamknąłem Przejście, rozpraszając energię. Dopóki mroczna energia nie wpływa na moje ciało, mogę używać jej w dużych ilościach, chociaż na dłuższą metę jest to męczące. Zabrałem kawałki metalu i wstałem, przeciągając się. Ruszyłem w stronę traktu przebiegającego przez las. Miałem szczęście, że mapa była bardziej szczegółowa i był on na niej zaznaczony. Widziałem też, że najbliższe miasto było dosyć daleko, ale to nie problem. Będę miał dużo czasu, by trenować. Skoro nie mam dużo pieniędzy, a w mieście prędzej czy później będę musiał kraść, by przeżyć. Przydałaby się umiejętność [Cienia], ale wpływa ona na ciało. Będzie to wymagało czasu i będzie trudne, ale nauczę się jej. Będzie mi niezbędna do przetrwania. 
 

wtorek, 16 czerwca 2020

Soul Land - Rozdział 3.2

Rozdział 3.2 - Dwie Wojenne Dusze (2)

Tłumacz: Seft-chan

Korekta: Seft-chan



Po tym jak Tang San odprowadził Starego Jacka, jego serce opadło wiele razy. Mimo wszystko słowa Su Yun Tao o duchowych pierścieniach mogą być przełomowe z jego problemem w przeskoku Zapisu Skarbów Tajemniczych Niebios. Ale nie pozwolił, by miało to duży wpływ na jego zachowanie, wierzył, że wciąż ma szansę.

Bez pośpiechu wrócił do kuźni. Tang Hao nieoczekiwanie nie wrócił do wewnętrznego pokoju, by kontynuować spanie, lecz siedział na krześle z zamkniętymi oczami, odpoczywając.

“Tato, możesz wrócić do wewnętrznego pokoju, by spać jeszcze chwilę, ja przygotuję obiad.”

Oczy Tang Hao wciąż były zamknięte, gdy powiedział obojętnie.

“Ty też czujesz się bardzo rozczarowany? Ty także chcesz zostać Duchowym Mistrzem?”

Tang San był nieco zaskoczony.

“To nie jest ważne, tato. Stanie się kowalem również jest dobre, to może nas wesprzeć. Obiecałeś, że nauczysz mnie jak wykuwać narzędzia rolnicze, prawda?”

Tang Hao powoli otworzył swoje oczy. W centrum jego oczu Tang San widział wzburzone emocje. Bezwiednie prawa pięść Tang Hao była już mocno zaciśnięta i twarz, która już wydawała się szara i stara pokazywała ślad lodowatego chłodu.

“Duchowy Mistrz? Po co być Duchowym Mistrzem? Nie wspominając już o zwykłej Duszy, która jest marnotrastwem, nawet najzacieklejsza lub najsilniejsza Dusza, jaki jest z nich pożytek? Wciąż jest do niczego, to wszystko.”

Tang Hao był wzburzony, całe jego ciało drży. Tang San widział w oczach ojca coś błyszczącego.

Przebiegając, Tang San chwycił pięść Tang Hao.

“Tato, nie bądź zły. Nie chcę być Duchowym Mistrzem. Zawsze będę ci towarzyszyć i robić dla ciebie jedzenie.”

Biorąc głęboki oddech, wzburzenie Tang Hao zniknęło tak samo szybko jak się pojawiło. Uspokojony już zwrócił się do Tang Sana.

“Wezwij swoją Duszę i pozwól mi rzucić na nią okiem.”

“Dobrze.”

Tang San pokiwał głową, unosząc prawą dłoń. W jego ciele Technika Tajemniczych Niebios poruszyła się i w swojej świadomości poczuł dziwny, ciepły prąd przepełniony Zapisem Skarbów Tajemniczych Niebios. Jasnoniebieski blask pojawił się nad jego małą dłonią i natychmiast pojawiła się również mała, delikatna, niebieska trawa.

Wpatrując się oszołomiony w Błękitno-srebrną Trawę w dłoni Tang Sana, Tang Hao odczuwał roztargnienie przez długi czas, aż powoli doszedł do siebie. Z jasnymi oczami z trudem przełknął ślinę, gdy mamrotał niskim głosem.

“Błękitno-srebrna Trawa, to naprawdę jest Błękitno-srebrna Trawa. Dokładnie taka sama jak jej.”

Nagle Tang Hao energicznie wstał i wyszedł do wewnętrznego pokoju. Ten nagły ruch spowodował, że prawie przewrócił się przed Tang Sanem. Dusza Błękitno-srebrnej Trawy w prawej dłoni rozpłynęła się sama.

“Tato.”

Tang Hao machnął niecierpliwie dłonią.

“Nie przeszkadzaj mi.” Mówiąc, przeszedł już przez zasłonę do wewnętrznego pokoju.

“Ale ja mam jeszcze jedną Wojenną Duszę.”

Tang San dokładnie wiedział po dzisiejszym przebudzeniu Duszy, że jego sytuacja jest wyjątkowa. Nie zadał tego pytania Su Yun Tao ani Staremu Jackowi; mimo wszystko tych dwóch było tylko obcymi, nikim więcej.

-------------------------------

【Sekta Tang Zapis Skarbów Tajemniczych Niebios zasady ogólne, punkt pierwszy: Nigdy nie mów osobie, której nie możesz całkowicie zaufać jak wiele siły naprawdę posiadasz.】

-------------------------------

Tang San całkowicie nauczył się Zapisu Skarbów Tajemniczych Niebios, wyrył je w swoim sercu i jeszcze bardziej bezwzględnie przestrzegał zasad ogólnych.

Kurtyna została gwałtownie odsunięta na bok i Tang Hao ponownie pojawił się w zewnętrznym pokoju, jego twarz pokazywała bardzo zszokowany wyraz. Jego oczy były czerwone, jakby płakał chwilę temu.

Tang San nic nie powiedział, tak jak przed chwilą uniósł prawą dłoń, tak teraz uniósł lewą dłoń. Zamiast niebieskiego światła tym razem pojawiło się słabe, czarne światło ze środka jego dłoni i w błysku skupiającego się światła można było zobaczyć dziwną rzecz w jego ręce.

To był całkowicie czarny młot. Rękojeść małego młota miała około pół chi długości z cylindryczną główką młota. Wygląda na mniejszą wersję młota kuźniczego, jednak czarna powierzchnia tego młota miała osobliwe światło, jak również na cylindrycznej główce widniał dekoracyjny wzór w kształcie okręgu.

[T/N: Chi - jednostka miary w Chinach. Jeden chi wynosi ⅓ metra, czyli 33cm. Pół chi to 16,5cm.]


Z jakiegoś powodu w momencie gdy młot pojawił się w dłoni Tang Sana, całe powietrze w pokoju wydawało się nieco cięższe. Dodatkowo jakby nie mógł wytrzymać ciężaru tego małego młotka, Tang San mógł go tylko trzymać, powoli opuszczając rękę. Jego twarz stała się już nieco blada.

W przeciwieństwie do Błękitno-srebrnej Trawy, która zdawała się nie wyczerpywać Techniki Tajemniczych Niebios, kiedy pojawił się ten mały czarny młot, praktycznie zassał wewnętrzną siłę Tang Sana. Także mógł tylko z trudem trzymać rękojeść młota. Mimo że młot wydaje się bardzo mały, w rzeczywistości jego masa przewyższała masę młota w ich kuźni.

“To… To jest…”

Tang Hao był niecały krok od Tang Sana, chwycił mały młot w dłonie, by zbliżyć go do swojej twarzy. Ręce Tang Hao miały wielką siłę, przynajmniej Tang San nie czuł już tak wielkiego obciążenia wywieranego na jego ręce.

W chwili gdy Tang Hao złapał go za rękę, pojawiło się miłe uczucie, jakby ciepła krew płynęła w jego żyłach. To sprawiło, że część serca Tang Sana czuła się komfortowo i spokojnie.

“Tato, coś się stało?”

Patrząc na mały czarny młot, wzburzenie, które wcześniej zniknęło z oczu Tang Hao, pojawiło się tam na nowo.

“Podwójne Dusze. To istotnie są dwie Dusze. Syn, mój syn.”

Nagle Tang Hao rozłożył swoje silne ramiona i mocno przytulił Tang Sana do siebie.

Klatka piersiowa Tang Hao była bardzo szeroka. Być może z powodu jego długiej pracy jako kowala, mimo że na powierzchni wyglądał bardzo niemrawo, mięśnie na jego ciele z pewnością nie osłabły przez lata i bycie w jego ramionach było bardzo ciepłe. Ten rodzaj ojcowskiej miłości przyniósł poczucie bezpieczeństwa, które było niezastąpione.

“Tato.” Tang San stał bardzo oszołomiony. Od kiedy pamiętał to był pierwszy raz, gdy Tang Hao przytulił go w ten sposób.

Wygląda na to, że młot w jego dłoni stawał się coraz cięższy i cięższy. Mimo że Tang San bardzo polubił ciepło ojcowskiej miłości jeszcze bardziej nie chciał, by młot wyślizgnął mu się z dłoni i uderzył jego ojca.

“Tato, nie mogę go utrzymać.” Tang San z trudem wypowiedział te słowa.

Tang Hao rozluźnił swoje ramiona.

“Schowaj go.”

Rozpraszając się w czarnym świetle, ciężar zniknął. Tang San czuł się dziwnie; ten młot niewątpliwie nie był zwyczajny, użył nawet swojej wewnętrznej siły z Techniki Tajemniczych Niebios, więc dlaczego wciąż nie mógł go unieść? Co jeszcze zaskoczyło go po przywołaniu tego małego młota, to fakt, że jego wewnętrzna energia została prawie całkowicie wyczerpana.

Notka tłumacza

Odcinek 3 sezonu 1 animacji Douluo Dalu odpowiada rozdziałowi 3.2.

środa, 3 czerwca 2020

Soul Land - Rozdział 3.1

Rozdział 3.1 - Dwie Wojenne Dusze (1)

Tłumacz: Seft-chan

Korekta: Seft-chan



– Och.

Duchowy pierścień i duchowa bestia, te dwa zupełnie nowe określenia rozbrzmiewały nieustannie w umyśle Tang Sana. Mimo że nie był całkowicie pewny, czy jego domysły były poprawne, to skoro Technika Tajemniczego Nieba nie była w stanie doprowadzić do przeskoczenia, to ten pierścień z pewnością do niego doprowadzi.

W tym czasie Jack już doszedł do siebie, opuścił głowę z szacunkiem, gdy Su Yun Tao odchodził, a następnie powiedział zaskoczony do Tang Sana.

– Mały Sanie, nie możesz być tym dzieckiem z pełną wrodzoną duchową mocą Błękitno-srebrnej Trawy wspomnianym przez Duchowego Arcymistrza?

Tang San skinął głową.

– To ja.

Stary Jack przykucnął, będąc twarzą do Tang Sana i patrząc na niego, powiedział.


– Mały Sanie, nie spodziewałem się, że twoje talenty będą tak niezwykłe. Wielka szkoda, że masz ojca, który nie może przekazać ci żadnej dobrej Duszy. W przeciwnym razie być może naprawdę stałbyś się drugim Duchowym Mędrcem naszej wioski. Powiedz dziadkowi, jeśli będziesz chciał udać się do Akademii Duchowych Mistrzów, gdzie poznasz metody kultywacji pozwalające opanować Duszę. Tylko to miejsce ma odpowiednią wiedzę na temat Dusz.

Do tej pory w Tang Sanie pojawiło się już duże zainteresowanie Duszami, zwłaszcza relacja między Duszami, a jego własną zdolnością Tajemniczego Nieba. Jednakże nadal nie miał gotowej, natychmiastowej odpowiedzi.

– Dziadku Jack, nie, jeśli nie zapytam najpierw taty.

Jack nagle zdał sobie sprawę z tego, że nieważne, jak inteligentne dziecko, to wciąż dziecko i nieważne, jaką decyzję podejmie, nadal muszą wziąć pod uwagę zdanie Tang Hao.

W jego oczach pojawił się błysk wytrwałości. Mimo że naprawdę nie chciał iść i patrzeć na tego niechlujnego człowieka to po to, by ich wioska znów wytworzyła Duchowego Mistrza nie cofnie się przed niczym.

– Idziemy, Mały Sanie, dziadek potowarzyszy ci w drodze do domu.

Stary Jack szybko wrócił bez innych dzieci, pozwalając, by odebrali je rodzice i zabrał tylko Tang Sana z powrotem do kuźni.

Przed południem był czas na drzemkę Tang Hao i w kuźni było bardzo cicho.

– Tang Hao, Tang Hao!

Stary Jack tak naprawdę nie przejmował się tym, czy Tang Hao śpi, czy nie. Jeśli chodziło o tego niechlujnego kowala, naprawdę bardzo go nienawidził. Gdyby nie to, że wykuwał narzędzia potrzebne do upraw, wyrzuciłby go z wioski już dawno temu.

Wołając Tang Hao, Jack rozejrzał się wszędzie. Z początku chciał znaleźć sobie krzesło, by usiąść, ale widząc te wszystkie zniszczone, podarte, wysłużone rzeczy, przez ostrożność nie miał odwagi przyciągnąć żadnego do siebie. Jego wiek był już na tyle zaawansowany, że przez głowę przeszły mu myśli, że jeśli tam gdzieś upadnie, to nie skończy się jedynie na naciągniętym mięśniu czy złamaniu.

– Kto robi takie zamieszanie? – odezwał się rozdrażniony głos Tang Hao, odsłonił zasłonę prowadzącą do wnętrza chaty i wyszedł niespiesznie.

Najpierw zobaczył swojego syna, dopiero potem przerzucając wzrok na Jacka.

– Stary Jack, co ty robisz? – Jack odparł ze złością. – Dziś jest dzień przebudzenia Wojennej Duszy twojego syna. Nie wiesz, jak bardzo jest to ważne? W innych rodzinach obecnych jest oboje rodziców. Ty także powinieneś się pokazać, ale jest jak zawsze!

Tang Hao jak zawsze zignorował prowokujące słowa Jacka i jego wzrok znów przeniósł się na syna.

– Mały Sanie, twoja Dusza się przebudziła? Czym jest?

– Tato, to Błękitno-srebrna Trawa. – odparł Tang San.

– Błękitno-srebrna Trawa?

Z jakiegoś powodu mimo że zazwyczaj był niezainteresowany tego typu sprawami, gdy Tang Hao usłyszał te trzy słowa, jego ciało zadrżało na całej powierzchni, w jego oczach także pojawił się jasny błysk.

Wyraz twarzy Tang Hao zmienia się i teraz zwracał uwagę na Tang Sana. Stary Jack oczywiście nie przejmował się wyrazem twarzy tego niechlujnego kowala i natychmiast powiedział.

– Mimo że to Błękitno-Srebrna Trawa Tang San ma pełną wrodzoną duchową moc. Tang Hao, zdecydowałem, że w tym roku miano ucznia z naszej wioski przypada Tang Sanowi. Pozwól mu iść do Podstawowej Akademii Duchowych Mistrzów w mieście Nuoding na nauki. Wioska pokryje koszty.

– Błękitno-srebrna Trawa, Błękitno-srebrna Trawa… – Tang Hao raz za razem powtarzał te słowa, po czym gwałtownie uniósł głowę. W jego oczach widać było mocny błysk, Tang San nigdy czegoś takiego nie widział, Tang Hao powiedział cicho. – Nie.

– Co powiedziałeś? Chyba się przesłyszałem. – Jack przeczyścił swoje ucho i zaskoczony wpatrywał się w Tang Hao. – Powinieneś wiedzieć, jak cenna jest ta szansa. Nawet jeśli nasza wioska Świętego Ducha wydała Duchowego Mędrca tylko raz i tak mamy jedno miejsce dla ucznia. W przypadku innych wiosek dwie lub trzy muszą dzielić się jednym takim miejscem, nie wiesz o tym? To dobra szansa, być może Mały San zdoła stać się wywyższonym Mistrzem.

Tang Hao spojrzał na Jacka zimnym wzrokiem.

– Co jest dobrego w byciu wywyższonym? Wiem tylko, że jeśli odejdzie, nikt nie zrobi mi jedzenia. Błękitno-srebrna Trawa, jak myślisz, co można osiągnąć, kultywując ją? To tylko bezużyteczna Dusza.

– Jednak ma w pełną przebudzoną duchową moc. Jeśli tylko zdoła zdobyć duchowy pierścień, nawet jeśli będzie to pierścień najniższej jakości, natychmiast będzie w stanie stać się Duchowym Mistrzem. Duchowym Mistrzem, rozumiesz? Nasza wioska nie wypuściła Duchowego Mistrza od tak wielu lat. – Jack odparł z naciskiem.

– To, co przed chwilą powiedziałeś to twój prawdziwy cel. Nie znaczy nie, możesz odejść.” Powiedział Tang Hao zimno.

– Tang…! Hao…! – w umyśle Jacka płomień furii płonął już w pełnej krasie.

Wyraz twarzy Tang Hao tak jak wcześniej był apatyczny.

– Nie musisz być tak głośny, jeszcze nie ogłuchłem. Powiedziałem, że możesz iść.

– Dziadku Jack, proszę nie gniewaj się i tak nie pójdę uczyć się na Duchowego Mistrza. Tata ma rację, Błękitno-srebrna Trawa to tylko bezużyteczna Dusza. Dziękuję za twoje dobre intencje.

Mimo że Jack nienawidził Tang Hao, naprawdę bardzo przywiązał się do inteligentnego Tang Sana, a jego serce palące nieugaszoną furią po chwili się uspokoiło. Jedynie głęboko westchnął.

– Dobry chłopiec, dziadek się nie gniewa. W takim razie już pójdę.

Po tych słowach obrócił się i zaczął odchodzić.

Tang San natychmiast poszedł go odprowadzić. Tata mógł go ignorować, ale Jack był starszym wioski, który w dodatku dobrze go traktował. Uprzejmość względem niego była koniecznością.

Jack zbliżył się do drzwi kuźni i zatrzymał się, obracając się w stronę Tang Hao, powiedział szczerze i z głębi serca.

– Tang Hao, twoje życie dobiegnie końca w taki sposób, ale Mały San wciąż jest młody. Czy nie powinieneś rozważyć dania mu czegoś, dzięki czemu będzie mógł żyć? Nie wstrzymuj go. Dzięki temu przynajmniej on nie znajdzie się w takiej sytuacji, jak ty teraz. Jeśli zmienisz zdanie, przyjdź i mnie znajdź, dobrze? Nadal zostały jeszcze trzy miesiące do zapisów do Akademii w mieście Nuoding.


Notka tłumacza

Odcinek 2 i 3 sezonu 1 animacji Douluo Dalu odpowiada rozdziałowi 3.

Drugie Życie Rushder'a Vergim - Prolog

Prolog - Ostatnie chwile Władcy Demonów... A może jednak nie...?

Korekta: Adirox

Wszystko byłoby dobrze gdyby nie ten Bohater! Zaprzepaścił cały mój plan władzy absolutnej nad światem! Ale nie pójdzie po jego myśli! Skoro ja, najokrutniejszy Władca Demonów Rushder Vergim, mam umrzeć to zabiorę go ze sobą! A skoro mam odejść to z hukiem, hahahahaha!

Ostatkiem moich sił zebrałem całą pozostałą mi energię w moim pięknym mieczu i posłałem go w dół prosto na Bohatera, użyłem mojego końcowego ataku [Zstąpienie]. To małe chuchro podniosło swój badyl, by go zablokować.

Gdybym był w pełni sił, nie musiałbym się przejmować takim karłem, jak on. A gdyby on był w pełni sił, mógłby to zablokować. Pokazał wcześniej, na co go stać, pozbawiając mnie jednego z moich dwóch cennych rogów! Używając elementu Tajnych Stylów, wykonał niespodziewany ruch i odciął mój lewy róg, który poszybował w powietrze. Nie daruję mu tego! Na szczęście albo nieszczęście obaj jesteśmy w kiepskim stanie.

Widząc rezygnację w jego oczach, uśmiechnąłem się triumfalnie zadowolony z siebie. Wiedział, że są to jego ostatnie chwile. Żyłem długo i żałuję, że nie przejąłem władzy nad światem, chociaż na chwilę. I chciałbym nauczyć się Stylu, którym ten karzeł mnie pokonał. Tajne Style walki są naprawdę interesujące, ale dlaczego umieją je tylko ludzie? Ach tak, ponieważ demony prawie cały czas siedzą w Podziemiu. Chciałbym znać wszystkie Tajne Style. Byłbym wtedy niepokonany, hm…

Mój miecz opadł i z dźwiękiem uderzenia metalu cała mroczna energia została uwolniona. Potężny, niekontrolowany wybuch rozszedł się we wszystkie strony. Haha, dobrze wam tak nędzni ludzie! Wszystko w obrębie Pustyni Czaszek, a nawet poza będzie zrównane z ziemią! Nie pozbierają się po tym, hahaha! Nie czuje już energii tego karła, padł w końcu! Ach, ale ja też już nie czuje mojego ciała… Nic nie widzę, nie wiem, gdzie jestem... Moja świadomość zanurza się w nieprzeniknionej ciemności. Co za spokój…

-----------------------------

Hm, co to za dziwny szmer? Hm, co to był za dźwięk? Słyszę ich coraz więcej, zbliżają się. Chwila, co to za światło?

Zostałem oślepiony przez niekończącą się falę światła. Kiedy przyzwyczaiłem się do niego, zobaczyłem olbrzyma pochylającego się nade mną. Widzę i słyszę dźwięki, ale nie rozumiem ich. Czuję się dziwnie ociężały i nie mogę poruszać ciałem.

Mężczyzna był ubrany w kiepskiej jakości odzienie. W ogóle całe pomieszczenie nie było w lepszym stanie. Pełno dziur w drewnianych deskach ścian i sufitu. Niektóre pozatykane jakimiś szmatami. Mężczyzna wziął mnie na ręce i mówiąc coś, podał kobiecie leżącej na łóżku. To łóżko jest tak słabe, że chyba się zaraz rozleci.

Kobieta była wychudzona i słaba, ogólnie wyglądała nędznie. Chwila, to nie jest najważniejsze. Pomijając to, że ich nie rozumiem, nie wyczuwam od nich żadnej energii demonicznej czy magicznej. Nie wyglądają jak demony. Wyglądają jak coś, co znam aż za dobrze i czego najbardziej nie lubię. Nawet tak pachną, fuj! Ludzie, to są mali, słabi ludzie…! A skoro dla mnie wyglądają na wielkich… Nie, nie, nie, to niemożliwe! Ktoś chyba sobie ze mnie zażartował! Ktoś śmiał wymyślić taki chory żart mnie, Rushder’owi Vergim! Odrodziłem się jako słaby człowiek?!