piątek, 4 lipca 2025

Refusing Your Ex-Husband's Obsession: A Guide - Rozdział 11

Rozdział 11 - Pieprzyk pod jej okiem... 

Tłumacz: gerasik1999 

Korekta: Seft-chan 



– Skoro moja córka tak sobie życzy, tak się stanie. Zobaczmy… Zatrzymam się w Królestwie Yuria po zakończeniu ostatniej kampanii walki z potworami. Ach, powinienem wysłać im list, a potem…

Wyglądało na to, że tata ma tam znajomości, bo bywał w tym królestwie jeszcze zanim on i mama się pobrali.

Tata zaczął gorączkowo planować. W tym czasie ja skupiłam się na cieście czekoladowym, którego dotychczas nie miałam okazji spróbować. Nabiłam mały kawałek na widelczyk i zbliżyłam go do ust taty.

– Tato, ty pierwszy.

– Nie… Kochanie, to twój pierwszy…

W dobrej wierze tata starał się odmówić ciasta, ale ja tylko z uśmiechem zbliżyłam go do niego.

Przez chwilę podrapał się po głowie, ale wkrótce zjadł. Następnie gdy znów skupiłam się na cieście, pokazał szeroki uśmiech.

Wtedy pojawiła się u mnie pewna myśl.

Gdyby mężczyzna, który ostatecznie zostanie moim mężem, był taki jak tata, to byłoby wspaniałe.

Nie w fizycznym sensie, gdyż tata jest wielki, ale w emocjonalnym, gdzie mężczyzna zachowuje się uroczo względem swojej żony, potrafi wygłupiać się z córką, jednocześnie jest bardzo niezawodny i pokazuje zaufanie względem swojego syna.

Gdyby to był taki mężczyzna, być może przekazałabym mu swoje życie bez większego zastanowienia.


Gdyż przyrzekłam, że nie dam się zmanipulować wyglądem tak, jak w poprzednim życiu, uśmiechnęłam się szeroko do taty.

Ciasto czekoladowe nie było tak delikatne i słodkie jak to, co pamiętałam i co jadłam w Korei. Jednak mimo to jego tekstura i słodko-gorzki smak przyjemnie rozszedł się po moim języku.

〜 * 〜


Ciel był całkowicie pochłonięty przeglądaniem dokumentów, które przynieśli jego podwładni.

Minął niespełna dzień od ceremonii dorosłości przeprowadzonej w pałacu. Jednak jego pomocnicy zrozumieli, co Książę chce zrobić i dzięki temu przyszykowali wszystko.

Było to dochodzenie w sprawie rodu Closch. Dotychczas, zanim jego podwładni przynieśli mu wieści, był tak zniecierpliwiony, że nie mógł tego znieść.

Wiele scenariuszy przemykało mu przez głowę, gdy czekał.

Czy podobnie, jak Ciel otrzymała Boską Wizję i cofnęła się w czasie. Czy ta kobieta także trafiła do Korei?

Jeśli to prawda, że Panienka Closch przeszła przeskok międzywymiarowy tak jak on, czy kiedykolwiek spotkała jego żonę? Może była przyjaciółką, z którą jego żona spotykała się co jakiś czas?

Jego zniecierpliwienie rosło przez te wszystkie spekulacje.

Gdy wrócił, ciągle wspominał głos, który słyszał. Głos, który odbijał się echem w jego głowie i sercu.

Ten głos powiedział mu, by znalazł gwiazdę, a nie jej cień.

Powiedział też, że to prawdziwa ścieżka dla cesarstwa.

Jednak nie mógł postąpić zgodnie z boskim nakazem.

Nie mógł zapomnieć.

Ostatnie chwile Seohyun, jakby wyryły się one pod jego powiekami. Czuł duszności, nawet myśląc o tym jedynie przez moment. Gdy tylko o tym myślał, czuł, jak jego krew się gotuje.

Miał wrażenie, że jego umysł także może zapłonąć. To sprawiłoby, że ot tak stałby się szaleńcem.

Poza tym jego wspomnienia dotyczące szału powodowały u niego nieznośny ból.

Nie mógł tego zapomnieć, nawet po śmierci. Uczucia, gdy wszystkie jego kości w ciele, zaczynając od czubków palców i idąc w górę, rozpadały się na kawałki. A całe jego ciało i wszystkie organy wewnętrzne były skręcane, jakby zaraz miały eksplodować.

Szał Espera był w innej lidze, niż wybuch bomby. Było to bardziej niczym tajfun, wszystko w jego zasięgu było pozostawiane w strasznym stanie.

Seohyun była zwykłą osobą, a mimo to weszła w sam środek takiej katastrofy.

Tylko po to, by próbować go ocalić.

Skoro poświęciła się tak dla jego dobra, jak mógł o niej zapomnieć.

– Ech.

Jak miał wybaczyć też sobie?

Płonął w nim gniew, który groził wybuchem.

– Wasza Miłość…

Jeden z podwładnych, który był z nim w pokoju, w tamtej chwili zwrócił się do niego przestraszonym głosem. Gdyby teraz nie zawołał Ciela, mogłoby dojść do kolejnego incydentu, ponieważ był zagłębiony we wspomnieniach przeszłości.

W tej chwili potrzebował już prowadzenia, ale z racji tego, że nie chciał korzystać z pomocy Świętej, cierpliwie wytrzymywał to na tyle, o ile mógł.

Miał wrażenie, że jego organy wewnętrzne są rozrywane, czuł w gardle gorąc, aż do chwili gdy udało mu się to opanować. Gorąca krew podchodziła mu do gardła i miał ochotę wymiotować, ale udało mu się pokonać chęć rzygania.

Drżącymi rękoma odłożył dokumenty i sięgnął do jednej z szuflad. Wyciągnął stamtąd fiolkę świętej wody. 

Gdy wypił zawartość, udało mu się nieco uspokoić i dzika energia w jego ciele lekko się uspokoiła. Jednak z racji tego, że to była tylko tymczasowa alternatywa dla Przewodnika, święta woda nie mogła całkowicie pozbyć się tej energii.

Tylko tymczasowo ją powstrzymała. Ta energia w każdej chwili mogła wybuchnąć.

– Ha… Przestańcie. Idźcie już.

Odesłał wszystkich swoich zaniepokojonych podwładnych i sekretarzy, którzy ciągle patrzyli na niego poddenerwowani. Tylko gdy sobie pójdą, będzie wolny od ich niespokojnych spojrzeń.

Od czasu jego powrotu, coraz więcej spojrzeń stało się dla niego męczące, zaczynając od lokaja aż po woźnicę prowadzącego powóz. Wszyscy patrzyli na niego w inny sposób.

Nie wiedział, dlaczego tak jest, ale taka uwaga była nieprzyjemna i niekomfortowa.

Znów wziął dokumenty i pomijając wszystkie szczegóły na temat rodu Closch, skupił się na najmłodszym dziecku rodu, Irenie de Closch.

Przesuwając palcem, przeczytał to, co wspominało o wypadku z pożarem, którego była ofiarą i jak zmarła, ale ożyła ponownie.

Nie, zamiast zginąć i powrócić do życia, otarła się o śmierć, ale przeżyła i dożyła kolejnego dnia.

– Przynajmniej tak myśleliby ludzie, gdyby przeczytali te słowa. Pomyśleli, że jedynie otarła się o śmierć.

Jednakże Ciel uważał inaczej.

Nie może ominąć nawet najmniejszych szczegółów.

Jeśli powodem boskiej interwencji była prawdziwa gwiazda, to bóg nie wysłał tylko jednej.

„Gwiazda” może też oznaczać „Świętą”. Słowa „Cień Gwiazdy” mogą oznaczać, że obecna Święta nie była prawdziwą Świętą.

Trzeba też pilnie zaznaczyć różnice, które widać z perspektywy przeszłości i czasów już minionych.

We wspomnianej przeszłości, opowieść była przekazywana jako „Przepowiednia”. Gdy trafił do Korei, zauważył, że Seohyun czytała książkę. Dzięki temu zauważył, że miejsce, gdzie kiedyś żył było zaledwie opowieścią w Korei.

Wiedział też, że to Seoyoon przekazała Seohyun książkę.

– Cóż za buntownicza osobowość.

Niezamierzenie znów zaczął myśleć o Seohyun, jego umysł opustoszał. Wszystkim, co miał teraz w głowie była Seohyun, pochłonięta tą książką, gdy ją czytała, mrugająca swoimi dużymi oczyma ze zdziwienia.

Gdy czytała na sofie, dlaczego wyglądała tak żałośnie, cała zwinięta w sobie? To była bardzo duża sofa, ale kuliła się zaledwie w jej rogu, tuląc do siebie kolana, gdy czytała.

Gdy się do niej zbliżał, odkładała książkę i cierpliwie patrzyła na niego. Jak to możliwe, że miała tak chudą twarz, gdy jej oczy były tak duże?

Pod jej okiem był pieprzyk w kształcie łzy, to nadawało jej nieco tajemniczości. Gdy jej ciało zbliżało się do niego, gdy stawała się dla niego Przewodniczką, doskonale pamiętał, że nie miał jej dość, aż był całkowicie nią upojony.

– Pieprzyk pod jej okiem…

Zgadza się, Panienka rodu Closch miała pieprzyk dokładnie w tym samym miejscu.

– Tylko pieprzyk się pokrywa. Czego ja się, do cholery, spodziewam?

Upomniał sam siebie krytycznym tonem. Przez jego głowę przemknęła myśl, że musi popadać w szaleństwo, bo tak bardzo za nią tęsknił.

Patrzcie na niego, próbował znaleźć swoją żonę w młodej baronecie rodu Closch tylko dlatego, że miała podobną aurę.

Nie, może już był szalony.

Już udało mu się umrzeć, ale może nadal błąkał się, bo nie mógł być razem z Seohyun?

Czy ta rzeczywistość była zaledwie przewidzeniem?

– Tęsknię za tobą, pragnę trzymać twoje wątłe ciało w moich ramionach tak mocno, jak tylko mogę. Znów chcę poczuć twoje odświeżające przewodnictwo.

Uważał swoją żonę za pewnik, mając przekonanie, że będzie z nim zawsze. Gdy opuścił głowę, fala skrywanego żalu zalała go raz jeszcze.

– Na pewno, na pewno mi się uda. Będę trzymał cię w ukryciu, tak bym tylko ja mógł cię widzieć. Tak by nikt nie mógł cię zranić. W ten sposób…

Z każdym kolejnym wypowiadanym ponurym słowem, więcej rzeczy w jego biurze znikało jedna po drugiej.

Wypchnął swój zawoalowany gniew, zostawiając na podłodze tylko pył.

– Nie trać rozsądku, jeszcze nie.

Wracając do zmysłów, niezależnie jak odległe mu się wydawały, podniósł dokumenty, które upadły na ziemie, czytając je ponownie.

Przejrzał raport z nadzieją, że coś odkryje, coś, cokolwiek więcej. Jedno konkretne zdanie zwróciło jego uwagę.

Widać ślady poparzeń na prawej ręce i dłoni Panienki Closch.

Oczywiście znów pomyślał o Seohyun. Przed wybuchem szału widział, że jej ręka także nie wyglądała tak, jak zawsze…

Gdy przeglądał raport o panience Closch dziwnym trafem ciągle myślał o swojej żonie Seohyun.

To dwie osoby, które nie mają ze sobą absolutnie nic wspólnego i dodatkowo całkowicie różnią się z wyglądu.

Nawet jeśli zdawał sobie z tego sprawę, dlaczego jego instynkt pchał go w tamtym kierunku?

Dlaczego ciągle widział swoją żonę w innej kobiecie?

To sprawiało, że czuł jednocześnie niezadowolenie, ale też ciekawość. Ciągle był pełen oczekiwań co do tego, że znów będzie mu dane spotkać żonę.

Jeśli bóg przekazał wizję i poczynił odpowiednie zmiany w przeszłości czy to możliwe, że inna osoba także stała się obiektem boskiej interwencji?

Może będzie w stanie znaleźć sposób, by znów przenieść się do Korei bez pomocy Świętej.

Oczywiście, jeśli nie jest tak, że tylko Święta może otworzyć bramę wymiarową.

Gdy jego splątane myśli doszły do tej konkluzji, poczuł na całym ciele dreszcze. Włosy na jego ciele stanęły dęba.

Ktoś, kto może otworzyć bramę wymiarową.

A nawet jeśli nie, to, co jeśli, Gwiazda nazywana Irena też mogła być kimś zdolnym do bycia Przewodnikiem?

Teraz pchany do działania chęcią podważenia albo potwierdzenia swojej teorii, spakował dokumenty i użył małego srebrnego dzwonka.

– Wzywałeś, Wasza Miłość?

Książęcy lokaj szybko wszedł do jego biura.

Z zamglonym spojrzeniem Ciel powiedział tylko jedno.

– Idę spotkać się z Aidenem.

Zdecydował, że musi spotkać się ze swoim młodszym bratem, który przebywał na ich ziemiach, a nie w Stolicy.

Potrzebował pomocy swojego brata, nawet jeśli nie był jeszcze pewny, jakie były jego zdolności.

 

← Poprzedni

Następny →


wtorek, 1 lipca 2025

Refusing Your Ex-Husband's Obsession: A Guide - Rozdział 10

Rozdział 10 - Chcę, by był duży 

Tłumacz: gerasik1999

Korekta: Seft-chan 



Byłam tak przejęta Czarnym Łukiem, że cokolwiek Benjamin powiedział, weszło jednym uchem i wyszło drugim.

Łuk leżał dobrze w moim chwycie, więc chwyciłam go jedną ręką i uniosłam, następnie sprawdziłam go, naciągając cięciwę.

Natychmiast zdecydowałam się go kupić, nie musiałam nawet patrzeć na inne.

Od razu obróciłam się do ojca i chciałam to powiedzieć, ale tata i Benjamin patrzyli na mnie dziwnie.

Dokładniej mówiąc, patrzyli na mnie odpowiednio zdziwionym i zszokowanym spojrzeniem.

W odpowiedzi pokazałam im nieco zagubioną minę, ale po chwili kąciki moich ust uniosły się, gdy zwróciłam się do ojca.

– Tato, kup mi ten, proszę.

– Oczywiście. Chcesz wybrać jeszcze jakiś?

Jego głos był pełen satysfakcji. Byłam pewna, że cieszy się, mogąc dać mi prezent. Dlatego nie odmówiłam i od razu wskazałam na sztylet, który zwrócił moją uwagę.

– Jego ostrze jest nieco inne, niż przy normalnym mieczu. Nie jest to broń, którą zazwyczaj wykorzystuje się przeciwko potworom.

Gdy zobaczył ostrze, na które patrzyłam, Benjamin wyjaśnił. Mimo to podobał mi się ten sztylet typu katar, który widziałam na ścianie.

Nie byłam typem, który używałby ukrytej broni, oczywiście nie był to mój wybór.

W przeszłości ciągle używałam broni podniesionych po moich martwych towarzyszach. Często też zdarzało się tak, że traciłam te bronie, ponieważ utykały w skórze potworów.

W wyniku tego stopniowo zyskiwałam biegłość w posługiwaniu się każdą bronią, która wpadała mi w ręce. Już wcześniej zdobyłam tego typu sztylet i wykorzystywałam go przez dość długi czas.

Szczerze, to była broń, którą wcześniej dość długo władałam.

Katar był bardziej odpowiedni do pchnięć, niż do cięć. Ten był długości sztyletu i ostrze miało szerokość miecza. Po obu stronach ostrza były dwie równoległe żółte uchwyty.

Z dwoma katarami w dłoniach małe potwory można było łatwo eliminować, bo łatwo dźgało się ich punkty witalne.

– Ta broń została specjalnie wykonana do zabijania, nie jest duża i myślę, że dlatego zwróciła twoją uwagę. Jednak może ten sztylet będzie ci łatwiej używać.

Sztylet, który wybrał dla mnie Benjamin, także przykuł moje oko.

Był długości mniej więcej półtorej dłoni, miał prosty wygląd i nie miał żadnych specyficznych ozdobników. I ostrze było bardzo ostre.

Myślałam, że wybierze dla mnie coś ładnego, więc byłam trochę zaskoczona.

Odkładając na chwilę łuk, chwyciłam sztylet i obróciłam go w palcach.

Nie zauważyłam tego, że tata i Benjamin zachowali się, jak ostrygi, zamykając wcześniej mocno otwarte usta, skupiłam się na dokładnym przetestowaniu sztyletu i katara.

Cięcia i pchnięcia za pomocą sztyletu, następnie ruchem nadgarstka wyrzuciłam sztylet, który wbił się w drewnianą ścianę naprzeciwko.

W moim poprzednim świecie był jeden typ potwora, którego słabym punktem było czoło. Przez to wykorzystywanie sztyletu w ten sposób stało się dla mnie nawykiem, bo tego potwora można było pokonać zaledwie jednym sztyletem.

Z drugiej strony Katar był trochę duży, jak na moją dłoń, ale nie miałam problemu z chwyceniem go i wykonaniem cięcia.

Szczerze czułam pewne mrowienie w palcach, ponieważ to był pierwszy raz od bardzo długiego czasu, gdy trzymałam w rękach broń.

Pierwszym wspomnieniem z mojego poprzedniego życia było trzymanie gałęzi z uchwytem jako broni po to, by przetrwać. Każdą broń postrzegałam jako przedłużenie mojego ciała.

Po krótkich testach odłożyłam Katar. Wtedy zbliżył się do mnie Benjamin.

– Proszę, potrzymaj go jeszcze.

Skoro tak powiedział, chwyciłam Katar ponownie.

Benjamin przyniósł miarkę i zaczął mierzyć moje dłonie i ręce. Także przestrzeń między moją dłonią, a Katarem. Po tym cofnął się o krok.

– Wykonam kolejny Katar i wyślę ci go, Młoda Panienko, ten nie jest odpowiedni do twojej ręki.

– Co ty na to…?

Tata nie odzywał się przez cały czas moich testów, ale po chwili zadał ciche pytanie.

– Nadal będziesz chciała wziąć łuk? Bronie w zasadzie są wykonywane dla garnizonu. Rin, wiesz już, że jest wymóg wzrostowy dla gwardzistów. Nadal może być trochę dla ciebie za duży.

– Łuk jest dobry, tato. Chcę, by był duży.

Katar był bronią pomocniczą na wypadek nieprzewidzianych sytuacji, więc lepiej, by dobrze pasował do mojej ręki.

Jednak w przypadku łuku było inaczej, to będzie moja główna broń w trakcie polowania na potwory.

– Haha, może to dlatego, że dorastałaś tylko z tym twoim tatą i Dawidem przy tobie…

– Wygląda na to, że Młoda Panienka lubi duże rzeczy. Milordzie, gdy przyjdzie do wybierania małżonka dla Młodej Panienki w późniejszym czasie, powinien być zięciem równie niezawodnym, co ty.

– Cóż, nie ma co się spieszyć…

– Haha, doskonale rozumiem, jak się czujesz, Milordzie.

– Czy ty też nie wydałeś swojej córki późno za mąż?

– Oczywiście, Milordzie, nie ma innego wyjścia.

Zostawiając ich w rozmowie, rozejrzałam się po innych broniach.

Na pewno było tak, jak powiedział tata. Większość broni rzeczywiście była duża.

Były wielkie nawet dla dorosłego mężczyzny, ale czułam, jak narasta we mnie chciwość.

Była to tego rodzaju chciwość, która wywoływała u mnie myśli typu „Nawet teraz można byłoby zająć się ćwiczeniem walki mieczem”.

Mogłabym uczyć się od taty albo brata…

Jednak problem w tym, że najpierw muszę uzyskać pozwolenie od mamy, a nie od nich.

Od czasu wypadku z ogniem, gdy byłam mała, mama stała się wobec mnie strasznie nadopiekuńcza.

Rozpieszczała mnie jeszcze bardziej z racji tego, że byłam córką, a w tym wypadku matka ma pierwszeństwo w kwestiach edukacji. Tata nie mógł jej przekonać w tej sprawie.

Oczywiście tak bardzo mnie kocha.

Moi rodzice pobrali się z miłości, nie w wyniku zaaranżowanego małżeństwa.

Wśród szlachty wiązanie się ze sobą z politycznych pobudek było pospolitą praktyką. Jednak patrząc na stan naszego lenna, mimowolnie narzuca się myśl, że mama musiała bardzo kochać tatę, skoro mimo wszystko zdecydowała się za niego wyjść.

Jako szlachcic, twoje imię musi coś znaczyć.

Jednak serio, biorąc pod uwagę naszą posiadłość, nasz garnizon, rozpadający się dom i podupadającą gildię, na pewno znajdowaliśmy się na samym dole piramidy wpływów.

Może dlatego brat ciągle unika jakichkolwiek rozmów w kwestii ożenku między nim, a potencjalną panną młodą.

Może myśli, że nie ma tam rodu, który chciałby być spowinowacony z rodziną taką, jak nasza. Jeśli to stanie się bardziej widoczne, rodzice mogą się zdenerwować.

Tylko zgaduje, ale brat prawdopodobnie bardzo bierze pod uwagę sytuację rodziców i dlatego dotychczas odmawia.

Mimo wszystko kocha naszą rodzinę nadewszystko na świecie.

Nawet gdy byliśmy dziećmi, ciężko było mi zmienić sposób, w jaki patrzył na mój wypadek z ogniem.

Ciągle obwiniał siebie o to, że niedostatecznie na mnie uważał i dlatego znalazłam się w pożarze.

Zabierając kilka strzał ćwiczebnych oraz takie przeznaczone do walki pasujące do łuku, wkrótce wyszłam z kuźni razem z tatą.

Może to dlatego, że dawno nie wychodziliśmy tylko we dwójkę tak jak teraz, ale tata był bardzo podekscytowany. Chyba uważał, że szkoda byłoby teraz iść prosto do domu.

Dlatego skierowaliśmy się do kawiarenki, zamówiliśmy sobie deser i herbatę tylko dla nas. Przysłuchiwałam się jakiś czas i moją uwagę przykuł pewien temat.

– Tato, słyszałeś o tym?

– Hmm? O czym?

Skoro Święta się pojawiła, może to dobra pora, by pokazać im koreańskie jedzenie.

Zapiski przepowiedni zawierały w sobie jedynie skrawki informacji o kulturze i kuchni kraju pochodzenia Świętej. Świątynia nie powinna w takim razie znać szczegółów.

Dlatego chciałam zapytać tatę, czy jest ktoś, kto mógłby dostarczyć mieloną paprykę, czosnek i ryż z krajów zamorskich.

Swoją drogą dzięki książkom, które czytałam wcześniej, sprawdziłam już, które kraje mogą hodować i rozprowadzać te składniki.

– Królestwo Yuria jest niedaleko nas, jest tam przyprawa nazywana Mieloną Czerwoną Papryką i jest bardzo ostra.

– Och, ach tak, jak moja droga córka dowiedziała się o czymś takim?

Tata tylko patrzył na mnie z podziwem.

Trochę mi żal, ale… Skorzystam z opiekuńczości taty, dziękuję bardzo. Jest bardziej, niż chętny do spełnienia każdego z moich życzeń.

Szczerze mówiąc, miałam nadzieję, że naszej gildii uda się zdobyć prawa do dystrybucji tych składników i sprowadzić je do Cesarstwa Stern.

– Przypadkiem przeczytałam o tym w książce i zaciekawiło mnie to. Jest pewne danie z ostrą czerwoną mieloną papryką, czosnkiem i kurczakiem. Jest to rodzaj żywności, którą można jeść na ryżu otrzymanym z kłosów ryżu.

Oczywiście mieszkańcy Królestwa Yuria nie używali tych składników w ten sposób.

Dodałam tylko kilka małych białych kłamstw i kontynuowałam.

– Po przeczytaniu o nim w tej książce, zaczęłam być ciekawa, jak by smakowało i po prostu nie mogę wyrzucić go z głowy. Tato, próbowałeś tego?

Kiedy skończyłam mówić, celowo zrobiłam bardzo wyczekującą minę - do tego stopnia, że bycie odbiorcą musi być uciążliwe.

Tata przez chwilę wpatrywał się w mój wyraz twarzy, po czym odwrócił wzrok, otwierając i zamykając usta.

Wydawał się zastanawiać, co powinien odpowiedzieć. Mogłem mieć tylko nadzieję, że tata zacznie się przechwalać i mówić wielkie rzeczy tak, jak wcześniej przed starym Benjaminem.

To jednak dla dobra naszej rodziny. Mam nadzieję, że wybaczy mi to kłamstwo.

– Hohoho! Oczywiście. Ten twój tata zrobił już wszystko! Ireno, zanim poznałem twoją mamę, często jeździłem do Królestwa Yuria, aby pokonać potwory, a w tym miejscu jest jedna słynna restauracja. Ich popisowe danie jest bardzo podobne do tego, które opisałaś przed chwilą. Hmm, w porządku. Czy powinienem kupić trochę tych składników, abyście mogły spróbować tego razem z mamą? A skoro już o tym wspomniałaś, to choć jest to tak blisko, nigdy nie handlowaliśmy z Królestwem Yuria.

Królestwo Yuria było miejscem o zupełnie innych zwyczajach, niż cesarstwo.

Nawet jeśli był to mały kraj, słyszałam, że miał długą, rozległą historię i silną tradycję jako swoje korzenie, więc samo królestwo nie miało tendencji do handlu z innymi krajami.

Jednak nasze lenno znajdowało się na samym skraju cesarstwa, więc nie interesuje nas to, co jest modne w stolicy.

– W takim razie, tato, proszę, zdobądź prawa do dystrybucji.

– Prawa do dystrybucji?

– Tak, ponieważ powiedziałeś, że jest bardzo smaczny, prawda? Wtedy myślę, że na pewno będzie naprawdę, naprawdę pysznie. A jeśli chcemy dalej jeść…

– Czy jednak nadal istniałaby potrzeba uzyskania przez nas praw do dystrybucji?

– Jest takie powiedzenie, tato. Jeśli chodzi o jedzenie, są ludzie, którzy nigdy go nie próbowali, ale nie ma nikogo, kto spróbowałby go tylko raz. To naturalne, że nie próbowałam go ani razu, ale myślę, że jest to rodzaj jedzenia, które naprawdę polubię.

– Hm, jeśli moja ukochana córka tak bardzo chce to zjeść, to…

– W takim razie upewnij się, że je otrzymasz. Czerwoną mieloną paprykę i ryż. A skoro mówimy o Królestwie Yuria, to z pewnością będą mieli też czosnek.

– W porządku, rozumiem.

– Ach, i jeśli jest coś takiego jak groszek - ale tak naprawdę nie jest to groszek - zwany jest białą fasolą, przynieś też trochę tego.

– Biała fasola?

– Tak, jest taaaka duża. Dobra jest zarówno biała, jak i czarna fasola.

Nie jestem pewna, czy w Królestwie Yuria uprawia się białą czy czarną fasolę, ale mimo to pokładam nadzieję w jednej z nich, ponieważ jest to miejsce, w którym je się ryż.

W przyszłości konieczne będzie zabezpieczenie, jak największej ilości składników dla Świętej zgodnie z jej kuchnią.

W końcu koreańskie jedzenie będzie sławne w całym cesarstwie tylko dlatego, że zostało stworzone przez Świętą.

Byłoby więc jak wisienka na torcie, gdyby nasza rodzina mogła uzyskać prawa do dystrybucji.

 

← Poprzedni

Następny →

 

niedziela, 15 czerwca 2025

The 5-time Rejected Gamma & the Lycan King - Rozdział 6

Rozdział 6

Tłumacz: Seft-chan

 

Luciane zawahała się i spojrzała na Lunę Lyssę, zanim zapytała.

– Czy mogę mieć jeszcze kilka minut z Luną Lyssą? Właśnie kończyłyśmy naszą dyskusję.

– Oczywiście. – uśmiechnął się, jeszcze raz będąc dumny z jej bezinteresownej natury.

– Przepraszam, Wasza Wysokość. – powiedziała Luna Lyssa.

Machnął swoją dłonią w powietrzu z uśmiechem.

– Nie trzeba. To przynosi mi wielką radość widzieć owocną wymianę. – jego łaskawość i zrozumienie wywołały uśmiech na twarzach Luny Lyssy i Lucianne. Zatracił się w uśmiechu swojej partnerki i przysunął się do niej bliżej, po czym objął ją w talii.

Lucianne sapnęła cicho i próbowała zignorować iskry i ciepłe uczucie z jego ramienia i dłoni. Oczyściła swoje gardło i przemówiła do Luny Lyssy o jej planie szkolenia.

– Luno Lysso, nie musisz się martwić o watahę Krwawego Zaćmienia. Mogę cię zapewnić, że nie są jak to, co mówi się o nich w plotkach. Są zaciekli, tak. Ale tylko dlatego, że muszą, gdy atakują łotry. Wszyscy jesteśmy tacy, gdy walczymy. Ich Alfa jest wyrozumiały i szczodry. Pomoże ci.

– Czy to możliwe, byś przedstawiła nas sobie przy herbacie później? Miałam nadzieję, że skoro cię zna, będzie bardziej chętny, by zaoferować jego wojowników, by szkolić nasze stado. – zasugerowała Luna Lyssa.

– To nie będzie żaden problem, Luno Lysso. Powinnam przedstawić cię również Lunie Lovelace z watahy Północy. Ich wojownicy są także bardzo dobrze wyszkoleni, a ich stado nie jest bardzo daleko od twojego, więc może chciałabyś rozważyć współpracę z nimi w przyszłości. – Lucianne odpowiedziała z uśmiechem.

– To byłoby cudowne! Dziękuję, Lucianne. Wspaniale jest w końcu cię poznać po tym, jak tyle o tobie słyszałam. Nie będę cię teraz zatrzymywać.

– Wzajemnie, Luno Lysso.

Luna Lyssa jeszcze raz ukłoniła się Xandarowi, po czym odeszła. Gdy była już wystarczająco daleko, Xandar szepnął Lucianne do ucha.

– To bardzo trudne nie zakochać się w tobie po tym, jak zobaczyłem, że to robisz.

– Ja tylko pomagałam. – wymamrotała i wzruszyła ramionami.

– Pomocna i skromna. – powiedział i uśmiechnął się, podając jej dłoń. – Chodź, zjedzmy coś.

Przytaknęła i trzymając się za dłonie, udali się do stołu bufetowego. Wilki i Lykanie odsunęli się na bok, gdy zobaczyli zbliżającego się Króla, ale Jego Królewska Wysokość nalegał, aby jego poddani najpierw wzięli jedzenie, podczas gdy on z radością czekał w kolejce. Lucianne westchnęła z ulgą, kiedy tak zrobił. Wiedział o tym. Nie chciał, by czuła się niekomfortowo przez bycie z rodziny królewskiej.

Miejsca siedzące były wolne, ale istniała niewypowiedziana zasada, że wilki nie mogły usiąść przy stoliku, jeśli siedział tam już Lykan. Tak więc, oba gatunki siedziały tylko wśród swoich. Kiedy Lucy położyła swój talerz na pustym stole, Xandar wysunął dla niej krzesło.

– Jeśli chcesz, przywódcy twojego stada mogą usiąść z nami.

– Naprawdę? – jej oczy rozbłysły, wysyłając iskry przez jego byt.

– Oczywiście. – jego usta zawinęły się w uśmiech, gdy zaśmiał się lekko.

Jej oczy zaszkliły się, gdy połączyła się w myślach z Alfą Juanem i Luną Hale. W ciągu kilku chwil dotarli do stołu i ukłonili się królowi, zanim zajęli swoje miejsca. Rozmowa z królem zaczęła się ostrożnie i uprzejmie, ale kiedy Xandar zainteresował się wysiłkami Alfy Juana, by rzucić wyzwanie bezwzględnym Alfom, by zabrać ich stada i zapewnić lepszą opiekę członkom stada, atmosfera przy stole znacznie się poprawiła.

Mimo że wyglądał na zimnego, Król poczuł się wzruszony, gdy Luna Hale opowiedziała o tym, jak stado, pod jej nadzorem, opiekowało się nowymi szczeniętami z przejętych stad, zwłaszcza jeśli straciły rodziców. Osobiście adoptowała pięć z nich i powiedziała, że nadal przyjmowałaby więcej, gdyby nie stanowczy sprzeciw Alfy Juana.

– Nie mogę jej na to pozwolić, Wasza Wysokość. Naprawdę nie mogę. Mamy już trzy własne i uwielbiam pięć, które przyjęliśmy, ale jeśli będzie ich więcej, być może będziemy musieli zmienić dom stada w hotel. – powiedział Alfa Juan, otrzymując żartobliwe klepnięcie w ramię od jego partnerki.

Lucianne zachichotała, przyciągając uwagę Xandara. Uważał, że jej głos był najpiękniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek słyszał, ale jej śmiech brzmiał jeszcze lepiej! Chciał usłyszeć tego więcej.

Xandar spojrzał na Alfę Juana z uśmiechem.

– Jeśli Luna Hale zdecyduje się przyjąć więcej szczeniąt w przyszłości, Alfo Juanie, daj mi znać.

Zarówno Luna Hale, jak i Lucianne roześmiały się na widok przerażonego spojrzenia Alfy Juana. W niczym nie przypominał surowego, przerażającego Alfy, jakim opisywało go wiele stad. Alfa Juan oczyścił gardło, zanim zasugerował.

– Wasza Wysokość, być może powinniśmy zawrzeć układ. Za każdego szczeniaka, którego przyjmujemy, ty też powinieneś.

To była kolej króla, by wyglądać na przerażonego i spojrzał na Lunę Hale.

– Proszę, wybacz mi, Luno Hale. Obawiam się, że muszę stanąć po stronie Alfy. Powinnaś zatrzymać się na liczbie szczeniąt, które już masz. – powiedział żartobliwie.

Alfa Juan uśmiechnął się zwycięsko w kierunku swojej partnerki, a Luna Hale powiedziała z udawaną złością.

– Ty zdrajco bez kręgosłupa, Wasza Wysokość!

Lucianne i Xandar już mieli się roześmiać, gdy zza ich pleców dobiegł niski warkot.

– Jak śmiesz mówić tak do naszego Króla, wilku!

Alfa Juan i Luna Hale wyraźnie wzdrygnęli się na ich siedzeniach. Lucianne zamarła. Ale Xandar był wściekły. Kto ośmielił się tak do nich mówić?! Obrócił głowę. Jego mordercze oczy zobaczyły, że był to Cummings, jego Minister Obrony. Jego córka, Sasha, była tuż za nim z mężczyzną stojącym tuż przy niej.

– Czy jest jakiś problem, Cummings? – warknął Xandar.

– Wasza Wysokość. – Cummings się pokłonił. – Mam wysłać ochronę, żeby zajęła się tą wilczycą? – jakby celowo, powiedział to tak głośno, że połowa sali odwróciła się w ich kierunku. Alfa Juan wstał, swoim ciałem osłaniając partnerkę, a jego ciemne oczy wpatrywały się w Cummingsa.

Xandar warknął wściekle, zobowiązując Cummingsa i dwójkę stojących za nim do ukłonu.

– Te osoby są moimi gośćmi. Rozprawię się z tobą, zanim będziesz miał szansę rozprawić się z kimkolwiek bez podstaw. – powiedział wyraźnym tonem.

– Ale Wasza Wysokość, oskarżyła cię o bycie zdrajcą! – kłócił się, a Sasha sapnęła z tyłu w udawanym zaskoczeniu.

– Czy brałeś udział w naszej rozmowie? CZY SŁYSZAŁEŚ, O CZYM ROZMAWIALIŚMY? – wszyscy zgrzytali zębami, słysząc wybuch gniewu Króla.

– N-nie, Wasza Wysokość.

– Skąd więc wiedziałbyś, w jakim kontekście rozmawiamy? – Cummings wyraźnie się zatrząsł, gdy Xandar ogłosił. – Dla wyjaśnienia, nasza rozmowa dotyczyła humoru. To, co właśnie usłyszał Minister Obrony, było po prostu żartem. Jeśli nie udało mu się tego rozszyfrować, muszę powiedzieć, że martwię się, czy pozwolę mu nadal chronić mój lud.

Pomruki wypełniły salę, gdy wszyscy zaczęli rzucać ministrowi pełne dezaprobaty spojrzenia. Cummings ukłonił się niżej i przemówił.

– Tysiąc przeprosin, Wasza Wysokość. To nie zdarzy się ponownie. Źle zrozumiałem. Przepraszam za moją pomyłkę.

Xandar zerknął na Lucianne, której niezadowolone oczy były utkwione w Cummingsie, po czym spojrzał z powrotem na swojego ministra.

– Nie przepraszaj mnie. Przeproś Lunę Hale, wilka, którego niesłusznie oskarżyłeś. – powiedział głośno.

Słychać było westchnienia, nawet Sashy, które tym razem było prawdziwe, ale ich król był niewzruszony. Jako że Lykanie byli gatunkiem bardziej nadrzędnym, zupełnie niespotykane było, by Lykanin szanował wilka, nie mówiąc już o przepraszaniu go. Cummings tylko nieznacznie uniósł głowę. Już miał coś powiedzieć, ale gdy zobaczył mordercze oczy Króla, stanął twarzą w twarz z Luną Hale i zacisnął zęby.

– Proszę, wybacz mi, Luno Gale.

– To „Hale”, ministrze. – rozdrażniony głos Lucienne odbił się echem w przestrzeni między nimi, gdy pozostała na swoim miejscu.

– Przepraszam? – zapytał Cummings, zaskoczony uwagą małego wilczka, którego nie przypominał sobie, by kiedykolwiek spotkał. Przybył późno poprzedniej nocy, więc nie wiedział, kim ona jest.

– To Hale, przez „H”. – Alfa Juan powiedział mrocznie.

Cummings zaczynał się denerwować, aż do jego uszu dobiegł zimny głos Xandara.

– Jak możesz nazywać siebie Lykanem, jeśli nie potrafisz nawet usłyszeć poprawnie imienia, Cummings?

Cummings porzucił swój plan riposty wobec wilków i ukłonił się w ich kierunku, mówiąc.

– Moje przeprosiny, Luno Hale. Źle zrozumiałem i źle się wyraziłem. Mam nadzieję, że mi to wybaczysz.

Luna Hale spojrzała na Cummingsa z pogardą, zanim spojrzała na Xandara i wstała z opanowaniem i gracją, mówiąc głosem Luny.

– Dziękuję za wyjaśnienie sytuacji, Wasza Wysokość. W przeciwnym razie mogłoby dojść do poważnego nieporozumienia między naszymi gatunkami, którego naprawienie mogłoby zająć zbyt wiele czasu.

– Zapewniam cię, że nie stanie się to na mojej warcie, Luno Hale. – uśmiechnął się i mówiąc to, rozejrzał się po sali. – Was wszystkich również.

Cummings i dwójka stojąca za nim odwrócili się i odeszli w kierunku stołu bufetowego. Alfa Juan, który wciąż stał, wyciągnął rękę i podziękował Xandarowi za rozwiązanie konfrontacji. Xandar uścisnął mu dłoń.

– Nie musisz mi dziękować. W tej chwili wstydzę się nawet przyznać, że jest jednym z moich ministrów.

Kiedy oboje wrócili na swoje miejsca, Lucianne odwróciła się do niego z jasnymi oczami i szepnęła.

– Dziękuję, Xandarze. Naprawdę.

Błysk w jej oczach i uroczy uśmiech rozpaliły ogień w sercu Xandara. Nachylił się, by szepnąć jej do ucha.

– Nie dziękuj mi, Lucianne. To była właściwa rzecz do zrobienia. – skorzystał z ich bliskości i złożył pocałunek na jej policzku, wywołując na nim widoczny rumieniec. Zaśmiał się z tego, jak jej ciało zareagowało na jego gest.

 

← Poprzedni

Następny →

Refusing Your Ex-Husband's Obsession: A Guide - Rozdział 9

Rozdział 9 - Chcę decydować za siebie

Tłumacz: Seft-chan

 

Po krótkiej wycieczce do stolicy powróciłam do codziennego życia. Zazwyczaj budziłam się o cudownej porze, tuż przed świtem, przeciągając się jak kot.

Odrodziłam się jako zupełnie nowa osoba, ale moje nawyki pozostały głęboko zakorzenione w moich wspomnieniach i zdawało się, że nie znikną tak łatwo.

Od kiedy posiadam to ciało, systematycznie trenuję. Wciąż miałam w pamięci wspomnienia z czasów, gdy służyłam w siłach specjalnych – tak wyraźne, jakby te wspomnienia zapisały się w moim umyśle – więc treningi nie sprawiały mi trudności.

Po prostu powtórzyłam to, co zawsze robiłam wcześniej.

Asystent instruktora, który wówczas odpowiadał za nasze szkolenie, wielokrotnie zmuszał nas do przekroczenia granic.

Powiedziano nam, że w przypadku śmierci któregoś z naszych towarzyszy, mamy wykorzystać jego ciało jako tarczę lub odwrócenie uwagi, aby móc uciec. I tak dalej, i tak dalej.

Nauczono mnie, jak przetrwać, a mimo to było to pod presją śmierci.

Ten rodzaj treningu powtarzał się każdego dnia, popychając mnie na skraj zaświatów.

Zanim się odrodziłam, siły specjalne wysyłały mnie w miejsca, do których Esperzy się nie zapuszczali. I oczywiście Esperzy nie odwiedzali najbardziej zacofanych miejsc.

Nawet jeśli te miejsca były w takim stanie, wciąż mieszkali tam ludzie.

Rząd stworzył performatywną jednostkę specjalną do pokazów, która miała zostać rozmieszczona w tym miejscu i właśnie tam zostałam przydzielona. Moja jednostka była zwykle wysyłana w takie miejsca, by ratować ocalałych.

Można powiedzieć, że była to jednostka, w której można było spotkać tylko ludzi o silnej woli.

Jednak bez względu na to, ile osób o silnej woli zebrało się w tej jednej jednostce, ludzie ci mieli zwykłe ciała. Jeśli nie jesteś Esperem, radzenie sobie z potworami nigdy nie będzie łatwe.

Za każdym razem, gdy byliśmy wysyłani, tylko mniej, niż połowa moich kolegów wracała.

Przeżyłam w tej jednostce dekadę, ale nawet gdy żyłam, czułam, że śmierć zbliża się coraz bardziej, gdy byłam coraz starsza. Cierpiałam na ekstremalny niepokój.

Więc starałam się desperacko przeżyć, poprzez ćwiczenie mojego ciała. Tylko w ten sposób mogłam przetrwać.

Być może Bóg w niebie współczuł mi. Miałam to szczęście, że zmanifestowałam się jako Przewodnik, nawet jeśli było to w późnym wieku i zostałam przydzielona do jednostki Przewodników uważanej za najlepszą w całej Korei.

Tego samego dnia, w którym zostałam przetestowana pod kątem mojej oceny literowej, wzięłam udział w teście dopasowania z moim mężem, a następnie otrzymałam wskaźnik dopasowania, który mieliśmy razem.

Nie miałam zbyt dużej wiedzy na ten temat, ale oczywistym było, że uzyskanie 99% współczynnika dopasowania nie powinno być łatwe.

Wszystko działo się błyskawicznie, jakby to los pociągał za sznurki.

W tym czasie Seo-yoon spojrzała na mnie oczami, w których kryła się frustracja i zazdrość.

Być może dlatego, że widziałam Ciela i Seo-yoon razem, ale moje myśli były pomieszane, gdy trenowałam swoje ciało.

Zawisłam na poręczy baldachimu mojego łóżka i ćwiczyłam, aby trenować ręce i nogi.

Następnie, gdy wylądowałam na podłodze, wykonałam kilka powtórzeń form walki wręcz, których nauczyłam się w siłach specjalnych.

Wkrótce moje myśli powoli się rozproszyły.

Trening był jedną z najlepszych metod na pozbycie się zmartwień i rozproszenia uwagi. W mgnieniu oka wspomnienia z przeszłości zostały wymazane bez śladu.

W kółko powtarzałam trening, który głęboko zakorzenił się w moim umyśle, i trwało to tak długo, aż promienie słońca w końcu przebiły się przez horyzont.

W przyszłości może nadejść moment, w którym będę musiała chronić swoją rodzinę, a nie tylko mnie.

Ta myśl była moją główną motywacją.

Po tym wykąpałam się sama i wróciłam do łóżka.

W tym czasie słońce już całkowicie wzeszło na niebie, sprawiając, że otoczenie stało się jasne. Ucięłam sobie krótką drzemkę, zanim Maria przyszła do mojego pokoju.

– Dzień dobry, Milady.

Po tym, jak Maria się ze mną przywitała, wstałam z łóżka, umyłam się, przebrałam i poszłam do jadalni, tak jak zwykle to robiłam.

Jak zawsze zjadłam obfite śniadanie z rodziną w wesołej atmosferze.

– Moja córko, pójdziemy razem kupić ci prezent z okazji osiągnięcia pełnoletności?

– Tak, bardzo chętnie.

– Czy teraz, gdy stałaś się dorosła, dołączysz do garnizonu?

– Tak, wkrótce do nich dołączę, ojcze.

Słysząc moją odpowiedź, wyraz twarzy taty stał się zniekształcony. Nie, raczej jego twarz całkowicie się pomarszczyła.

– Ojcze?! Wciąż nie jestem gotowy na to, żebyś mnie tak nazywała!

– ...W takim razie nadal będę nazywać cię tatą.

– ...Możesz po prostu rozmawiać ze mną tak wygodnie, jak wcześniej.

– Nie powinnam.

Trzymając ręce na talii, potrząsnęłam stanowczo głową.

Widząc moją nieugiętą postawę, tata opuścił ramiona i spojrzał na mnie z przygnębionym wyrazem twarzy.

Nawet gdy skurczył się w sobie z opadającymi ramionami, tata był mężczyzną przypominającym niedźwiedzia o ogromnej posturze.

W ogóle nie powinien wyglądać uroczo, ale może to przez to, że jesteśmy spokrewnieni, dlatego uważam, że jest uroczy?

Ukradkiem objęłam rękę taty. Następnie kąciki jego oczu, które wcześniej opadły, powoli zakrzywiły się z zachwytu.

Ponieważ tata poczuł się lepiej, poszłam z nim do miasta i odwiedziłam kuźnię.

Staruszek Benjamin przywitał nas w swoim sklepie. Już od dłuższego czasu produkuje broń na terenie Closch.

– Przyszedłeś, Milordzie? Och, Młoda Panienko, dawno się nie widzieliśmy.

Benjamin był u schyłku swoich lat, ale nie ustąpił jeszcze ze stanowiska.

– Tak, jesteśmy tu po łuk.

Poza domem tata miał zupełnie inną atmosferę. Kiedy jesteśmy tylko my, zachowuje się uroczo wobec mamy z tym swoim niedźwiedzim ciałem i nigdy nie waha się wypowiedzieć słów pełnych uczucia lub zachowywać się w sposób pełen miłości wobec mnie, swojej córki.

Jednak gdy tylko wychodzi na zewnątrz domu, jest przede wszystkim panem tej posiadłości i kapitanem garnizonu.

– Łuk, sir? Czy to dla żołnierzy?

– Nie, jest dla mojej córki.

– Młodej Panienki?

W tym miejscu kobiety nieczęsto chwytały za broń. Kobiety, wraz z dziećmi, miały być chronione przez mężczyzn, gdyby kiedykolwiek doszło do ataku potwora.

Przynajmniej jeśli żona przeżyje, będzie mogła opiekować się dziećmi, jeśli jej mąż umrze.

Z pewnością było lepiej w porównaniu do mężczyzn z mojego poprzedniego świata, którzy porzucali swoje żony i dzieci. Mimo wszystko taki sposób myślenia był dość niewygodny.

Natychmiast rzucił mi podejrzliwe spojrzenie.

W wątpliwym spojrzeniu Benjamina widać było, że zastanawia się, czy taka dama, jak ja będzie w stanie podnieść łuk. To nieuniknione, biorąc pod uwagę uprzedzenia, jakie ludzie mieli na tym świecie.

– Poleć najlżejszy łuk, jaki posiadasz.

– ...Tak, jeśli Milord tak każe.

– Nie, daj mi największy i najcięższy łuk.

– Przepraszam?

W tym samym czasie, gdy tata uniósł brwi, głos Benjamina podniósł się ze zdziwienia. Jaki byłby pożytek z lekkiego łuku podczas polowania na potwory?

Oczywiście potrzebuję dużego i ciężkiego, aby móc strzelać długimi i grubymi strzałami.

W ten sposób strzały mogą podróżować na duże odległości, jednocześnie będąc w stanie przebić grubą skórę potworów.

Jednym z powodów, dla których siły specjalne używały łuków było to, że mogliśmy później ponownie zbierać strzały.

Ponieważ jednostka była z natury tylko na pokaz, dostawy broni, które zapewniał rząd, były ograniczone i zawsze ich brakowało.

W wielu przypadkach nie mogłam strzelać z broni, ponieważ nie była załadowana nabojami. Dlatego moją główną bronią był łuk.

Wtedy miałam swój wierny łuk bloczkowy, ale w tym miejscu były chyba tylko długie łuki.

Uśmiechając się delikatnie do dwóch mężczyzn, którzy wciąż patrzyli na mnie ze zdziwieniem, odezwałam się jeszcze raz.

– Chcę wybrać samodzielnie.

Teraz gdy jesteśmy w kuźni i mogę sama wybrać jedną z broni, nagle nabrałam ochoty na poważne zakupy.

Nigdy nie czułam się tak samo, gdy mama zabierała mnie na zakupy do butików i jubilerów. W tej chwili serce waliło mi, jak oszalałe.

Nigdy nie miałam okazji osobiście zobaczyć broni taty i brata, a tylko o nich słyszałam.

Odkąd przeżyłam pożar, gdy byłam młodsza, mama nie chciała nawet, abym zbliżała się do jakiejkolwiek broni.

Podporządkowałam się jej życzeniom i pozostałam posłuszna, ponieważ mama wyglądała, jakby miała umrzeć, gdybym choć na krok opuściła nasz dom.

Z zaczerwienionymi uszami i policzkami, tata zakaszlał, gdy zobaczył moje szeroko otwarte oczy uporczywie wpatrzone w niego.

Nigdy wcześniej nie błagałam go, by coś mi kupił. Ale ponieważ tacie podobało się wcześniej, gdy objęłam jego ramię moimi, zrobiłam to ponownie i spojrzałam na niego błagalnie.

Gdyby mama była tu z nami, nie jestem pewna, czy to by się udało, ale wiedziałam, że tata miał skłonność do dawania mi wszystkiego, czego zapragnęłam.

Dlatego tata też był często besztany przez mamę, choć starałam się udawać, że o tym nie wiem.

– Tato, skoro już tu jestem, chcę zobaczyć broń, której używają żołnierze.

– Cóż…

Nic dziwnego, że czuł się zaniepokojony. W końcu w oczach taty wciąż jestem dzieckiem.

– Byłam również podekscytowana możliwością osobistego obejrzenia broni taty i brata… Czy jest tu jakaś podobna broń?

Zamiast taty, Benjamin był tym, który odpowiedział na moje pytanie.

– Haha, oczywiście, Młoda Panienko. Dwie osoby, które żołnierze szanują najbardziej, to Milord i Młody Lord, więc jak może ich nie być? Wszyscy są bardzo zainteresowani bronią używaną przez Milorda i Młodego Lorda. Ale oczywiście nie każdy może je dzierżyć.

Co to była za broń, której nie mógł użyć byle kto?

Gdy spojrzałam na Benjamina z ciekawością w oczach, odwrócił się do taty i cicho poprosił o pozwolenie.

W końcu tata ustąpił, ponieważ zarówno Benjamin, jak i ja prosiliśmy go o to. Subtelnie dając pozwolenie, wystąpił naprzód i ruszył z nami w inne miejsce.

– Ahem, hum. Cóż, każdy z oddziałów może go po prostu użyć. Benjamin, mówisz zbyt pochlebnie.

– Czy jest wielu ludzi, którzy byliby w stanie unieść tak wielki miecz, sir? Milord jest zbyt skromny.

– Większość żołnierzy i tak dzierży duże miecze. W przeciwnym razie trudno byłoby przebić się przez potwory.

– Naprawdę, Milord jest zbyt skromny. Młoda Panienko, oto magazyn naszej kuźni. Nie spiesz się z rozglądaniem.

Dotarliśmy do miejsca, w którym wystawiono różne rodzaje broni. Benjamin nazwał to magazynem, ale wyglądało to na miejsce, w którym od razu wystawiano broń.

Przede mną na stojaku spoczywał wielki miecz. Jednak ostrze nie było takie jak zwykle - zamiast tego było postrzępione, jak zęby rekina.

Widząc, że nie mogę oderwać od niego wzroku, Benjamin wyjaśnił, stojąc obok mnie.

– Nasza kuźnia wytwarza niemal wyłącznie broń do polowań na potwory. Dlatego wpadłem na pomysł stworzenia tego miecza z ostrzem przypominającym piłę do przecinania grubej skóry potworów.

– To niesamowite.

Naprawdę byłam pod wrażeniem. Nie jest to broń powszechnie używana w Korei. Tak jak powiedział Benjamin, skóra potwora była trudna do przebicia lub przecięcia zwykłą bronią.

Częściej można tam zobaczyć pistolety lub bomby, ale gdy brakuje tych broni, nie ma innego wyjścia, jak tylko wyciągnąć miecz lub łuk i kontynuować walkę.

Oczywiście przed reinkarnacją używałam głównie wojskowych lub sztyletów marynarki wojennej.

Uważnie przyjrzałam się wystawionej tu broni, moje oczy błyszczały z zainteresowania.

Gdy tylko znalazłam łuk, wydałam z siebie okrzyk zachwytu.

Myślałam, że będą tu dostępne tylko długie łuki, wykonane z jednego materiału. Ale właśnie tutaj. Istnieje łuk bloczkowy wykonany ze złożonych materiałów.

Niczym opętana sięgnęłam jedną ręką w stronę czarnego łuku i chwyciłam go.

– Boże, Młoda Panienko! To ciężk—

 

← Poprzedni

Następny →


środa, 11 czerwca 2025

Genius Doctor: Black Belly Miss - Rozdział 68

Rozdział 68 - Książę Koronny (4)

Tłumacz: Seft-chan


 
Mo Qian Yuan spojrzał na Jun Wu Xie, a jego zszokowany wyraz twarzy stopniowo zmienił się w uśmiech. Zaczął się szaleńczo śmiać.

– Hahahah! Jeśli chcesz, dlaczego nie? Skoro oni chcą mnie zabić, dlaczego ja nie mogę zrobić im tego samego? Powiedz mi, czy naprawdę możesz uratować mi życie? – wpatrywał się w nią uważnie.

Teraz patrzył na nią w innym świetle. Nie była już tą skandaliczną, zbyteczną młodą dziewczyną, o której myślał.

– Oczywiście. – Jun Wu Xie odpowiedziała prosto, a jej oczy wyrażały determinację.

– Ale to nie wystarczy. – zmarszczył brwi. – Nie ma frakcji, która będzie mnie wspierać w walce o tron. Nawet jeśli w pełni wyzdrowieję, nie mam możliwości odebrania mu tronu. Jeśli naprawdę zamierza mnie zabić, ma swoje sposoby.

– Będzie. – odpowiedziała uprzejmie. – Pałac Lin cię wesprze. Jadeitowa Armia Lin wesprze cię w tej walce o tron. Ale musisz pamiętać jasno o jednym fakcie; mogę uratować ci życie, podobnie jak mogę ci je odebrać. Nasz Pałac Lin może pomóc ci zdobyć tron, ale mamy też moc, by cię z niego ściągnąć.

Kiedy zmieniała się korona, potrzebowała kogoś z królewskim rodem, kto byłby następny w kolejce. Pałac Lin po prostu musiał być w cieniu.

– Jadeitowa Armia Lin… Ale… – posłał jej skonfliktowane spojrzenie.

Sytuacja Jun Qinga była bardziej niepewna, niż jego własna. Kto ich poprowadzi, gdy on odejdzie? Czy byli w stanie utrzymać tę samą potęgę?

– Nie musisz się martwić tymi rzeczami. Skup się na własnych problemach. Jeśli chcesz żyć i dokonać zemsty, musisz zaakceptować ten warunek. Jeśli chcesz umrzeć, nie będę cię zmuszać. Ta pigułka, którą właśnie zjadłeś może tylko tymczasowo złagodzić twój dyskomfort. W twoim krwioobiegu nagromadziło się zbyt dużo toksyn, więc potrzebujemy więcej czasu, aby całkowicie je usunąć. – wyjaśniła.

Mo Qing Yuan wziął głęboki oddech. Wiedział, że nie ma wyboru, ponieważ został już przyparty do muru przez własną rodzinę. Wciąż musiał pomścić tę krwawą waśń! Kogo obchodzi, jaki warunek mu narzuciła. Nawet gdyby musiał przejść przez ogień i piekło, zrobiłby to!

– Zgadzam się. – natychmiast podjął tę zmieniającą życie decyzję.

– Bardzo dobrze. Następnym razem będziesz musiał znaleźć jakiś powód, by się ze mną spotkać. Wtedy powoli pozbędę się całej trucizny. – spojrzała mu w oczy, po czym odwróciła się i cicho powiedziała. – Mo Qian Yuan, nie pożałujesz tego wyboru, którego dziś dokonałeś.

Niosła małego czarnego kotka na rękach, wracając do sali bankietowej.

Patrząc na jej znikające plecy, zacisnął mocno pięść, próbując stłumić wszystkie emocje, które teraz odczuwał. Przez lata czuł, że jego dusza i umysł powoli rozpadały się na wiele kawałków i rozważał nawet poddanie się. Nigdy nie myślał, że ten dzień nadejdzie. Czuł, że dzisiaj w końcu odnalazł z powrotem małą cząstkę siebie i był zdeterminowany, by odzyskać wszystko, co stracił.

Jun Wu Xie, bez względu na to, czego chcesz tak długo, jak pomagasz mi osiągnąć to, co chcę zrobić, moje życie należy do ciebie!

W ramieniu Jun Wu Xie Czarnuś machał podekscytowany ogonem.

– Miau.

[Minęło tak dużo czasu, odkąd się przemieniłem… Nadal nie jestem do tego przyzwyczajony. Powiedz, Mistrzu, skąd wiedziałaś, że Cesarz stał za śmiercią Królowej? Skąd też wiedziałaś, że to Cesarz zniszczył jej rodzinę?]

Czarnuś był pewny, że nie usłyszała takich wiadomości od Jun Xiana i Jun Qinga, więc jak zdobyła tak uprzywilejowane informacje?

– Nie wiedziałam.

[Co?]

– Powiedziałam to od niechcenia. – odpowiedziała spokojnie.

Wślizgnęła się z powrotem na bankiet, siedząc tam cicho.

Cesarz siedział na swoim tronie, bawiąc się, rozmawiając i śmiejąc się głośno wśród różnych ministrów. Bankiet nabierał tempa, a muzyka i taniec trwały przez całą noc.

Jako główna gwiazda imprezy Mo Qian Yuan faktycznie wyszedł w środku, dając Mo Xuan Fei szansę na odegranie swojej idealnej roli kandydata na króla. On i Bai Yun Xian zabawiali różnych ministrów i byli w każdym calu złotą parą, o której wszyscy mówili. Całkowicie zignorowali Jun Wu Xie. Z drugiej strony tym, który ukradkiem zerkał, żeby sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku był Jun Qing, który martwił się, że ma złamane serce.

Jednak fakty dowiodły, że teoria Jun Qinga była całkowicie błędna.

Przez resztę bankietu Jun Wu Xie nawet nie raczyła spojrzeć na parę.

 

← Poprzedni

Następny →

 

piątek, 25 kwietnia 2025

Genius Doctor: Black Belly Miss - Rozdział 67

Rozdział 67 - Książę Koronny (3)

Tłumacz: Seft-chan

 

W jednej chwili mały czarny kot zamienił się w ogromną czarną panterę?

Ogromne ciało pantery przygwoździło Mo Qian Yuana, gdy Jun Wu Xie podeszła do niego.

– Nie jestem przyzwyczajona do gadania bzdur, więc jeśli nie jesteś głupi, szybko zrozumiesz, o co chodzi. – Jun Wu Xie pochyliła się, gdy jedna z jej smukłych, białych dłoni mocno zacisnęła się na jego podbródku.

Chociaż jej palce wyglądały tak delikatnie, kto wiedział, że zebrały w sobie tyle siły! W bardzo wyćwiczony i szybki sposób otworzyła jego usta i wepchnęła do środka pigułkę, po czym zamknęła mu usta i uderzyła go w klatkę piersiową. Stało się to w kilka sekund, było po prostu szybkie i dokładne.

Zanim zdążył zareagować, połknął cokolwiek, co mu wrzuciła.

– C… Co ty kombinujesz…? – patrzył na nią przekrwionymi oczami, czując, jak szybko bije mu serce.

Nie wiedział, co planuje i to sprawiło, że trochę się jej bał.

– Czarnusiu, miej na niego oko. – nie zawracała sobie głowy odpowiadaniem, gdy podeszła do kamiennych krzeseł w pawilonie i od niechcenia usiadła na jednym z nich.

Mo Qing Yuan wciąż próbował się uwolnić, walcząc. Ogromna pantera otworzyła szeroko paszczę, wydając ostrzegawcze warknięcie i opuściła głowę, umieszczając szyję Mo Qing Yuana między swoimi ostrymi zębami.

– Jeśli powie choć jedno słowo, możesz go ugryźć. – powiedziała bez emocji, wydając panterze rozkaz.

Czarna pantera stała nieruchomo, wpatrując się w mężczyznę pod nią.

Umysł Mo Qing Yuan był zrozpaczony, kiedy myślał. To były najgorsze urodziny w życiu. Dzisiaj musiała być jedna z najbardziej przygnębiających nocy, jakie kiedykolwiek miał. Pomyśleć, że naprawdę pozwolił małej dziewczynce pokonać go szybko!

Pod groźbą pantery powoli zamykał oczy, gdy niechętnie zaczął akceptować własny los.

Jasne, on naprawdę jest do niczego. Tak łatwo się poddał. Nie odważył się poruszyć nawet jednym mięśniem.

Czas płynął powoli. Mo Qian Yuan poczuł, że dyskomfort, który odczuwał, wszystkie kłujące odczucia, całe to obrzydliwe uczucie pełzających po nim mrówek przez te wszystkie lata zdawało się ustępować.

Szeroko otworzył oczy, patrząc na Jun Wu Xie ze zszokowaną miną.

– Ty…

– ROAR! – pantera wydała kolejne ostrzeżenie, zacieśniając uścisk na jego szyi.

Jun Wu Xie spojrzała na Mo Qian Yuana i powiedziała.

– Czarnuś, możesz go puścić.

Gdy tylko wypowiedziała te słowa, Mo Qian Yuan poczuł, że nacisk na niego nagle zelżał, gdy ogromna postać rzuciła się w stronę Jun Wu Xie. Po chwili słodki, mały, czarny kot ponownie pojawił się w jej ramionach.

– Miau.

[Ugh, całe jego ciało cuchnie! Śmierdzi alkoholem! Smród mnie zabija!]

Jun Wu Xie delikatnie pogłaskała jego futro z miłością.

– To… Nie… Ty… Czym mnie nakarmiłaś? Dlaczego jestem…?

Mo Qing Yuan od dawna nie czuł takiej jasności umysłu. Z tak nagłą trzeźwością umysły nie wiedział, o co pytać.

– Coś, co może ocalić twoje życie. – Jun Wu Xie uważała, że to podejście jest znacznie prostsze, ponieważ wyniki można szybko zobaczyć.

Mo Qian Yuan spojrzał na nią głęboko, lekko uniósł palce, gdy zapytał niskim głosem.

– Dlaczego chcesz mi pomóc?

– Chcę, żebyś walczył przeciwko swojemu ojcu i Mo Xuan Feiowi. Chcę, żebyś wstąpił na tron, abyś mógł zapewnić bezpieczeństwo mojej rodzinie Jun. – Jun Wu Xie odpowiedziała bardzo rzeczowo.

Pozycja Cesarza powinna była zostać zmieniona dawno temu, ponieważ obecny Cesarz umrze, podobnie jak Mo Xuan Fei. Ponieważ kraj potrzebuje władcy, wybierze takiego, który będzie chronił jej rodzinę.

– Chcesz, żebym uzurpował sobie tron?! – Mo Qing Yuan był całkowicie zszokowany.

Nigdy nie spodziewał się, że tak skandaliczna sprawa zostanie omówiona tak lekko, a ponadto to Jun Wu Xie ją zainicjuje. Takie zdradzieckie słowa wychodzące z jej ust wprawiły go w osłupienie.

– Nie chcesz? – Jun Wu Xie uniosła brwi.
 

poniedziałek, 7 kwietnia 2025

The 5-time Rejected Gamma & the Lycan King - Rozdział 5

Rozdział 5

Tłumacz: Seft-chan


Lucianne wstała o 4 rano, umyła zęby, ubrała się, wzięła torbę z butelką wody, po czym poszła na parter i opuściła budynek tylnymi drzwiami. Pobiegła do pobliskiego lasu za hotelem i rozebrała się za drzewem. Włożywszy ubrania do torby, zmieniła się.

Jej biały wilk o szafirowych oczach wyróżniał się niezwykłą cechą – ogonem w paski w kolorze białym i szarym. Nigdy nie dowiedziała się dlaczego. Przeszukała każdą książkę, jaką mogła znaleźć na temat dziwactw wilkołaków, ale nie było nic o pręgowanych ogonach. Ci, którzy widzieli ją wcześniej, zawsze podkreślali tę jej szczególną cechę. Niektórzy mówili, że miała jakiś nieznany dar; inni zaś, że była przeklęta. Nigdy nie przeszkadzało jej to pod względem funkcjonalnym, więc po prostu zignorowała te komentarze.

Gdy jej łapy dotknęły trawiastego gruntu, chwyciła torbę w pysk i pobiegła do lasu. Chłodny wiatr był orzeźwiający. Delikatny szelest wiatru był dźwiękiem, który uwielbiała, a niekończące się rzędy drzew przyciągały ją coraz głębiej w las. Zatrzymała się, dopiero gdy usłyszała szum wody z płynącej rzeki.

Tam usiadła na brzegu rzeki i spojrzała na swoje odbicie. Lucianne wtedy spojrzała na niebo i wzięła głęboki, satysfakcjonujący oddech wolności. Robiła to każdego dnia w swoim stadzie. Cisza pozwoliła jej oczyścić głowę. Ta cisza dała jej odrobinę spokoju.

Pierwszy promień światła był dla niej sygnałem do powrotu. Pobiegła przez las ścieżką, którą przyszła, wróciła do ludzkiej postaci, ubrała się i weszła do budynku, po czym wjechała windą na 7 piętro. Gdy tylko wyszła z windy i skręciła za róg korytarza, usłyszała odgłos ciężkich kroków, które nagle ustały. Lucianne idąc, przeglądała coś na telefonie, więc nie widziała, kto to był.

Nagle jej ciało zostało szarpnięte do przodu, a ona sama uderzyła w coś twardego.

– Ach!

– Bogini, tak bardzo się martwiłem! Gdzie byłaś?! – osoba, która wcisnęła swoją twarz w jej włosy, wykrzyknęła.

Lucianne przycisnęła dłonie do twardej powierzchni jego klatki piersiowej, aby rozchylić ich ciała, a gdy poczuła iskry i poczuła zapach drewna akacjowego i leśnych drzew, zrozumiała, że ​​to był Król. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, zobaczyła zmartwienie, ulgę i trochę gniewu w jego oczach.

– Och, to ty. Dzień dobry, Wasza— Xandar.

Delikatnie pociągnął za niesforny kosmyk jej włosów, zakładając go za jej ucho i zadał pytanie.

– Gdzie poszłaś tak wcześnie z rana, Lucianne?

– Poszłam pobiegać w lesie na tyłach. Dlaczego? Czy coś się stało? – zapytała.

Xandar ponownie przycisnął swoje ciało do jej, a iskry stały się intensywniejsze. Następnie schował głowę w jej szyi.

– Nie słyszałem nikogo w twoim pokoju, a twój zapach na korytarzu był słaby. Myślałem, że stało ci się coś złego. Nie rób mi tego więcej, Lucianne, proszę. Nie mogę sobie pozwolić na to, żeby cię stracić. – szepnął.

Szczerość w jego głosie poruszyła jej serce, ale przypomniała sobie o swoich poprzednich partnerach i zachowała spokój, wypowiadając te słowa.

– Przepraszam, że cię zmartwiłam. Ale nie ma tu żadnych ataków, prawda?

– Nie. – szepnął jej do ucha, a jego ciepły oddech łaskotał jej skórę, gdy mówił dalej. – Ale to nie znaczy, że martwiłbym się mniej, gdybym nie wiedział, gdzie jesteś.

– Mogłeś zapytać Ethana. Widział, jak wychodzę. – powiedziała, próbując zachować spokój.

Ciało Xandera zesztywniało, a jego uścisk na jej ramionach stał się mocniejszy, gdy odsunął się, by spojrzeć jej w twarz. Jego spojrzenie było dzikie, a ton głosu przepełniony zazdrością, gdy zadał pytanie.

– Kim jest Ethan?

Lucianne zmarszczyła brwi i odpowiedziała po prostu.

– Strażnik przy tylnych drzwiach. 183 cm. Ciemny. Krótkie włosy. On jest strażnikiem tego miejsca, prawda? Albo mogłeś zapytać jego partnera, Benjamina. On pilnuje frontu, ale myślę, że widział, jak wychodziłam dziś rano tylnym wejściem.

Ciało Xandara rozluźniło się, a on uśmiechnął się radośnie, muskając kciukiem jej policzek. Myślał o tym, jak bardzo jego towarzyszka była niesamowita, poznając imiona strażników hotelowych. Król zaśmiał się cicho, a powodem tego był tylko fakt, że czuł się szczęśliwy, będąc z nią.

Telefon Lucianne zapiszczał, co przyciągnęło jej wzrok na ekran. Następnie spojrzała na Króla.

– Czy czegoś potrzebujesz? Muszę przygotować się na śniadanie. Powinnam tam dotrzeć przed moim Alfą i Luną.

Spojrzał na jej telefon, gdy go podniosła i zobaczył, że to przypomnienie, żeby się przygotowała. Był tak zmartwiony, że nie zauważył, że miała na sobie dres. Wypowiedział te słowa i niechętnie ją puścił.

– Nie będę cię zatrzymywać. Ja też powinienem iść się przygotować. Nie mogę się doczekać, aż zobaczę cię na śniadaniu, Lucianne.

Zdobyła się na uprzejmy uśmiech i przeszła obok niego. Oglądał, jak otwiera drzwi i znika z pola widzenia, gdy drzwi się za nią zamykają. Xandar stał w miejscu przez kolejne pięć sekund, po czym wszedł do windy i opuścił budynek niczym uśmiechnięta małpka.

Po raz pierwszy zastanowił się, co na siebie włoży tego dnia. Tak naprawdę nigdy nie przywiązywał wagi do ubrań. Gdy ktoś zajmuje stanowisko władzy, podwładni będą mu się kłaniać bez względu na to, jak się ubiera. Ale teraz chciał pokazać się, z jak najlepszej strony dla swojej partnerki. Założywszy koszulę w kolorze turkusowo-zielonym i dopełniając stylizacji czarnym smokingiem, przeczesał palcami swoje ciemne, gęste włosy kilka razy, aż był zadowolony z tego, jak wyglądają w lustrze, po czym opuścił pokój i udał się do sali.

W chwili, gdy wszedł do sali, wszyscy obecni skłonili mu się, a początkowe pogawędki natychmiast ucichły. Zauważył osobę, której szukał i poczuł ukłucie w sercu, gdy ona również miała głowę spuszczoną i lekko ugięte kolana.

Król z wymuszonym uśmiechem oznajmił.

– Wszyscy, unieście głowy. Proszę częstować się jedzeniem i piciem. Wilki, nie musicie czekać, aż przybędą inni Lykanie. Moim zdaniem oba gatunki są równie ważne. Proszę, zacznijcie.

Niektórzy starsi Lykanie byli szczególnie niezadowoleni z tego, co powiedział ich Król, ale większość młodszych była mile zaskoczona. Wielu, z którymi król rozmawiał poprzedniej nocy, podchodziło do niego tylko po to, aby go powitać. To jest inne uczucie. Pomyślał. W poprzednich latach wilki i Lykanie podchodziły do ​​niego i witały się, ale zawsze wyglądało to na obowiązkowe. W tym roku poczuł, że ich szczerość emanuje, gdy jego poddani życzyli mu „dzień dobry”.

Skierował się wprost do swojej partnerki, która była odwrócona do niego plecami, gdy się do niej zbliżał. Rozmawiała z Luną Lyssą, która słuchała uważnie, aż Luna zauważyła jego obecność i skłoniła się na powitanie.

– Mój Królu. Dzień dobry.

Lucianne w swojej turkusowej sukience wyglądała niezwykle wdzięcznie. Rękawy sięgały jej do łokci i zakrywały bliznę. Trzymała w ręku szklankę wody. Jej głowa zaczęła przechylać się w dół, gdy Xandar chwycił ją za ramię i uniósł jej brodę, błagając szeptem.

– Lucianne, proszę, nie musisz mi się kłaniać. Naprawdę mnie boli, kiedy to robisz.

Lucianne była zszokowana, gdy dowiedziała się, że król poczuł się urażony, widząc, jak mu się kłania, lecz uparcie mruknęła.

– Byłoby jednak dziwne, gdybym tego nie zrobiła, zwłaszcza gdy wszyscy mają spuszczone głowy.

Uśmiechnął się, dotknął jej policzka.

– Nie będzie w tym nic dziwnego, bo jesteś moją partnerką. Nie pozwolę, żebyś mi się kłaniała. – powiedział stanowczo.

Po tych słowach wziął jej dłoń i podniósł ją do ust, po czym złożył na jej wierzchu słodki pocałunek.

– Wyglądasz pięknie. – powiedział.

Poprzedniego wieczoru wykonał dla niej ten sam gest, ale to wcale nie oznaczało, że Lucianne była mniej zszokowana. Próbowała coś powiedzieć.

– Uch… Dziękuję, Xandar. – nigdy nie wiedział, że jego imię może brzmieć tak dobrze, dopóki nie wyszło z ust jego partnerki.

– Usiądziesz ze mną do śniadania? – zapytał z nadzieją w oczach.

 

← Poprzedni

Następny →