piątek, 28 marca 2025

Refusing Your Ex-Husband's Obsession: A Guide - Rozdział 8

Rozdział 8 - Dziwne uczucie…

 

Tłumacz: Seft-chan


Zdałam sobie sprawę, że dobrze, że najpierw poszliśmy na balkon. Gdy zbliżała się północ, balkony stały się tak samo zatłoczone jak wcześniej sala.

Moja rodzina trzymała się za ręce, gdy patrzyliśmy w niebo, komentując, jak wspaniale, że udało nam się znaleźć dobre miejsce z wyprzedzeniem.

Długo oczekiwana gwiazda Irene miała teraz świecić jasno. Była to gwiazda, którą często widywałam, gdy byłam młody, ale teraz czułam się bardziej wyjątkowa, ponieważ była to moja ceremonia dojrzewania.

Jednak w miarę upływu czasu czułam, że gwiazda jest nieco inna w porównaniu do tego, jak widziałam ją rok wcześniej.

Wcześniej, bez względu na to, jak jasno świecił, księżyc wciąż był jaśniejszy. Mimo to wyglądało na to, że dzisiejszy wieczór był szczególnie olśniewający.

Ale być może to nie tylko moja wyobraźnia.

Słysząc tętniące życiem podekscytowanie wokół mnie, jasne jest, że inni ludzie również zauważyli, że gwiazda Irene świeciła dziś bardzo jasno.

– Czy przypadkiem nie dlatego, że odnaleziono Świętą?

– Myślę, że ma pani rację. To naprawdę wyjątkowy dzień.

Ceremonia dojrzewania, organizowana przez rodzinę cesarską, odbywała się raz w życiu.

A dzięki gwieździe Irene, która emitowała znacznie jaśniejsze światło niż zwykle, pałac wypełnił się wesołymi uwagami.

– Rin, życzę ci błogosławieństwa pod gwiazdą twojego imienia.

– Kocham cię, Rin.

– Ja też.

Przyjmując błogosławieństwo mojej rodziny, delikatnie zamknąłem oczy.

Zacisnąłem mocno dłonie i śledziłam przebieg ceremonii dojrzewania. Oczywiście nie tylko ja, ale wszyscy tutaj, którzy wkrótce staną się dorośli, modlili się.

Pamiętając o jasnej gwieździe, modliłam się za moją rodzinę.

Proszę, życzę sobie, aby nikt nie ucierpiał.

Życzę wszystkim długiego życia w dobrym zdrowiu.

Chciałabym, abyśmy mogli pozostać razem przez wiele lat.

A w szczególności życzę Bratu i Tacie jak najwięcej szczęścia.

Proszę, pozwól im zawsze być po stronie szczęścia, proszę, ocal ich od wszelkich niebezpieczeństw, z którymi mogą się spotkać.

W tym czasie zdawała się otaczać mnie delikatna energia. Uczucie pełności narastało od czubków moich palców u stóp, kierując się ku górze, by mnie ogarnąć. Było to uczucie nieznane, ale i znajome.

Racja. To było to samo uczucie pełności, które miałam, gdy byłam jeszcze przewodnikiem.

Z czubka mojej głowy poczułem boską moc, która powoli się rozlewała. Było zimno, ale nie gryzło jak mróz na lodowcu. Ta orzeźwiająca energia spłynęła po moim ciele aż do palców u stóp.

To było tak, jakby bóg ujawnił swoją obecność, nawet jeśli w niego nie wierzyłem.

Czy tak właśnie wyglądało błogosławieństwo Boga, o którym zawsze mówiła mama?

To było naprawdę dziwne uczucie.

Kiedy ponownie otworzyłam oczy, zobaczyłam, że moja rodzina bardzo mnie obserwuje.

Wtedy mama podeszła pierwsza i pociągnęła mnie w ramiona.

– Niech błogosławieństwo Wszechmogącego Asterasa będzie z tobą.

– Rin, modlę się, aby twoje życie było pełne błogosławieństw.

– Moja córko, wiesz, że twój tata kocha cię najbardziej, prawda? Ale Bóg też będzie cię bardzo kochał. Mogę oddać pierwsze miejsce i pozwolić Bogu kochać cię bardziej. Życzę ci jak najwięcej błogosławieństw na świecie.

Odpychając dziwne uczucie w tył głowy, cicho im odpowiedziałam.

– Dziękuję bardzo. Kocham was.

Przez całe moje życie tutaj zawsze słuchałam, jak bardzo mnie kochają, ale nigdy wcześniej tego nie odwzajemniałam.

Moja rodzina patrzyła na mnie przez chwilę szeroko otwartymi oczami, zanim wszyscy przytulili mnie z najjaśniejszymi uśmiechami.

Wcześniej nie spodziewałam się zbyt wiele po mojej ceremonii dojrzewania, ale miałam przeczucie, że nigdy nie zapomnę tego, co się dziś wydarzyło.

Mama powiedziała, że powinniśmy wracać do domu, zanim inni uczestnicy znów się zbiorą, więc wróciliśmy do wciąż zatłoczonej sali.

Gdy mieliśmy już opuścić salę bankietową, podszedł do nas służący pałacowy stojący obok odźwiernego i wyciągnął małe pudełko.

– Jej Cesarska Mość obdarza tym darem wszystkich, którzy osiągnęli dziś pełnoletność.

– Ojej... Jak można się było spodziewać po uprzejmości Jej Cesarskiej Mości. Wydała nawet tyle.

Zachwycona mama zakryła usta dłońmi. Po otrzymaniu pudełka od pałacowego służącego, podziękowałam mu i lekko się ukłoniłam.

– Proszę o wyrażenie mojej pokornej wdzięczności wobec Jej Wysokości Cesarzowej.

Wątpliwe, by słowa córki barona zostały kiedykolwiek przekazane cesarzowej, ale i tak była to właściwa, uprzejma reakcja.

Służący pałacowy skinął głową, gdy się ukłoniłam.

Szliśmy cichymi korytarzami w kierunku miejsca, gdzie ustawione były powozy.

Jednak ktoś szybko przeszedł obok nas. Znajomy zapach ciała dotknął czubka mojego nosa, ale szybko zniknął.

Ciel przeszedł obok, a ja nie mogłam się powstrzymać od gapienia się.

Potem nagle się odwrócił.

Moje oczy były skierowane na niego, więc zamrugałam powoli, ponieważ byłam zaskoczona.

Na chwilę moje spojrzenie spotkało się w powietrzu z jego głębokimi, niebieskimi oczami.

W przeszłości, kiedy nasze oczy się spotykały, był czas, kiedy moje serce waliło tak mocno, że czułam się, jakby miało eksplodować.

To moje serce sprawiało, że czasami zastanawiałam się, czy w ogóle ma jakieś problemy z powodu tego, jak głośno biło.

Jednak to serce było już martwe, a teraz nie słyszałam już tego samego szaleńczego rytmu.

Jedyne, co teraz czułam, to odrobina ciekawości.

Dlaczego książę taki jak on włóczył się po korytarzu? Czy nie powinien być teraz z księciem koronnym? I ze Świętą, Seoyoon?

Patrzyłam na niego dziwnie przez chwilę, kiedy tata wystąpił naprzód, by powitać go donośnym głosem.

– Wasza Miłość, książę Leopardt. Jestem Artur de Closch, lord posiadłości Closch. Słyszałem już wiele rzeczy o Waszej Miłości.

– Hm, Closch. To musi być posiadłość przy zachodniej granicy.

– Jestem wdzięczny, że znasz naszą skromną włość, Wasza Miłość.

– Słyszałem, że jest to miejsce, w którym często pojawiają się potwory. Jeśli potrzebujesz pomocy, możesz do mnie napisać w dowolnym momencie.

– Słysząc, co mówi Wasza Miłość, czuję się naprawdę uspokojony.

Baron mógłby zostać zbesztany za podchodzenie do księcia w taki sposób i nie bylibyśmy w stanie nic odpowiedzieć, ale Ciel potraktował tatę z niespodziewaną uprzejmością. Naprawdę, to było bardzo dziwne.

Zgodnie z jego charakterystyką w powieści, był człowiekiem, który nosił się z arystokratycznym elitaryzmem i arogancją. Właściwie jego opis w powieści był tym samym pierwszym wrażeniem, jakie miałam o Cielu, którego znałam w przeszłości.

– W takim razie jestem obecnie dość zajęty, więc pójdę już.

– Tak, Wasza Miłość. Niech Bóg cię błogosławi.

Tata grzecznie ukłonił się księciu. Ponieważ dzisiejsze wydarzenie było ceremonią dojrzewania, w której uczestniczyła również Święta, wzmianka o boskim błogosławieństwie została dodana z grzeczności.

Bez słowa ukłoniłam się głęboko, po czym ponownie stanęłam prosto. Kiedy się odwróciłam, mruknęłam do niego małe pozdrowienie, nawet gdy zniknął już w korytarzu.

– Niech Bóg cię błogosławi.

Po prostu chyba nie pożegnałem się odpowiednio wcześniej…

Nagle zapragnęłam przekazać pozdrowienia po raz ostatni.

Wsiadłam do powozu z moją rodziną. Zaplanowano już, że wrócimy do lenna wczesnym rankiem następnego dnia.

Droga powrotna będzie trudna, ale moja rodzina będzie razem radosna, tak samo jak w drodze do stolicy.

~*~


Jego kroki były pospieszne, gdy odchodził, ale kiedy usłyszał cichy głos zza pleców, Ciel się zatrzymał.

W końcu znalazł głos, którego szukał od początku bankietu.

Oprócz pilnowania Świętej, Seoyoon, miał również obowiązek jako książę pozostać w sali bankietowej. Nie mógł się jednak na tym skupić, ponieważ wciąż myślał o tym głosie. Książę koronny również zauważył, jak bardzo był rozkojarzony, ale Ciel nie miał innego wyboru, jak tylko odejść.

Przeszedł się po szerokiej sali bankietowej i uważnie słuchał głosów, które słyszał w środku. Podszedł do różnych grup młodych kobiet, które się zebrały. To było do niego bardzo niepodobne, ale to on pierwszy do nich podszedł i się przywitał.

Był przystojny, był księciem, a zwłaszcza esperem, więc znało go wielu i wszędzie był mile widziany przez grupy młodych dam.

Nie wiedząc nic o kobiecie, którą znalazł, poza jej głosem, skrupulatnie przeszukał cały obszar. Pozdrowił wszystkich szlachciców, których widział w sali bankietowej, a mimo to czuł się sfrustrowany i zniecierpliwiony, ponieważ nigdzie nie mógł znaleźć właścicielki głosu.

Tak naprawdę nie wiedział, dlaczego to robi.

Myślał o wyjściu na balkony, ale zdał sobie sprawę, że ludzie tam się modlą, jak to było w zwyczaju ceremonii dojrzewania.

Aby rozładować swoją frustrację, miał zamiar wyjść na chwilę, ale potem zatrzymał się, aby sprawdzić pierwszą rodzinę, która miała wyjść przez podwójne drzwi - na wszelki wypadek.

Obserwował rodzinę barona i po cichu wyszedł za nimi. Następnie, po tym jak porozmawiał z nimi przez chwilę, wkrótce ponownie ukrył się w ciemności i uniósł się z pomocą swojej mocy władzy nad wiatrem.

Obserwował ich z wysokości.

Rodzina Closch posiadała szlachecką rangę barona, ale mimo to była domem o długiej historii sięgającej czasów, gdy cesarstwo zostało założone po raz pierwszy.

Byli to jednak typowi prowincjonalni szlachcice, którzy rzadko przybywali do stolicy, chyba że zostali zmuszeni do przyjazdu z jakiegoś powodu.

Pomimo niewielkiego terytorium, ich lenno było miejscem, w którym potwory pojawiały się stosunkowo często. Poza tym, od czasów swoich przodków, członkowie baronii Closh byli nieprzekupni i nie wykazywali większego zainteresowania polityką.

Można powiedzieć, że byli rodziną rycerską na wskroś.

Choć nie spełniali oni wymogów, by otrzymać tytuł rycerski, garnizon rodu Closch wciąż cieszył się sporą renomą. Zwłaszcza wśród istniejącego rycerstwa.

Ukrywając swoją obecność, Ciel podążył za córką barona.

Zdecydowanie miała ten sam głos, który wcześniej wymruczał imię „Seoyoon”. Skąd znała imię Świętej? Jak to możliwe, że potrafiła tak naturalnie wymówić koreańskie imię?

Ciel sam ćwiczył wypowiadanie tego imienia po tym, jak po raz pierwszy zwrócił się do Seoyoon po imieniu. Wynikało to z faktu, że akcent i wymowa potrzebne do prawidłowego wymówienia tego imienia nie były zwykle używane podczas mówienia w języku cesarstwa.

Ale wtedy wymówiła to imię z taką łatwością? I naprawdę, skąd ona znała to imię?

Gdyby Ciel nie był powracającym, być może nie zwróciłby na to uwagi. Jednak w jego umyśle pojawiły się silne podejrzenia związane z tą jedną małą wzmianką o imieniu.

Mówiąc ściślej, miał poczucie, że jest to nieodpowiednie…

Obserwował kobietę od stóp do głów, dopóki nie wsiadła do powozu.

Kolor włosów, który zobaczył odcieniem przypominał koral. Pod włosami w kolorze moreli zobaczył małą twarz o zadbanym wyglądzie i wyraźnych rysach.

Kształtny grzbiet nosa, pulchne usta i szerokie oczy w kształcie migdałów. Spojrzenie spod jej zielonych tęczówek sprawiało wrażenie obojętnego, ale gdy wzrok skupiał się gdzie indziej, krągłość jej oczu dawała wyraźne wrażenie łagodności.

Poza tym na środku pod jej lewym okiem znajdowało się małe znamię, które naturalnie przyciągało uwagę każdego, kto je zobaczył.

Ciel był pewien, że widział ją po raz pierwszy w życiu, ale co dziwne, jego wzrok naturalnie kierował się w jej stronę. Zupełnie zapomniał, że powinien być wobec niej podejrzliwy ze względu na jej głos - mógł tylko gapić się ślepo.

Wkrótce jednak zdał sobie sprawę, dlaczego jej postać wciąż przyciąga jego wzrok.

Jej postawa, od karku po proste plecy i wyprostowaną talię. I jej zdyscyplinowane kroki.

To były wszystkie *jej* nawyki, które wcześniej głęboko wyryły się w jego siatkówce oka.

Jako ktoś, kto był częścią sił specjalnych, Seohyun była kobietą, która emanowała poczuciem powściągliwej dyscypliny, co było wyjątkowe dla żołnierzy. Nawet jeśli tylko stała, było to widoczne.

To dlatego, kiedy spotkał ją po raz pierwszy, nie był zadowolony z jej widoku.

Myślał, że to kobieta, która przyszła się z nim spotkać na polecenie koreańskiego rządu.

Zapominając o swoim pierwotnym celu, Ciel wyprostował się w powietrzu i kontynuował obserwowanie kobiety. Następnie powóz zaczął się oddalać, ale przez długi czas po tym po prostu się w niego wpatrywał.

Pozostał tylko z pytaniami i bez odpowiedzi, bez względu na to, jak bardzo się nad tym zastanawiał. Sparaliżowany dziwnym nastrojem, nie mógł opuścić tego miejsca, pozostając zakłopotany.

Ta kobieta była dla niego obca, a jednak dlaczego. Dlaczego wyczuwał od niej atmosferę Seohyun?

Chwilę temu, gdy przeszła obok niego z obojętnym wyrazem twarzy, dlaczego. Dlaczego jego serce pulsowało z bólu.

Podążał za nią z powodu swoich podejrzeń, ale ostatecznie nic nie zostało rozwiązane. Zamiast tego w jego sercu pojawiło się jeszcze większe pytanie.

Kolejny kamień spadł na jego zduszone, ciężkie serce. Wypuścił długi wydech.

Tej nocy strasznie tęsknił za swoją żoną Seohyun.

 

← Poprzedni

Następny →

 

Soul Land - Rozdział 12.5

Rozdział 12.5 - Siejąca Zamęt Metoda Młota Wiatru (5)

 

Tłumacz: gerasik19999

Korekta: Seft-chan


Słysząc słowa Tang Sana, wyraz twarzy wielkiego mężczyzny natychmiast złagodniał. Wszyscy pochodzili z biednych rodzin, więc w ich sercach od razu odczuli wielkie współczucie; tym bardziej że to dziecko uczęszczało do akademii Nuoding.

– Bardzo dobrze. Jeśli chcesz przyjść, to przyjdź. Są dla nas jakieś dziwne prace, zawsze możesz przynieść herbatę i rozdać wodę. Płace nie będą jednak zbyt wysokie, za to wyżywienie gwarantowane. Jak ci się podoba? – powiedział po prostu wielki facet.

– W porządku, nie ma problemu. – Tang San szybko odpowiedział radośnie.

Kowale spojrzeli z przychylnością na Tang Sana.

– Na co się gapicie, nie musicie pracować? Pospieszcie się, dziś zaproszę wszystkich na piwo. – powiedział wielki mężczyzna, patrząc na nich.

Na słowa wielkiego mężczyzny entuzjazm wszystkich od razu się zwiększył, wszyscy zaczęli uderzać młotami, kontynuując pracę.

Wielki mężczyzna uniósł młot, zajmując się surówką stali z jednej strony, a po chwili odezwał się do Tang Sana.

– Nazywam się Shi San, Shi jak skała. Możesz nazywać mnie wujkiem Sanem. Ta kuźnia to moje dziedzictwo, dlatego pracujesz tu dla mnie. Zagwarantuję posiłek w środku dnia oraz kolację. Dam ci 10 miedzianych duchowych monet, co oznacza 1 srebrną monetę. Jeśli będziesz wydajny, dam ci trochę więcej. Ach, tak, jak masz na imię?

– Wujku Sanie, nazywam się Tang San.

– Tang San, hahaha, obaj mamy w imieniu San, to chyba rzeczywiście przeznaczenie. Z której wioski pochodzisz?

– Pochodzę z Wioski Świętego Ducha. – powiedział Tang San.

– Przed chwilą powiedziałeś, że uczyłeś się kucia od dziecka z ojcem. Jesteś taki mały, czego ojciec mógł cię nauczyć? – zapytał Shi San.

– Kucia oczywiście. Wujku Sanie, możesz uważać, że jestem mały, ale jestem silny, kłucie stali to nie problem. – powiedział Tang San.

Shi San roześmiał się głośno.

– Bracia, nasz mały pomocnik mówi, że może kuć. Wierzycie mu?

Kowale natychmiast ryknęli śmiechem. Tang San wyglądał jak 6 lub 7-latek, nawet po zdobyciu pierwszego duchowego pierścienia, gdy nieco urósł. Patrząc na jego wygląd zewnętrzny, kto mógłby uwierzyć, że potrafi kuć?

Bycie lekceważonym przez ludzi zawsze było złe.

– Wujku San, naprawdę potrafię kuć. Jeśli nie wierzysz, pozwól mi spróbować. – powiedział Tang San.

Shi San przerwał swoją pracę, opierając młot kowalski na ziemi.

– W takim razie, jeśli uda ci się podnieść mój młotek, uwierzę ci.

Mówiąc, podał rękojeść młota Tang Sanowi. Ponieważ głowica młota stykała się z ziemią, nie obawiał się, że Tang San nie będzie w stanie go utrzymać i zostanie zmiażdżony.

– Wujku San, oczyszczasz ten kawałek surówki z zanieczyszczeń. Pomogę ci to osiągnąć.

Tang San wziął od Shi San rękojeść młota kuźniczego.

Z wrodzoną niezwykłą siłą Shi Sana, ten młot, którego używał, był wyraźnie większy w porównaniu do innych ludzi. W porównaniu do wzrostu Tang Sana był wyższy o około pół chi
¹. W tej chwili znów znalazł się w centrum uwagi całej kuźni, a obserwujący go kowale mieli roześmiane miny. Ale bardzo szybko przestali się uśmiechać, ponieważ Tang San już podniósł młot kuźniczy i płynnie uniósł go przed sobą.

[K/N: ¹chi - chińska miara, odpowiada 32 cm.]


W porównaniu ze zwykłymi młotami kuźniczymi jego waga była o 30% większa, ocenił Tang San, gdy młot kuźniczy oderwał się od podłogi. Chociaż nieco ciężki, biorąc pod uwagę jego siłę przed uzyskaniem duchowego pierścienia, nadal mógłby go używać z wysiłkiem, nie mówiąc już o teraz.

Widząc, jak Tang San powoli podnosi młot kuźniczy, Shi San również wpatrywał się w niego szeroko otwartymi oczami, sapiąc z podziwu.

– Dobra siła, godna syna kowala.

Tang San z błyszczącymi oczami wpatrywał się nieruchomo w surówkę w piecu, odetchnął głośno i gwałtownie zamachnął się młotem kuźniczym Shi Sana.

– Ha.

Podeszwy mocno chwyciły ziemię, łydki gwałtownie wygenerowały siłę, siła przeszła wyżej, ciało Tang Sana obróciło się do połowy, a ogromny młot kuźniczy obrócił się całkowicie ukośnie, mocno uderzając w ten kawałek surówki.

Wielki brzęk sprawił, że uśmiechnięci kowale oniemieli. Natychmiast po tym w ślad za odbiciem żelaznego młota, Tang San szybko wykonał obrót. Żelazny młot w jego rękach ponownie zamachnął się, ponownie wydając głośny dźwięk, a żelazny młot w porównaniu z poprzednim spadł jeszcze ciężej na rozgrzaną do czerwoności surówkę.

– Wujku San, poproszę cię o pomoc w ciągnięciu miecha. Temperatura nie jest wystarczająca.

Tang San powiedział szybko, a jego trzeci cios ponownie wzbił się w powietrze. Tym razem moc młota kuźniczego była jeszcze bardziej gwałtowna, przynosząc świszczący dźwięk wiatru.

Shi San wciąż był starym kowalem i naturalnie rozumiał konsekwencje niewystarczającej temperatury, więc pospiesznie przykucnął z boku, pociągając miech.

Poniższa scena wywarła na obecnych kowalach wrażenie na całe życie. Ten ciężki młot kuźniczy wydawał się być żywy w rękach Tang Sana, kreślił jeden okrąg za drugim w powietrzu, nasycony rytmem, wydając dźwięki niczym gwałtowna burza działająca w kuźni.

Nikt nie zwrócił uwagi na obie ręce Tang Sana, które już stały się białe jak jadeit. Przy akompaniamencie brzęczących dźwięków, kawałek surówki nieustannie pulsował pod młotem kuźniczym.

Shi San z jednej strony wyciągał miech z pełną siłą, z drugiej uważnie wpatrywał się w Tang Sana wymachującego młotem, jego wyraz twarzy był już poza szokiem.

Pozostali kowale wiedzieli, że młot Shi Sana jest bardzo ciężki i naturalnie zdawali sobie sprawę z trudności związanych z ciągłym kuciem. Zwłaszcza że Tang San posiadał tak ciężki młot, że było to jeszcze trudniejsze.

Ding. Po wykonaniu ostatniego uderzenia, Tang San skierował młot kuźniczy na jego poprzednie miejsce po wykonaniu dwóch obrotów, rozpraszając impet młota. Wielki młot skierował się w dół, ponownie spadając na ziemię, wywołując szok w sercach kowali w kuźni. 27 uderzeń, pełne 27 nieprzerwanych uderzeń. Wcześniej Shi San wykuwał ten kawałek surówki, nie zmienił swojego wyglądu ani o jotę. Jednak teraz został zredukowany do okręgu.

Shi San wiedział, że sam też mógłby to zrobić, ale zajęłoby mu to cały dzień. Trzeba wiedzieć, że Shi San formalnie był kowalem już od 15 lat.

Widząc lekko dyszącego i spoconego Tang Sana, Shi San jąkał się.

– To… To nie mogła być metoda Młota Rozszczepiającego Wiatr? Najpotężniejsza sztuka ciągłego kucia wśród sztuk kucia?

– Metoda Młota Wiatru Siejącego Zamęt? Co to jest? – Tang San zapytał niepewnie.

Policzki Shi San były już czerwone z podekscytowania.

– To, co nazywa się Metodą Młota Rozszczepiającego Wiatr, jest rodzajem metody ciągłego kucia, wykorzystującej siłę, która jest w stanie najdoskonalej wydobyć siłę fizyczną nas, kowali. Mówi się, że najbardziej niesamowici kowale potrafią zamachnąć się nieprzerwanie 81 razy, sprawiając, że kawałek surówki przybiera pożądany przez nich wygląd. Co najważniejsze, metoda Młota Wiatru Siejącego Zamęt jest najpotężniejszą techniką usuwania zanieczyszczeń z metalu. Myślałem, że zaginęła dawno temu, nie spodziewałem się, że zobaczę ją dzisiaj z twoich rąk.

 

← Poprzedni

Następny →

niedziela, 23 marca 2025

Genius Doctor: Black Belly Miss - Rozdział 66

Rozdział 66 - Książę Koronny (2)

 

Tłumacz: Seft-chan


Wyraz twarzy Mo Qian Yuana nagle się zmienił. Jego nieostre oczy natychmiast stały się ostre, kiedy zapanowała cisza, a powietrze stało się ciężkie. Wydawało się, że zmienił się w panterę, która czekała w ciemności gotowa rzucić się na swoją ofiarę.

– O czym ty mówisz? – w jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk.

Jun Wu Xie od niechcenia pogłaskała futro małego, czarnego kota, nawet nie podnosząc wzroku i powiedziała lodowato.

– Niektórzy ludzie nie chcą, abyś nadal był Księciem Koronnym i mają nadzieję, że umrzesz przedwcześnie. Jeśli też myślisz w ten sam sposób i chcesz znaleźć wcześniejsze uwolnienie, po prostu uderz głową o kamienny stół, nie musisz marnować czasu innych.

Usta Mo Qian Yuana lekko drgnęły. Zawsze uważał, że była trochę oburzająca, ale teraz zdał sobie sprawę, że zupełnie jej nie docenił po tym, jak sam doświadczył jej trującego języka.

Ta mała dziewczynka, czy nie potrafiła mówić poprawnie? Czy musiała to powiedzieć w taki sposób?

– Tego rodzaju słowa nie mogą być powiedziane tak beztrosko. Po prostu będę udawał, że tego nie słyszałem. – potarł zmarszczone brwi.

– Beztroskie słowa? Cóż, skoro już to mówię, równie dobrze mogę kontynuować. Jeśli chcesz pomścić swoją matkę i rodzinę ze strony matki, musisz żyć i zachować pozycję Księcia Koronnego. – powoli podniosła oczy, które były wypełnione intensywnością, patrząc prosto na niego, co go zaskoczyło.

– Co wiesz? – jego oczy miały w sobie ślad paniki.

– Wiem, że jesteś tchórzem i śmieciem. – Jun Wu Xie uniosła brwi.

– Ty! – Mo Qian Yuan był wściekły.

Nie powinien był się teraz za nią wypowiadać!

– Jeśli nie chcesz być tak postrzegany, znajdź wszystkie środki i sposoby, aby przetrwać. Jeśli nie, po prostu podnieś ręce i poddaj się. – odparła.

Mo Qian Yuan odetchnął głęboko. Ta mała dziewczynka naprawdę wiedziała, gdzie dźgnąć, by bolało najbardziej! Ponieważ wcześniej pił wino, miał zawroty głowy, kiedy poczuł nagły przypływ gorąca do głowy. Wstał i rzucił dzban z winem na podłogę.

Rozpadł się na kawałki, a silny zapach wina przesiąknął okolicę.

– Myślisz, że tego chcę? Huh? Myślisz, że o to prosiłem? A co z tytułem następcy tronu? Ha! Nawet nic nie chcę! Moje życie, moja pozycja, to wszystko nie należy do mnie! Nawet mój własny ojciec chce mojej śmierci! Wszyscy myślą, że jestem niekompetentnym księciem! Kto jeszcze na tym świecie może mnie uratować? A co jeśli nie mam ochoty? Co mogę z tym zrobić? – krzyknął z przekrwionymi oczami, gdy wyjaśnił wszystko, co dręczyło go głęboko w środku. Wszystkie lata tłumionych emocji wyszły, jak wybuchająca wiosna. – Masz rację! Umrę wkrótce! Umrę! Co jeszcze mogę z tym zrobić? Jestem prawie martwy! Powiedz mi, co mogę zrobić?!!!

Jun Wu Xie spojrzała na niego zimno, gdy ciskał się dokoła i tarzał.

– Co jeśli nie musisz umierać?

– Co? – patrzył na nią szeroko otwartymi oczami.

Wyglądało to tak, jakby poraził go nagle piorun.

– Cóż, mówiąc dokładniej, nie tylko nie umierasz. Właściwie nie umrzesz w ciągu najbliższych kilku lat lub dziesięcioleci. – poprawiła swoje słowa.

– Ty… Ty… Co masz na myśli? – przełknął ślinę, gdy pytał nerwowo, nie śmiąc usłyszeć tego, czego pragnął najbardziej.

Jun Wu Xie nie zadała sobie trudu, by mu odpowiedzieć, gdy powiedziała zniecierpliwiona.

– Zostałeś otruty, prawda?

– Skąd wiedziałaś?

Kim była ta mała dziewczynka?! Był bardzo zaskoczony.

Zmarszczyła brwi. Naprawdę nie była zbyt dobra w wyjaśnianiu. Równie dobrze mogła poświęcić czas na udowodnienie tego.

– Czarnuś, trzymaj go. – powiedziała, gdy nagle wyrzuciła małego czarnego kotka, którego trzymała w ramionach.

W jasnym świetle księżyca mały czarny kot wielkości jej dłoni nagle się zmienił. Jego ciało urosło, w jednej chwili stał się ogromną i silną panterą, gdy rzucił się na Mo Qian Yuana.

Niczego niepodejrzewający Mo Qian Yuan, który stał tam przed chwilą, został przygwożdżony do ziemi przez ogromną, czarną panterę. Był przerażony, gdy patrzył z otwartymi ustami i oczami na czarną panterę na sobie, próbując przetrawić to, co się właśnie wydarzyło.
 

Soul Land - Rozdział 12.4

Rozdział 12.4 - Siejąca Zamęt Metoda Młota Wiatru (4)


Tłumacz: gerasik19999

Korekta: Seft-chan


W oczach pozostałych uczniów widać było zazdrość. Oczywiście, była to tylko zazdrość, nic więcej. Scena siły Tang Sana, gdy pokonał Xiao Chen Yu zakorzeniła się głęboko w ich umysłach. Zwłaszcza Wang Sheng mocno go podziwiał. Doszedł do wniosku, że nawet po zdobyciu pierścienia może nie wygrać.

– Co dobrego jest w zostaniu Duchowym Mistrzem, czy to nie jest tylko pusty tytuł? – zapytała zaciekawiona Xiao Wu.

– Są pewne profity, w przyszłości będę mógł jeść dobre rzeczy. Mistrzowie otrzymują jedną złotą monetę na miesiąc. – Tang San powiedział po tym jak zachichotał na jej pytanie.

– Jedna złota moneta, tak dużo?

Xiao Wu już rozumiała wagę pieniądza, mimo że Xiao Chen Yu już powiedział, że w przyszłości ich wydatki jedzeniowe będzie pokrywać sam, lepiej było mieć pieniądze przy sobie, niż polegać na innych.

Mówiąc, Xiao Wu wyskoczyła z łóżka i pobiegła podekscytowana.

– Xiao Wu, dokąd ty się wybierasz?

– Idę zarejestrować się w Sali Duchów, za złotą monetę można kupić tak wiele pysznych rzeczy!

– W takim razie nie musisz się z tym spieszyć.

– Jak mogę nie iść teraz? Zapomniałeś, że jest koniec miesiąca? Jeśli pójdę teraz, to wliczając następny, może dostanę dwie złote duchowe monety.

– Ale mogłabyś przynajmniej założyć buty, przed wyjściem!

– Ech?

Xiao Wu ostatecznie i tak pobiegła do Sali Duchów. Tang San śmiał się z tego w duchu. Może dziadek Ma Xiu Nuo dojdzie do siebie z szoku. Mimo wszystko Xiao Wu była prawdziwym duchowym mistrzem duszy zwierzęcia. To musi być dużo lepsze, niż jego fałszywa pełna moc duchowa.

Skoro nie musiał już zajmować się pracą pracującego ucznia, myśli Tang Sana od razu wróciły do tego czystego i wyraźnego dźwięku bicia. Wcześniej w wiosce Staruszek Jack powiedział, że wpisowe do średniozaawansowanej akademii nie będzie małe. Musi też kupić wiele rzeczy do domu, a mniejsze sposobności na zarobek także będą dobre. To był też wymóg jego ojca. Dodatkowo tylko w kuźni będzie mógł bardziej się uzbroić. Z racji tego, że udało mu się zrobić strzałki własnoręcznie, Tang San odkrył, że gdy będzie wytwarzać ukryte bronie sam, jego zaznajomienie z nimi naturalnie wzrośnie.

– Tang San, przepraszam za to, co wtedy powiedziałem. Nie bierzesz tego jako potwarz, prawda?

Gdy Tang San był zamyślony, zbliżył się do niego Wang Sheng i powiedział ze szczerą miną.

Widząc prosty i szczery uśmiech Wang Shenga, Tang San pokręcił głową z lekkim uśmiechem.

– Jaką potwarz, już dawno zapomniałem. Wang Sheng, teraz muszę iść. Pewnie wrócę wieczorem.

– Idź, gratulacje zostania Duchowym Mistrzem. – Wang Sheng powiedział, kiwjąc głową.

– Już niedługo ty też dokonasz przeskoku. – Tang San odparł z lekkim uśmiechem.

Raz jeszcze opuszczając Akademię, Tang San czuł się lekko zmęczony. Po powrocie do Wielkiego Mistrza bez odpoczynku walczył z grupą Xiao Chen Yu. Mimo że jego Zdolność Tajemniczych Niebios była na drugim poziomie, uczucie zmęczenia nadal się pojawiało.

Jednak udanie się do kuźni było ważne. W najgorszym przypadku może zacząć pracować od jutra. Tym, co martwiło Tang Sana, najbardziej była sytuacja, gdy nie zostanie zaakceptowany jako mały kowal.

Docierając do kuźni, Tang San od razu wszedł do środka. Uderzenie gorąca natychmiast owiało jego twarz, każda kuźnia była taka. Jednak w kuźni w domu Tang Sana w tej brzydkiej chacie temperatura była dużo niższa, niż tutaj.

Gdy wszedł, zobaczył wielką salę. Po prawej stronie wisiały różne żelazne wyroby. Nie było tam tylko narzędzi farmerskich, ale także broń i pancerze. Ostatecznie mistrzowie duchowi stanowili w tym świecie jedynie niewielką mniejszość. A cena broni musiała być oczywiście znacznie wyższa od ceny narzędzi rolniczych.

Widząc te bronie, Tang San nie mógł powstrzymać się od przypomnienia sobie pracy, którą wykonywał w poprzednim życiu. W tamtym czasie sekta Tang produkowała ukrytą broń w formie mechanizmów, co można uznać za główne źródło dochodu sekty Tang. Sekta Tang miała mnóstwo zasad, mimo że handlowali ukrytą bronią typu mechanicznego na zewnątrz, sprzedawali tylko nietrujące i niektóre zwykłe towary. Naprawdę tajemnej wiedzy nie dało się wykraść. Mimo że tak było, w Jianghu wciąż brakowało ukrytej broni sekty Tang.

Gdyby na tym świecie założył także fabrykę broni, to jaki dochód mogłaby ona przynosić?

– Mały przyjacielu, po co tu przyszedłeś? Przecież po zakupy wołają dorosłych członków twojej rodziny. Szybko uciekaj, tu jest niebezpiecznie.

W samym środku głębokich myśli Tang Sana, głośny i wyraźny głos przerwał jego rozważania.

Spojrzał na muskularnego mężczyznę o nagiej klatce piersiowej patrzącego prosto na niego. Mężczyzna miał śniadą skórę na wydatnych mięśniach, wyglądając niezwykle solidnie. W ręku trzymał duży młot kowalski, a jego czoło było całkowicie pokryte potem.

– Witaj, wujku. Pomyślałem, że przyjdę i zapytam, czy są tu potrzebni praktykanci.

Młody, czysty i melodyjny głos Tang Sana był wyraźnie słyszalny przez wszystkich, mimo że w kuźni panował ogromny hałas od kucia stali i żelaza.

Większość kowali kończyła pracę z podniesionymi rękami i patrzyła na Tang Sana z uśmiechem wyrażającym raczej dobre intencje. Kowalstwo można uznać za najskromniejsze zajęcie. Wykonywali je głównie ludzie z ubogich rodzin, których utrzymanie opierało się na sile fizycznej i umiejętnościach rzemieślniczych. Mimo że wydawali się nieokrzesani, większość z nich była niezwykle dobra i uczciwa.

Wielki mężczyzna, który przemawiał wcześniej, zmierzył Tang Sana kilka razy w górę i w dół.

– Mały przyjacielu, nie rób tego. Szybko odejdź. Tu nie jest bezpiecznie. Czy Twój styl ubierania się przypomina wyglądem kowala? Co więcej, tutaj nie przyjmujemy tak małych osób. Prawdopodobnie nie będziesz w stanie podnieść młota kuźniczego. Haha.

Tang San zdał sobie sprawę, że nadal nosi swój czysty i schludny szkolny mundurek. Jak można było uznać go za kowala, nosząc coś takiego.

– Przepraszam, wujku, zaraz wrócę.

Skończywszy mówić, odwrócił się i wybiegł na zewnątrz.

Kuźnia znajdowała się bardzo blisko Akademii Nuoding. Kiedy Tang San powrócił, przebrał się już w swoje oryginalne ubranie, całe z dużymi łatami zakrywającymi małe łaty. Ten styl ubierania się, nawet jeśli spożywał setki posiłków, mówił sam za siebie.

Wchodząc, Tang San nie rozglądał się za kimś innym, znów szukał tego poprzedniego wujka.

– Wujku, widzisz, czy może teraz mogę być uznany za praktykanta?

Wielki facet spojrzał na Tang Sana, który miał na sobie setki szwów i na moment osłupiał.

– Mały przyjacielu, nie robisz sobie ze mnie żartów, prawda?

– Oczywiście, że nie. Wujku, sprawa wygląda tak. Jestem pracującym uczniem akademii Nuoding, każdego dnia mam wolny czas po południu, mój ojciec był wiejskim kowalem. Od małego uczyłem się kowalstwa pod okiem ojca i pomyślałem, że przyjdę tu do ciebie, żeby zarobić na jedzenie. – powiedział szczerze Tang San.

 

← Poprzedni

Następny →

 

wtorek, 18 marca 2025

The 5-time Rejected Gamma & the Lycan King - Rozdział 2

Rozdział 2

Tłumacz: Seft-chan 


Zastanowiła się chwilę. Nikt nigdy nie zadał jej tego pytania.

– To bardzo trudne pytanie, Wasza Wysokość. Nawet cię nie znam. Przyznaję, że na razie istnieje więź partnerska i zdaję sobie sprawę, że czuję te iskry, ale czy chcę odrzucenia... Hm, szczerze mówiąc, nie wiem. Ale z drugiej strony, to czego ja chciałam, nigdy tak naprawdę nie miało znaczenia. Moi poprzedni partnerzy w zasadzie za mnie o tym zadecydowali. Albo ułatwili mi podjęcie decyzji. Wolę wcześniejsze odrzucenie, kiedy nie mam jeszcze żadnych wspomnień, ponieważ bolałoby to o wiele mniej. Czy to ma sens, Wasza Wysokość?

– Nie. I przestań nazywać mnie „Wasza Wysokość”. Jesteś moim partnerem, a ja jestem twoim. Więź partnerska jest tu teraz i na zawsze. Iskry będą coraz silniejsze. I żadne z nas nie odrzuca drugiego. – Xandar odpowiedział stanowczo. W jego głosie słychać było wściekłość, ale także desperację. Rozpacz, by nie stracić swojej partnerki, kiedy ją właśnie znalazł. Rozpaczliwe pragnienie, by go zaakceptowała i została z nim na zawsze.

Skinęła niechętnie głową i przygryzła dolną wargę, pogrążając się we własnych myślach.

Westchnął. Jego oczy odzyskały liliowy odcień, gdy jego palce sięgnęły do ​​jej brody i delikatnie uniosły ją, tak aby ich oczy się spotkały.

– O czym myślisz, Lucianne? – w jego głosie nie było już gniewu, tylko łagodność i poczucie winy.

Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale po namyśle zamknęła je. Uśmiechnęła się łagodnie i lekko pokręciła głową, zanim powiedziała.

– Myślałam tylko o jutrzejszej ceremonii. To wszystko.

– Lucianne. – tym razem, mówiąc to, sięgnął ręką do jej policzka. – Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałem. Ale proszę, nie kłam. Powiedz mi. O czym myślałaś?

Jej oczy pociemniały, gdy spojrzała na ziemię, a Xandar poczuł, jak jego serce ściska się na widok jej smutnego spojrzenia. Opanowała się.

– Nie rozumiem, dlaczego mnie nie odrzucisz. – mruknęła.

– Bo jesteś moją partnerką! – warknął cicho, ale to i tak nic nie pomogło. W pomieszczeniu wypełnionym wilkami i Lykanami znanymi ze swojego wyostrzonego słuchu każdy bez wątpienia słyszał swojego Króla.

– Dobrze. – powiedziała to łagodnie i zmusiła się do uśmiechu. Nikt nie musiał mu mówić, że nie była przekonana co do jego uczuć do niej. Ale dlaczego miałaby w niego wątpić? Więź partnerska miała automatycznie oznaczać miłość i zaangażowanie. Dlaczego mu nie uwierzyła? Jego ręka nagle zaczęła działać i zaczęła przesuwać się po jej prawym ramieniu, mając nadzieję, że ją uspokoi i rozwieje jej wątpliwości. Gdy wyczuł nierówność jej skóry, nie tracił czasu i podszedł do niej, aby zbadać przyczynę.

To była blizna mierząca 12,7 cm. Obrażenia i rany mogły się zagoić, ale po niektórych brutalnych atakach i wypadkach pozostawała blizna. Oczy Króla znów pociemniały, a on sam warknął tak głośno, że Lykanie wokół nich cofnęli się o krok, trzymając głowy nisko.

– Co? Co to jest? – Lucianne pytała gorączkowo, równie zaniepokojona. Dotknęła blizny na ramieniu lewą ręką, ale nie była pewna, o co całe zamieszanie, więc spojrzała na Króla ze zdziwieniem, którego onyksowe oczy wciąż były tam wpatrzone.

Delikatnie odsunął jej lewą rękę i zaczął obrysowywać bliznę palcami. Lucianne walczyła z przyjemnymi iskrami buchającymi w tym miejscu. Ze wzrokiem nadal utkwionym w tym miejscu zapytał niskim, morderczym tonem.

– Kto to zrobił?

– To tylko łotry. Pięć, może sześć lat temu. To tylko wysuszona część skóry, prawda? – Lucianne wzruszyła ramionami.

Jego ciemne oczy nie odrywały wzroku od tej części jej ciała, która kiedyś była tak mocno rozdarta, że ​​jej wygląd nigdy się nie zagoił. Następnie spojrzał Lucianne w oczy i zapytał z przerażeniem.

– Jak to może być dla ciebie w porządku?

– Wasza Wysokość, ja…

– Xandar.

– Co?

– Nie zwracaj się do mnie po tytule ani pełnym imieniu i nazwisku. Dla ciebie po prostu Xandar, Lucianne. – nalegał.

Zawahała się.

– Xandar. – zaczęła, najwyraźniej nieprzyzwyczajona do takiego sposobu zwracania się do Króla. – Blizny są czymś normalnym wśród wojowników, ale jeszcze bardziej wśród Gamm. Jeśli przyjrzysz się dziś ciałom innych Gamm, zauważysz, że wiele z nich również ma blizny. Niektóre mogą być gorsze od moich. Znam kilkoro Alf i garstkę Lun, które mają takie blizny od walki u boku swojej watahy. To naprawdę nie jest wielka sprawa.

Słuchał jej słów, a jego oczy zmiękły, gdy zobaczył, jak odsuwa na bok własne przeżycia, by skupić uwagę na innych wojownikach i przywódcach stad, doceniając ich odwagę. Nikt nie wiedział, że wszystko, co powiedziała Lucianne, tylko utwierdzało Króla w przekonaniu, że nie ma nikogo bardziej wykwalifikowanego, kto mógłby przewodzić u jego boku jako Królowa.

Jego serce zabolało, gdy spojrzał ponownie na bliznę na ciele swojej pięknej partnerki. Kiedy pochylił się i chciał ją pocałować, Lucianne gwałtownie cofnęła rękę, wypowiadając te słowa.

– Być może nie jest to najwłaściwsze rozwiązanie, biorąc pod uwagę tę sytuację.

Całkowicie zapomniał o ludziach wokół nich. Widział tylko ją. Te słowa przywróciły go do rzeczywistości. Uśmiechnął się, oszołamiając Lykanów w sali. Król nigdy się nie uśmiechał. Nigdy.

– Masz rację. Chciałbym poznać przywódców twojego stada, Lucianne. Przedstawisz nas? – powiedział wtedy.

– Oczywiście. – uśmiechnęła się i gestem przywołała do siebie Alfę i Lunę. Podeszli do Króla i skłonili się, wciąż z głowami zwróconymi ku ziemi, gdy przemawiała Lucianne. – To są Alfa Juan i Luna Hale ze Stada Błękitnego Półksiężyca, Wasza Wysoko— Xandar. – nagle postanowiła nie zwracać się do Xandara jego tytułem, gdy kątem oka dostrzegła, że ​​zamierza zrobić zamieszanie.

– Podnieście głowy, przywódcy stada Błękitnego Półksiężyca. – Xandar powiedział z uśmiechem. Kiedy podnieśli głowy, Xandar wyciągnął rękę w kierunku Alfy Juana. – Chciałbym osobiście podziękować ci za przeciwstawienie się atakowi łotrów na Północy w zeszłym roku. Nadal sialiby spustoszenie, gdyby nie przywództwo i wkład twojej watahy.

Król przypomniał sobie, że czytał raport o udanym unicestwieniu jednej z najsilniejszych watah łotrów w ubiegłym roku i od dawna wiedział, że wataha Błękitnego Półksiężyca była na czele tego zwycięstwa. Mówiono, że stado to cieszyło się zaufaniem pozostałych stad i szacunkiem ze względu na wykazywane przywództwo. Wielu innych wojowników składało świadectwa, dziękując stadu Błękitnego Półksiężyca, mówiąc, że „wiele się nauczyli” pod względem strategii i walki.

Alfa Juan i Luna Hale byli oszołomieni uprzejmością króla. Nie było tajemnicą, że należy być wdzięcznym za to, że nie zostanie się zabitym. Król nie miał w zwyczaju wygłaszania pochwał.

Juan uścisnął dłoń Króla i potrząsnął nią raz, zanim nieśmiało przyznał.

– Jako twoi poddani jesteśmy niezmiernie wdzięczni, że możemy pomagać w twoich przedsięwzięciach, Wasza Wysokość. Ale moja Luna i ja nie możemy przypisać sobie zasług za ubiegłoroczny sukces. Być może jesteśmy najwięksi w naszym stadzie, ale nasza Gamma, Lucy… – Juan gestem wskazał na Lucianne, zanim kontynuował. – …była strategiem, najlepszym trenerem i wojownikiem, czy to na polu bitwy w zeszłym roku, czy w naszym własnym stadzie. Jestem jej podwładnym, jeśli chodzi o szkolenia. To ona poprowadziła nas do zwycięstwa.

Lucianne przygryzała dolną wargę. Gdy dowiedziała się, co Juan zamierza powiedzieć, próbowała go powstrzymać przez połączenie umysłowe, ale on nie pofatygował się, żeby jej posłuchać. Jej wzrok był utkwiony w ziemi i modliła się, żeby ta chwila się już skończyła. Nie mogła tego zobaczyć, ale oczy Xandara błyszczały podziwem. Gdy zauważył, że jej wzrok jest wpatrzony w ziemię, zmarszczył brwi i zapytał zaniepokojony.

– Lucianne, co się dzieje?

Lekko pokręciła głową i odpowiedziała łagodnie.

– Nic. Po prostu jestem zmęczona.

Skinął głową na znak zrozumienia. Większość wilków musiała przebyć długą drogę, aby dotrzeć na terytorium Lykanów, więc było oczywiste, że będą wyczerpane, gdy tam dotrą. Odwrócił się twarzą do wszystkich i oznajmił.

– Moi drodzy poddani, dziękuję wam, że przybyliście tutaj. Niech ta noc będzie początkiem wartościowej współpracy między stadami i gatunkami. Proszę, zjedzcie coś, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Chciałbym spotkać się z każdym z was. Dajcie mi kilka minut. Wrócę wkrótce, aby podziękować wszystkim osobom, które pomagały mi przez ostatnie kilka lat. Miłego wieczoru.

To przemówienie zaskoczyło wszystkich. Król nigdy nie był tak gościnny. Nie było tajemnicą, że co roku nienawidził tej nocy. Ale teraz nie tylko przywitał ich z otwartymi ramionami, ale również obiecał osobiście podziękować pomocnym stadom!

Nie zwracając uwagi na spojrzenia, zwrócił się do Lucianne.

– Lucianne, powinnaś trochę odpocząć. Pozwól mi się odprowadzić. – powiedział.

Spojrzała ze strachem na przywódców jej stada.

– Będzie dobrze, Lucy. Idź. Prawie nie spałaś ostatniej nocy. – powiedział Juan.

Serce Xandara znów się ścisnęło na słowa Juana, ale postanowił nic nie mówić. Kiedy jego dłoń opadła na drobną talię Lucianne, ta jęknęła i zesztywniała, ale nie zrobiła żadnego ruchu, żeby ją odepchnąć. Więc zostawił tam rękę i wyprowadził ją z sali.

 

← Poprzedni

Następny →

 

poniedziałek, 17 marca 2025

The 5-time Rejected Gamma & the Lycan King - Rozdział 1

Rozdział 1

Tłumacz: Seft-chan

 

– Czy chciałbyś to zrobić, Wasza Wysokość, czy ja mam to zrobić? – spojrzała obojętnie na Króla Lykanów, którego liliowe oczy pełne miłości nagle wypełniło zmieszanie.

– C-co masz na myśli? – zapytał, próbując skupić się na pięknym głosie kobiety przed nim, jego partnerki. Przybył tu na spotkanie zapoznawcze, którego się obawiał. Najgorsze było to, że ta sesja pomiędzy Alfami, Lunami i ich Gammami ze wszystkich istniejących stad miała trwać całą noc! Dlaczego nie mogli po prostu pominąć tego wieczoru i oficjalnie rozpocząć miesięcznej współpracy jutro? Król myślał sobie co roku.

Uniosła brwi i przyjrzała się jego wyrazowi twarzy.

– Huh. Wyglądasz naprawdę na zdezorientowanego.

Jego brwi zmarszczyły się, teraz wyrażając dezorientację i irytację.

– Ponownie, co masz na myśli? I jak masz na imię?

Alfy, Luny i najlepsi wojownicy z każdego stada, zwani Gammami, właśnie przybyli, a on, jako ich życzliwy król, był tu, aby ich powitać. Jednakże gdyby król miał wybór, wolałby przejrzeć raporty o atakach łotrów, które stopniowo gromadziły się na jego biurku. Nie mógł się doczekać, aż noc się skończy. Gdyby obszedł wszystko wystarczająco szybko, dotarłby do domu na czas, żeby przejrzeć jeszcze trzy lub cztery pliki przed pójściem spać. Jednak gdy przekroczył drzwi sali spotkań, jego niecierpliwość, niechęć i czysta nienawiść do spotkania z gośćmi w jednej chwili wyparowały.

– Nazywam się Lucianne Freesia Paw, Wasza Wysokość. Rozumiem zatem, że ty zamierzasz to zrobić? – powiedziała po prostu. Dla króla jej imię było niczym pierwszy wiosenny powiew wiatru po wielu miesiącach surowej zimy, niczym delikatne światło przebijające się przez szare chmury, niczym oddech życia w zimnym, ciemnym świecie.

– Co zrobić? – nawet gdyby próbował, nie potrafił ukryć swojego zdezorientowania. Miał wrażenie, że jego partnerka jest już dziesięć kroków dalej, gdy on zrobił zaledwie pierwszy.

Gdy wszedł do sali, wszystkie obecne wilki i Lykanie spojrzeli w jego kierunku; albo kiwnęli głowami, albo się ukłonili, ale on jedynie na nich spojrzał. Zwierzę w nim podążało za zapachem, który nigdy wcześniej nie zaszczycił jego nozdrzy. Klitoria ternateńska i jaśmin. Cóż za niepowtarzalne połączenie. Pomyślał sobie. Jego kroki nabierały tempa, a zapach stawał się coraz silniejszy.

Następnie zatrzymał się tuż za brunetką o wzroście 155 cm. Jej plecy były drobne, a ich połowę zasłaniały ciemne, bujne loki, które swobodnie opadały z głowy. W jego umyśle było tylko jedno słowo — partner. Postać zaczęła się odwracać w jego stronę i jego serce przestało bić. Zdziwiła się jego nagłą obecnością i cofnęła się o krok. Zwierzę w jego głowie warczało. Moja.

Lucianne odwróciła się, bo zauważyła oszołomione twarze swojego Alfy i Luny, którzy oboje skłonili się w jej kierunku. Odwróciwszy się, stanęła twarzą w twarz z białym garniturem nakrytym czarnym smokingiem, a jej nozdrza wypełnił silny zapach drewna akacjowego i leśnych drzew. Zaskoczona bliskością, cofnęła się o krok, żeby zobaczyć, kto to był. Zdając sobie sprawę, że ciemnowłosy mężczyzna o lekko opalonej skórze i liliowych oczach to sam Król, zrozumiała działanie przywódców swojego stada. Ona również ugięła kolana i pochyliła głowę na znak szacunku dla najwyższego władcy wszystkich wilków i Lykanów.

Ciepło rozeszło się po jej ramionach, zanim poczuła iskry w miejscu, gdzie jego dłonie zetknęły się z jej skórą. Ku swemu przerażeniu zdała sobie sprawę, że mężczyzna przed nią to jej partner, który mówił czystym, głębokim głosem.

– Nie musisz tego robić. Proszę, wstań. Nie kłaniaj się mi. – powiedział to z widocznym bólem i dezaprobatą w oczach.

Choć zaskoczyła ją odpowiedź Króla, Lucianne nie mogła uciec od rzeczywistości i od tego, jak zakończy się więź. Znowu się zaczyna. Pomyślała, zanim zapytała, czy chce, żeby ona to zrobiła, czy że chce to zrobić sam – odrzucić ją.

– Co zrobić, Lucianne? Powiedz mi. – jego głos był łagodny, ale stanowczy. Jego oczy były zdesperowane i zagubione.

– Odrzuć mnie, Wasza Wysokość. Wolałbyś, żebym to ja to zrobiła, czy wolałbyś zrobić to sam? – wyjaśniła spokojnie. Nadzieja i życie, które mu wcześniej dała, zdawały się zostać mu odebrane niemal natychmiast po tym, jak je odnalazł.

Liliowe oczy króla stały się onyksowe, gdy warknął donośnie, przerażając każdego, kto tam był. W pokoju zapadła martwa cisza. Gdy wybuchnął gniewem na to, co właśnie usłyszał, Król zapytał niskim, przerażającym tonem.

– Czemu, do cholery, któreś z nas miałoby odrzucać drugie?

Lucianne była znów zaskoczona, ale zachowała spokój. Wzruszyła ramionami i powiedziała.

– Nie wiem. Może dlatego, że nie jestem w twoim typie, nie jestem wystarczająco dobra dla ciebie, nie jestem wystarczająco ładna, może masz już wybraną partnerkę, z którą się zaręczysz… – zanim zdążyła skończyć, jej Luna syknęła.

– Przestań, Lucy!

Wzrok Króla spotkał się ze wzrokiem Luny.

– Nie prosiłem cię, żebyś mówiła. – warknął.

Luna i jej partner Alfa jednocześnie pochylili głowy na znak przeprosin. Żaden rozsądnie myślący wilk nie rzuciłby wyzwania Lykanowi, a co dopiero Królowi Lykanów.

Król ponownie stanął twarzą w twarz ze swoją partnerką. Jego oczy nieco zmiękły, gdy zobaczył, jak delikatnie i pięknie wyglądała. Dlaczego chciała się od niego oddalić?

– Kto ci to powiedział? – zapytał morderczym tonem.

Oczy Lucianne nagle zrobiły się szerokie.

– O nie, Wasza Wysokość. Nie o to mi chodziło. Po prostu… To właśnie mówili mi moi poprzedni partnerzy, zanim mnie odrzucili lub po tym, jak mnie odrzucili, więc po prostu dałam ci pojęcie, o czym mówię.

Jego rozgniewane oczy wpatrywały się w jej spokojne oczy, gdy zapytał niebezpiecznie niskim tonem.

– Chcesz mnie odrzucić?

 

Następny →

 

wtorek, 11 marca 2025

Soul Land - Rozdział 12.3

 Rozdział 12.3 - Siejąca Zamęt Metoda Młota Wiatru (3)

Tłumacz: gerasik19999

Korekta: Seft-chan


– To wąż Datura. – Tang San powiedział po prostu.

Ma Xiu Nuo był w dużym szoku.

– Nic dziwnego, nic dziwnego. Niespodziewanie była to jedna z najbardziej kłopotliwych bestii na niższym poziomie, Wąż Datura. Do tego to 100-letni wąż, więc nic dziwnego, że ma taki efekt. Ach, to nie tak. Twój duch jest z systemu roślin, jak może wykorzystywać pierścień przeznaczony dla zwierzęcych duchów? Dziecko, nie możesz kłamać.

Szef Xiao był tylko dzieckiem, więc jego zrozumienie duchów było wybrakowane. Jednak w przypadku Ma Xiu Nuo, który pracował w Sali Duchów od lat, sprawy związane z pierścieniami i zasady były dość jasne. Dlatego od razu odkrył nieścisłość związaną z duchem Tang Sana.

– Dziadku Ma Xiu Nuo, wcale nie kłamię. Dlaczego duchy rośliny miałyby nie używać pierścieni przeznaczonych dla zwierząt? W pewnych warunkach da się to osiągnąć. Mój nauczyciel nazywa to Zasadą Duchowej Mimiki. – powiedział Tang San, kręcąc głową.

Mina Ma Xiu Nuo zmieniła się od razu.

– Mogę wiedzieć, kim jest twój nauczyciel?

– Wszyscy nazywają go Wielkim Mistrzem. – Tang San odparł od razu.

– Wielki Mistrz? Czy to ten sam Wielki Mistrz, który kiedyś opublikował Dziesięć Kluczowych Zasad i został potem wyrzucony z Sali Duchów? Niespodziewanie jest w Nuoding?

Słysząc słowa Ma Xiu Nuo, Tang San dopiero teraz zrozumiał, że Wielki Mistrz pochodził z Sali Duchów i przez chwilę nie wiedział, jak odpowiedzieć.

Mina Ma Xiu Nuo nagle spoważniała.

– Tang San, chciałbyś dołączyć do Duchowej Sali?

Tang San przez chwilę był zaskoczony.

– Dziadku Ma Xiu Nuo, czy nie zostałem już tu zarejestrowany?

– Nie, chodzi o coś innego. Rejestracja to coś, co robi większość duchowych mistrzów, dzięki czemu zyskują narodowe stypendium. Jednak dołączenie do Sali Duchów, oznacza zostanie duchowym mistrzem na wyłączność dla Sali Duchów. Kultywacja duchowego mistrza w takiej sytuacji jest przeprowadzana w specjalnej instytucji.

– To prawdopodobnie będzie niemożliwe. Już zacząłem uczyć się w Akademii Duchowych Mistrzów Nuoding. – powiedział Tang San, kręcąc głową.

– Zgadza się, już jest za późno. Zwłaszcza że bez specjalnych okoliczności nie wolno nam zabierać ludzi z Akademii. Zapomnij o tym. Cała wina spada na tego chłopca Su Yun Tao, powinien od razu zabrać cię do Sali Duchowej. Prawdopodobnie Wielki Mistrz nie pozwoliłby ci do nas dołączyć. – westchnął Ma Xiu Nuo, mówiąc.

– Nie mów tak, gdybym przybył tu od razu, prawdopodobnie nie zdobyłbym tak dobrego pierścienia. Co powiesz, dziadku Ma Xiu Nuo? – powiedział Tang San, uśmiechając się.

Ma Xiu Nuo przez chwilę był zaskoczony i odpowiedział z uśmiechem.

– To, co mówisz to prawda. Cóż, ankieta dotycząca oceny postępów dobiegła końca. Od tej chwili jesteś duchowym mistrzem szanowanym przez Cesarstwo Niebiańskiego Dou. Bądź dobrze przyjęty w gronie mistrzów duchowych. Od tej pory co miesiąc możesz liczyć na stypendium z Sali Duchów dzięki odznace, którą otrzymasz za chwilę. Stypendium duchowego mistrza wynosi co miesiąc jedną złotą monetę duchową. Gdy osiągniesz poziom duchowego arcymistrza, nagroda zostanie wyniesiona do wysokości dziesięciu złotych monet duchów. Jeśli chodzi o sprawę pierścienia ducha zwierzęcia użytego na duchu rośliny, to jak najszybciej zgłoszę sprawę wyższemu autorytetowi.

– Dziękuje.

Kiedy Tang San opuścił Salę Duchów, w obrębie Dwudziestu Czterech Mostów Księżycowych miał już specjalnie wykutą odznakę Sali Duchów. Odznaka była okrągła, z tyłu wyryte było jego imię, a z przodu wyrzeźbione były dwa splecione ze sobą krzewy cierni, symbolizujące poziom duchowego mistrza. Nawet Tang San, który był potomkiem kowala, nie potrafił stwierdzić, jaki metal został użyty do wykucia odznaki.

Po wyjściu z Sali Duchów Tang San szybko pobiegł w kierunku Akademii Nuoding, podążając za wskazówkami Ma Xiu Nuo. Tym razem zdecydował się na skrót, co pozwoliło mu skrócić czas podróży o co najmniej połowę.

Gdy w chwilę miał dotrzeć do akademii, nagle Tang San usłyszał znajomy dźwięk. Podświadomie zatrzymał się.

Dingdang, dingdang, dingdang…

Symbol młota oraz duży, nieco surowy budynek. Z wnętrza słychać było rytmiczne bicie, to była właśnie kuźnia.

Patrząc z zewnątrz, kuźnia ta była znacznie większa od domu Tang Sana, a odwiedzało ją mnóstwo gości.

Kowal, Tang San nie mógł nic zrobić, gdy przypomniał sobie słowa swojego ojca. Tang Hao powiedział mu kiedyś, żeby później znalazł pracę w kowalstwie, aby zarobić na utrzymanie.

Tylko czy teraz, skoro musi wykonywać pracę studencką, znajdzie jeszcze czas, żeby tu przyjść i popracować?

Można uznać, że Tang San, który dorastał w kuźni, jeśli chodzi o zawód kowala, miał pewne przywiązanie do kuźni. Uważnie przyglądał się pracy kowala, po czym biegł w kierunku akademii.

Aby ciało Wielkiego Mistrza szybko wyzdrowiało, Tang San wykorzystał pieniądze, które dał mu Wielki Mistrz, na zakup jedzenia w jadalni i przyniesienie go, następnie towarzysząc Wielkiemu Mistrzowi i jedząc razem z nim. Wielki Mistrz potrafił już chodzić i powiedział mu, że nie musi się nim opiekować. Wysyłając go w takie dni najpierw na zajęcia regularne. A także powiedział, żeby zerknął na książkę, którą dał mu Wielki Mistrz.

Opuszczając pokój Wielkiego Mistrza, Tang San wrócił do akademika dla pracujących uczniów. Tym razem sala siódma nie była znów pusta, byli tam praktycznie wszyscy, rozmawiali o czymś z roztańczonymi brwiami i promiennymi twarzami.

– Mały Sanie, wróciłeś. – Xiao Wu siedziała odchylona do tyłu na łóżku. Oczywiście, jej plecy opierały się o ich obecnie wspólną kołdrę.

– Xiao Wu, zaprowadź mnie do miejsca, które mamy posprzątać. Dotrzymam obietnicy i od dziś powierz to zadanie mnie.

Dotrzymywanie obietnic było podstawą dobrych manier. W tej kwestii Tang San przez cały czas radził sobie bardzo dobrze.

Xiao Wu rzuciła mu szybkie spojrzenie.

– Ciągle coś zamiatasz, ach, jakie to dla ciebie tanie, przecież odtąd nie musisz już zamiatać. – powiedziała.

Tang San był zaskoczony.

– Dlaczego?

– Czy uważasz, że siostra Xiao Wu robi coś bez powodu? Ten kolega Xiao Chen Yu załatwia ludzi do wykonywania naszej pracy uczniów pracujących. Potem nie będziemy już musieli tego robić, ale nadal, tak jak poprzednio, weźmiemy zapłatę. Tak się przechwalałeś, ale tym razem nic z tego nie będzie. – Xiao Wu powiedziała z lekkim zadowoleniem.

Tang San, chichocząc, dodał, że choć dotrzymał obietnic, wcale nie był osobą, która ugina się łatwo.

– Wyszło całkiem nieźle. Od tej pory jesteś siostrą Xiao Wu całej akademii Nuoding.

Xiao Wu siedziała prosto, obejmując kolana, jej mała twarz była zarumieniona i ciekawie patrzyła na Tang Sana, mówiąc.

– Jaki był rezultat Twojej decyzji o oszacowaniu w Sali Duchów?

– Zrobione. Już teraz jestem mistrzem duchowym. – powiedział Tang San.